Wiadomości
Udostępnij:
Dominik Hołuj wrócił do szkoły. Licealista stracił nogi w wypadku w Woli Bierwieckiej
-
01.09.2026 13:16
-
Aktualizacja: 13:51 01.09.2026
Ponownie zasiadł w szkolnej ławce, co było jego marzeniem – Dominik Hołuj, który w wypadku kolejowym w Woli Bierwieckiej stracił nogi i część dłoni, rozpoczął rok szkolny ze swoją klasą. Na potrzeby Dominika szkoła została częściowo dostosowana do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Chłopak ma również zapewnione wsparcie pedagogiczne.
Dominik Hołuj, licealista z Radomia, który w wyniku potrącenia przez pociąg, stracił obie nogi i część dłoni, po kilkumiesięcznej rehabilitacji wrócił we wtorek do szkoły. Nastolatek cieszył się na początek roku szkolnego, nie krył radości, że znów może usiąść w ławce obok swoich kolegów i koleżanek.
Tego dnia towarzyszył mu nasz dziennikarz Karol Pakosz.

Szkoła specjalnie przystosowana
Liceum im. Mikołaja Kopernika w Radomiu, którego uczniem jest Dominik, przygotowało się na jego powrót. Dzięki wsparciu finansowemu miasta placówka została przystosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych. Nastolatek na razie porusza się na wózku inwalidzkim, ale w planach są protezy nóg i dłoni. Do jego potrzeb dostosowano też plan lekcji, by zajęcia jego klasy mogły odbywać się w pracowniach na parterze.
Także rodzice Dominika robią wszystko, by stworzyć synowi jak najlepsze warunki. Wynajęli mieszkanie w Radomiu, żeby nie musiał codziennie dojeżdżać do szkoły.
Jak powiedział tata chłopca Dariusz Hołuj, Dominik miał bardzo pracowite wakacje. Musiał nadrobić kilkumiesięczne zaległości w szkole. Przeszedł także trzy turnusy intensywnej rehabilitacji.
– Dominik nie mógł się doczekać powrotu do szkoły. Jest bardzo zdeterminowany, zmotywowany, żeby ukończyć liceum i przystąpić do matury – powiedział ojciec chłopca.
Po oficjalnym rozpoczęciu roku szkolnego, Dominik pojechał wózkiem do swojej klasy i usiadł – tak jak w poprzednich latach – w pierwszej ławce obok swojego kolegi.

Nadal chce pracować w kolejnictwie
Z powrotu chłopca do szkoły cieszyli zarówno jego koledzy i koleżanki, jak i nauczyciele. Dominik jest bardzo zdolnym uczniem, ma duże osiągnięcia naukowe, ale jest też bardzo lubiany.
– Zdobył tytuł najsympatyczniejszego kolegi w klasie. Zawsze był takim ogniwem, łączył klasę, jednoczył różne grupy. Gdy go nie było, bardzo nam go wszystkim brakowało – powiedziała wychowawczyni klasy Beata Dutkowska-Żaczek.
Teraz przed Dominikiem intensywne przygotowanie do matury. Od dziecka interesował się koleją i nadal – mimo nieszczęśliwego wypadku, któremu uległ – chce iść na studia związane ze swoją pasją, a w przyszłości pracować w transporcie kolejowym.
– Nie wyobraża sobie, żeby pracować w innej branży niż kolejnictwo. Taka przewrotność losu: to co najbardziej ukochał, skrzywdziło go. Ale nie odwrócił się od kolei i chce poświęcić swoje życie kolejnictwu – podkreślił ojciec chłopca.
18-latka czeka też dalsza rehabilitacja związana z korzystaniem z protez. – W tej chwili budowane są protezy prawej dłoni i prawej nogi. Z lewą nogą na razie musimy troszkę poczekać. Za kilka dni czekają nas przymiarki protez, potem poprawki i ich dopracowanie – powiedział ojciec chłopca.

Pod koniec września nastolatek ma mieć turnus rehabilitacyjny związany z nauką chodzenia przy użyciu protez. Ich zakup będzie możliwy dzięki tysiącom Polaków, którzy wsparli zbiórkę pieniędzy uruchomioną przez Fundację Podaruj Dobro.
Wypadek w Woli Bierwieckiej
W lutym Dominik uległ tragicznemu wypadkowi. Chłopiec jechał z mamą pociągiem. Na stacji w Woli Bierwieckiej koło Radomia na chwilę wyszedł na peron, by pomóc przy wyniesieniu wózka z dzieckiem. Gdy chciał z powrotem wsiąść do wagonu, pociąg ruszył. Drzwi przycięły nastolatkowi rękę, chłopak wpadł między krawędź peronu a pudło pociągu. Dominik przez prawie miesiąc po wypadku pozostawał w śpiączce farmakologicznej, a lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie walczyli o jego życie. Pod koniec kwietnia wrócił do domu.
Prokuratura Okręgowa w Radomiu prowadzi śledztwo w sprawie wypadku Dominika. Zarzuty usłyszał kierownik pociągu, który odpowiadał za skład. W ocenie śledczych nienależycie obserwował wymianę pasażerów i przedwcześnie nadał przez radiotelefon sygnał do odjazdu. Prokurator zastosował wobec Marcina W. dozór policji. 48-latek został też zawieszony w czynnościach służbowych. Grozi mu do ośmiu lat więzienia. Podejrzany przyznał się do winy i wyraził skruchę.
Źródło:
Autor:
RDC /Karol Pakosz/PL