Wiadomości
Udostępnij:
"Nieznani mieszkańcy" Warszawy. Czy miejskie szczury są niebezpieczne?
-
24.06.2026 14:25
-
Aktualizacja: 11:57 25.06.2026
Jedni mówią o konieczności ich zwalczania, inni otaczają je troską i edukują na ich temat. Szczury żyją u boku ludzi od setek lat. Ze względu na swoje niezwykłe zdolności adaptacyjne i wszystkożerność szczególnie upodobały sobie tereny zamieszkane. Ich obecność nierzadko wzbudza odrazę i strach przed zagrożeniami epidemiologicznymi, choć zwierzęta te już od dawna stanowią naturalny element ekosystemów dużych miast, w tym Warszawy. Czy wolno żyjące szczury są niebezpieczne?
Są niewielkich rozmiarów, ale od wieków sieją postrach wśród ludzi. Jako nosiciele pcheł roznoszących dżumę podczas epidemii czarnej śmierci stały się symbolem brudu i zarazy, choć coraz częściej kojarzy się je także z inteligencją, zwinnością i sprytem. Potrafią przecisnąć się przez otwór o średnicy dwuzłotówki, ich ogony są prawie tak długie jak ciała, a ostre siekacze radzą sobie z niemal każdym materiałem. Obecność szczurów w budynkach mieszkalnych i na ulicach miast nierzadko wzbudza odrazę i strach, przede wszystkim przed zagrożeniem epidemiologicznym. W Warszawie lokalne media co roku donoszą o "inwazji szczurów", które zadomawiają się w blokach, kanalizacji i osiedlowych wiatach śmietnikowych. Pomimo regularnie prowadzanej deratyzacji te wszędobylskie gryzonie powracają. Czy miejskie szczury są niebezpieczne? I dlaczego tak świetnie przystosowały się do życia u boku człowieka?
"Poza granicami współczucia"
Czyste, inteligentne i empatyczne? Wiosną 2026 roku Fundacja Mushika przeprowadziła kampanię "Jestem szczurem". Celem tej ogólnopolskiej akcji była zmiana postrzegania niesławnych gryzoni. Organizacja "oddała szczurom głos" – "Jestem empatyczny", "Jestem rodzinny", "Jestem czyściochem", głosiły plakaty, billboardy i spoty reklamowe. Główne działania w ramach kampanii prowadzone były w największych miastach w Polsce, w tym w Warszawie. Przez około dwa miesiące na przyjazne wizerunki szczurów mieszkańcy stolicy mogli natknąć się m.in. na stacjach metra, słupach ogłoszeniowych, przystankach autobusowych i w pojazdach komunikacji miejskiej. Jak mówi w rozmowie z RDC.pl Anna Mazurowska z Fundacji Mushika, szczury, które znajdują się "poza granicami ludzkiego współczucia", przez stulecia obrosły w wiele mitów i stereotypów: – Źródeł niechęci do szczurów można doszukiwać się już w tej całkiem niedalekiej historii. Pewna militarystyczna narracja – używanie pojęć takich jak "eksterminacja", "walka", "wróg" – wywodzi się z teorii modernizacji, w której zakorzenione były powojenne praktyki deratyzacyjne. Szczura przedstawiano wówczas jako wroga nowoczesnego społeczeństwa oraz zdrowego i czystego miasta. Jednak już znacznie wcześniej znajdziemy najbardziej popularny mit, że to szczury były nosicielami dżumy, przyczyną plagi, która powodowała śmierć, spustoszenie. W rzeczywistości to nie szczury były nosicielami dżumy, a pchły, które były na szczurach – ale nie tylko na szczurach. Przyczyną wybuchu epidemii czarnej śmierci były też fatalne warunki sanitarne tamtych czasów. Nie przeszkodziło to jednak temu, żeby to właśnie szczur stał się "kozłem ofiarnym" i dalej ten "czarny PR" ciągnie się za tym gatunkiem – wyjaśnia Anna Mazurowska.
Misją Fundacji Mushika jest m.in. zwrócenie uwagi na dobrostan tych gatunków, które w dyskusjach o ochronie praw zwierząt zwykle się pomija. Jej motto to: "szacunek nie zna gatunku". Ważną częścią kampanii "Jestem szczurem" jest raport pt. "Nieznani mieszkańcy miasta. Raport o szczurach wolno żyjących". To pierwsze w Polsce tego typu opracowanie poświęcone dzikim szczurom – ich biologii, miejscu w kulturze i statusowi prawnemu.

Fot. Fundacja Mushika
Wróg numer jeden?
Odmiennego zdania na temat miejskich szczurów jest prof. Stanisław Ignatowicz. Wśród problemów, które wiążą się z obecnością tych zwierząt w miastach, entomolog wymienia m.in. zniszczenia infrastrukturalne: – Szczur należy do gryzoni. Oznacza to, że szczur gryzie, właściwie musi gryźć, żeby ścierać przednie zęby, które rosną mu nieustannie. Uszkadza konstrukcje budynków, przecina przewody elektryczne i wodociągowe. Potrafi przegryźć nawet żeliwo. (…) Dla ludzi mieszkających w miastach jest wrogiem numer jeden. Gdy w tak zagęszczonej populacji ludzkiej pojawia się szczur, zwierzę znane z tego, że roznosi najróżniejsze choroby, obawiamy się go – i słusznie. Określa się, że szczury przenoszą ponad 50 czynników chorobotwórczych, m.in. chorobę Weila, inaczej nazywaną leptospirozą. Jest też słynna dżuma – podkreśla prof. Ignatowicz.
Anna Mazurowska z Fundacji Mushika przekonuje z kolei, że odpowiedzialność za epidemie spada po części na inne zwierzęta i samych ludzi: – Szczury są oczywiście zwierzętami, które mogą roznosić choroby, takie jak leptospiroza czy salmonelloza. Zoonozy, czyli choroby przenoszone przez zwierzęta, rozsiewają jednak także zwierzęta gospodarskie, te, które ludzie sami hodują. Nawet psy mogą być nosicielami chorób. Jednak to szczurom przypisuje się największą za to odpowiedzialność. (…) Obecne badania w zasadzie nie potwierdzają tego, żeby szczury były temu winne bardziej niż inne zwierzęta. Zagrożenie epidemiologiczne to mit, który ludzi w miastach przeraża chyba najbardziej, przynajmniej w takim stopniu, w jakim przyjęło się myśleć, że sprowadzają je szczury. W rzeczywistości, jeśli chodzi o zakażenia, zagrożenie to jest marginalne – podkreśla Anna Mazurowska.
Deratyzacja w Warszawie. Jak wygląda?
Jedną z dzielnic Warszawy "słynących" z obecności szczurów jest Praga-Południe. Jej mieszkańcy nieraz mówili o "inwazji" czy "pladze" gryzoni "wielkich niczym koty", zamieszkujących osiedlowe śmietniki. Dziennikarka RDC.pl zapytała urząd Pragi-Południe o działania, jakie dzielnica podejmuje w celu ograniczenia liczebności tych zwierząt na terenach zamieszkanych. "Dzielnica traktuje obecność gryzoni jako problem sanitarny i epidemiologiczny, wymagający stałej kontroli, zjawisko typowe dla dużego miasta, którego nie da się całkowicie wyeliminować" – wyjaśnia Andrzej Opala z zespołu prasowego praskiego ratusza. Poza regularnym przeprowadzaniem akcji w przestrzeni publicznej urzędnicy reagują na zgłoszenia mieszkańców. W 2025 roku na deratyzację na terenach otwartych dzielnicy przeznaczono prawie 16,9 tys. złotych. Na Pradze-Południe, jak i w całej Warszawie, w miejscach dużej aktywności gryzoni – np. w parkach i skwerach – rozstawia się tzw. karmniki deratyzacyjne. To specjalne urządzenia, które mają pozwalać na wykładanie trutek na szczury w sposób bezpieczny dla ludzi i innych zwierząt.
Anna Mazurowska mówi o "ciemnej stronie" deratyzacji: – Substancje, które umieszczane są w karmnikach deratyzacyjnych, powodują długotrwałe cierpienie zwierzęcia. To nie tak, że szczur zjada trutkę i umiera od razu. Jeśli inny szczur by to zobaczył, nie zjadłby trutki, bo one bardzo szybko się uczą. Działa to więc tak, że szczur po spożyciu trucizny umiera przez długie godziny w dużym cierpieniu. Substancje te blokują wytwarzanie witaminy K, zaburzając krzepnięcie krwi i przez to szczury właściwie wykrwawiają się wewnętrznie. (…) Równie popularne – i dostępne w każdym markecie budowalnym – są lepy na gryzonie. To środek, po który często sięgają osoby prywatne, możliwe, że nierzadko nieświadome ich działania. Po natrafieniu na taki lep z klejem, który nie wysycha, zwierzę przykleja się i przez długie godziny walczy o wyswobodzenie się. Bezskutecznie. Zgodnie z wynikami analizy prawnej, którą zawarłyśmy w naszym raporcie i którą przygotowały prawniczki ze Stowarzyszenia Prawnicy na rzecz Zwierząt, stosowanie lepów mogłoby zostać uznane za nielegalne, ponieważ jeżeli zwierzę ma zostać uśmiercone, to musi być to wykonane humanitarnie, czyli z minimalizacją cierpienia – zaznacza Anna Mazurowska.
Fundacja Mushika promuje więc (i regularnie prezentuje na profilach w mediach społecznościowych) wspomniane alternatywne, humanitarne metody ograniczania liczebności szczurów: – Szczury bardzo chętnie korzystają z otwartych śmietników, z bioodpadów, z resztek wyrzucanych na ulice, na trawniki. Jeżeli mamy nieszczelne, niezabezpieczone piwnice, szczury bardzo chętnie w nich przezimują. Ludzie zwalczają szczury, rozkładając trutki, ale to sprawia, że populacja zmniejsza się tylko tymczasowo. Powinniśmy działać tak, żeby odsunąć szczury od miejsc, w których ich nie chcemy, czyli naszych domów, piwnic, śmietników, poprzez odpowiednie zabezpieczanie ich, żeby zwierzęta nie miały do nich dostępu. Musimy wypraszać je w przestrzenie, w których będą w stanie utrzymać stabilną populację, znajdować naturalne pożywienie i w ten sposób dążyć do harmonijnej egzystencji z innymi dzikimi zwierzętami miejskimi – wylicza Anna Mazurowska.
Prof. Ignatowicz potwierdza, iż szczury od setek lat czerpią z ludzkich "zaniedbań sanitarnych": – Szczur korzysta z naszych odpadków. One w miastach mają nieograniczone możliwości pokarmowe. Zbiorniki na odpady nie są szczelne. Ludzie rozrzucają resztki jedzenia, dokarmiają dzikie zwierzęta, najczęściej ptaki. Uśmiercenie kilku szczurów jest sprawą dość prostą. Zmniejszenie zaś populacji szczurów miejskich o, na przykład, połowę – to już wymaga bardzo dobrze przeprowadzonej akcji. Całkowite uwolnienie miasta od szczurów jest wręcz niemożliwe. Szczurów mamy w miastach coraz więcej z tego powodu, że z wyjątkiem tej zimy, poprzednie były bardzo ciepłe i łagodne. (…) To jedna sprawa. Po drugie, szczury z natury są bardzo trudnym przeciwnikiem. Występuje u nich hierarchia społeczna. Są też neofobiczne, co oznacza, że unikają rzeczy nowych, na przykład trutki, która pojawi się w ich otoczeniu – tłumaczy entomolog.
Czego nie wiemy o szczurach
Jakimi więc zwierzętami są szczury? Wszechstronnymi. Jak w raporcie Fundacji Mushika pisze dr n. wet. Edyta Wincewicz, szczur to gatunek o niezwykłej sprawności ruchowej – potrafią się wspinać, wysoko skakać i dobrze pływać (dlatego niestraszne im życie w kanałach). Ponadto szczury przez wieki wypracowały nadzwyczajne strategie przetrwania. Dr Wincewicz wspomina m.in. tzw. zdolność społecznego uczenia się (jeden osobnik uczy się od drugiego) i doskonale rozwinięte zmysły. Szczury także niezwykle szybko się rozmnażają. – Można przyjąć, że jeśli jedna para szczurów ma dość dobre warunki do rozwoju, to powstaje tyle pokoleń, że po roku są dwa tysiące osobników potomnych – potwierdza prof. Ignatowicz.
Szczury żyją w koloniach, które przypominają mikrospołeczności – ustalają hierarchię, współpracują i wspólnie opiekują się młodymi. Samice tworzą nawet coś na kształt "szczurzych żłobków", karmiąc nie tylko swoje, ale cudze potomstwo. W niektórych miejscach na świecie szczury uznaje się za święte. Przykładem takiego miejsca jest świątynia Karni Maty w Indiach, gdzie setki szczurów, uznawanych za wcielenia zmarłych, poruszają się swobodnie między ludźmi. Ze względu na wysokie podobieństwo genetyczne do ludzi szczury wykorzystywane są w badaniach laboratoryjnych. Przed Wydziałem Psychologii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu stanął monument, który upamiętnia zwierzęta poświęcone w imię nauki – Pomnik Szczura Eksperymentalnego.

Pomnik Szczura Eksperymentalnego. Fot. Wiktor Saberniak, Uniwersytet SWPS
Źródło:
Autor:
Oliwia Witkowska