Wiarygodność lekarza-sygnalisty. Politycy w "Bez ogródek" o aferze w Szpitalu Południowym

  • 28.06.2026 12:29

  • Aktualizacja: 07:49 29.06.2026

– To dobry moment, by powiedzieć, że za członkostwo w radzie nadzorczej odpowiada się całym swoim majątkiem – uważa Piotr Woźniak z Koalicji Obywatelskiej. – Takie mechanizmy od lat funkcjonują w Polsce i warto zastanowić się nad ich zmianą – wtórowali politycy, którzy gościli w audycji "Bez ogródek" Polskiego Radia RDC. Goście Agnieszki Gozdyry odnieśli się w ten sposób do afery wokół Szpitala Południowego w Warszawie, ujawnionych nieprawidłowości oraz odpowiedzialności osób zasiadających w radach nadzorczych miejskich spółek.

Nagłośnił nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. Kim jest lekarz-sygnalista?

Czy lekarz-sygnalista ze Szpitala Południowego jest wiarygodny? Wypowiedź doktora Emila Jędrzejewskiego na Kanale Zero z 23 czerwca 2026 roku wstrząsnęła opinią publiczną. W internetowym wywiadzie lekarz i były ordynator oddziału chirurgii tej placówki wyjawił m.in., że na SOR-ze Szpitala Południowego miało dochodzić do rażących naruszeń. Procedury medyczne miały być wykonywane wadliwie, a w wyniku błędów lekarskich miało dochodzić do powikłań, które kończyły się śmiercią pacjentów. Już następnego dnia, w środę 24 czerwca, dr Jędrzejewski został wezwany na przesłuchanie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Nie chciał zeznawać bez pełnomocnika. Prokuratorzy w trakcie przesłuchania Jędrzejewskiego chcieli zabezpieczyć telefon, z którego były ordynator miał wysłać wiadomość do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego o nieprawidłowościach w placówce. Lekarz nie miał go przy sobie. Dr Jędrzejewski został zobowiązany do ponownego stawienia się w prokuraturze z pełnomocnikiem i złożenia zeznań. Kolejne przesłuchanie Emila Jędrzejewskiego zaplanowano na 29 czerwca.

Afera w Szpitalu Południowym – o co w niej chodzi?

Afera wokół Szpitala Południowego w Warszawie wybuchła po publikacjach medialnych i wynikach audytu zleconego przez miasto. Początkowo ujawniono oświadczenie majątkowe lekarza-milionera Dawida Kacprzyka. Były ordynator SOR-u w Szpitalu Południowym i radny Koalicji Obywatelskiej w 2025 roku miał zarobić ok. 1,6 mln złotych. Z czasem pojawiły się też podejrzenia nieprawidłowości w rozliczaniu dyżurów i prowadzeniu dokumentacji medycznej. Kolejnym wątkiem w sprawie jest tzw. "VIP-owska ścieżka" na SOR, z której korzystać mieli politycy KO, omijając standardowe procedury i kolejki w szpitalu. Audyt wykazał szereg nieprawidłowości organizacyjnych i finansowych, co doprowadziło do odwołania zarządu szpitala oraz zawiadomienia prokuratury. Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO i z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy – pół miliona złotych. Środki te nie trafiły jednak do placówki ze względów formalno-prawnych. W Szpitalu Południowym powołano już nową radę nadzorczą. Prokuratura równolegle wszczęła dwa śledztwa w sprawie. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych, drugie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – chodzi m.in. o naruszenia zasad triażu przy klasyfikacji pacjentów. Głos w sprawie zabrali najważniejsi politycy, toczy się postępowanie Naczelnej Izby Lekarskiej.

"Za członkostwo w radzie nadzorczej odpowiada się całym majątkiem"

W audycji głos zabrał senator Piotr Woźniak z Koalicji Obywatelskiej. Zastanawiał się, czy słuszne jest obsadzanie stanowisk spółek prawa handlowego i rad nadzorczych członkami koalicji rządzącej.

Miejmy świadomość, że właścicielami, organami założycielskimi wielu szpitali niekoniecznie są miasta, a na przykład powiaty, w którym rządzą różne koalicje, nie tylko Koalicja Obywatelska, także Prawo i Sprawiedliwość. O zgrozo, jest to praktyka we wszystkich, nie tylko medycznych spółkach, ale także transportowych, a można by inne wymienić. Uważam, że jest to dobry moment do rozpoczęcia debaty i przypomnienia tym wszystkim, którzy tak pędzą do tych rad nadzorczych, że za członkostwo w radzie radzorczej odpowiada się całym swoim majątkiem – mówił Woźniak.

Odniosła się do tego także Agata Diduszko-Zyglewska z Lewicy.

  Podczas ostatniej sesji absolutoryjnej rady Warszawy rozmawialiśmy o tym bardzo długo. Świetnie, że prezydent Rafał Trzaskowski zrobił taki ruch, od razu odwołał osoby z rad nadzorczych i z zarządów podmiotów leczniczych, czyli szpitali warszawskich. Dlaczego więc nie rozszerzyć tego działania na inne spółki miejskie? Wyczytaliśmy, że w wielu miejskich spółkach obecnie zasiadają politycy, oczywiście Koalicji Obywatelskiej i osoby ścisle związane z władzami miasta. Widzimy, że to może jednak nie działać tak, jak trzeba. Mamy poczucie, że nie jest to fenomen zwiazany z jedną partią, a od lat mamy taki system w Polsce. Nie pierwszy raz przekonujemy się, że to może przynosić złe skutki – wyjaśniała Diduszko-Zyglewska.

"Wierzę, że zarzuty usłyszą odpowiednie osoby"

Z dotychczasowymi działania prokuratury w tej sprawie nie zgodził się Marek Krawczyk z Polski 2050.

Co się tyczy działań prokuratury – jeżeli pan Kacprzyk rozpatrywany jest w kategoriach osób, którym planuje się postawić zarzuty karne, to nie ma żadnej potrzeby, żeby wzywać go w charakterze świadka i żeby składał zeznania. Głęboko wierzę w to, że prokuratura zbiera materiał dowodowy, a finałem tego będzie postawienie zarzutów odpowiednim osobom. Sama więc sytuacja zapraszania go i wzywania do składania zeznań mnie zupełnie nie dziwi. Wracają natomiast do sprawy lekarza-sygnalisty, martwi mnie, że nie skupiamy się na zasadniczym problemie, w zamian zastanawiając się, czy ktoś wysłał komunikatorem jakąś wiadomość, czy nie wysłał komunikatorem. Zasadniczy problem jest w tym, że politycy zasiadają w organach nadzorujących szpitali, ale też w wielu innych obszarach funkcjonowania samorządu i, jak się okazuje, nie sprawują nadzoru w sposób właściwy – podkreślił Krawczyk.

Posłuchaj całej rozmowy

"Bez ogródek" i innych audycji Polskiego Radia RDC można słuchać w Warszawie na 101 FM, w pasmach lokalnych albo online na www.rdc.pl/player.

Źródło:

RDC

Autor:

RDC /OW