Wiadomości
Udostępnij:
Bez szans na likwidajcę składowiska w Ryczołku w tym roku. Kałuszyn nie dostał pieniędzy
-
18.02.2026 19:07
-
Aktualizacja: 06:18 19.02.2026
W tym roku nie będzie likwidacji nielegalnego składowiska w Ryczołku w powiecie mińskim. Jak dowiedziało się Polskie Radio RDC, gmina Kałuszyn nie dostanie z Ministerstwa Klimatu i Środowiska wnioskowanych pieniędzy na ten cel. – Nie wiem, co zrobi państwo, jak tam powstanie pożar – mówi burmistrz Kałuszyna i dodaje, że ugaszenie go będzie niemożliwe.
W tym roku nie będzie likwidacji nielegalnego składowiska w Ryczołku w powiecie mińskim. Jak dowiedziało się Polskie Radio RDC, gmina Kałuszyn nie dostanie z ministerstwa klimatu i środowiska wnioskowanych pieniędzy na ten cel.
We wtorek w resorcie odbyło się spotkanie w tej sprawie. Jak mówi burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski, wniosek Kałuszyna kolejny raz nie został uwzględniony.
– Jestem zawiedziony tym, że nie dostaliśmy pieniędzy. To, że spotkanie się odbyło, to ja bardzo za to serdecznie dziękuję, no bo zawsze trzeba rozmawiać. Liczyliśmy, że w końcu te pieniądze trafią. Bez dofinansowania zewnętrznego, całościowego, ani gmina, ani powiat, ani myślę, że nawet województwo sobie same nie poradzi. Szacunkowo to jest 70 milionów złotych – podkreśla Czyżewski.
Kto zapłaci za likwidację składowiska?
Gmina wnioskowała o zabezpieczenie całej tej kwoty.
– Zwrócono mi uwagę, że dodatkowym warunkiem, który może w jakiś sposób pomóc w uzyskaniu dofinansowania na wywiezienie i zutylizowanie tych odpadów jest przejęcie zobowiązania przez gminę. To znaczy, że gmina jakby zobowiązuje się do utylizacji tego, mimo że gmina w żaden sposób nie zawiniła w tym procederze. Nie mając żadnej gwarancji dostanie na to dofinansowania – dodaje Czyżewski.
Problem w tym, że jeśli samorząd mimo wszystko nie dostanie pieniędzy, sfinansowanie likwidacji składowiska doprowadzi gminę do bankructwa.
– Powiedziano mi na tym spotkaniu, że na jesieni będą kolejne nabory. Będę w tych naborach kolejny raz aplikował, nie wiem już który. Wicewojewoda był obecny na tym spotkaniu. Poprosiłem go, żeby z jego strony też wyszła jakaś ekspertyza, bo wszyscy wiedzą, że to wysypisko jest w cudzysłowie unikatowe, ale niech jeszcze kolejny raz ktoś to potwierdzi – wskazuje burmistrz.
Pożar całkowitą katastrofą
Arkadiusz Czyżewski przyznaje, że nie rozumie postawy resortu. Według niego ministerstwo powinno być żywo zainteresowane wyjątkową sytuacją Ryczołka, bo to strategiczna lokalizacja.
– Nie wiem co zrobi państwo, jak tam powstanie pożar. To składowisko po pierwsze jest przy samym wejściu autostradowym, czyli w razie pożaru autostrada A1 jest całkowicie zamknięta. Dosłownie na sąsiedniej działce przebiega linia 400KV, to jest to główne zasilanie kraju, które tylko strzeli, jeżeli tam powstanie pożar i w prostej linii jakieś 8 kilometrów jest największe lotnisko wojskowe po tej stronie Wisły – mówi Czyżewski.
Zdaniem burmistrza, pożar składowiska będzie jak „mazowiecki Czarnobyl”.
– Tego jest tak dużo i to jest tak łatwopalne, że cała działalność straży będzie polegała, żeby ewakuować ludność i zrobić kordon wokół, żeby ogień na bok nie położyć. Oni nawet nie podejdą do tego. To będzie kilkaset milionów państwo kosztowała ta akcja ratownicza i późniejsza rekultywacja gruntów – wyjaśnia.
Na prywatnej działce należącej do siedleckiej firmy jest ponad 6,5 tysiąca beczek z nieznanymi substancjami. Właściciel nieruchomości tłumaczy, że wydzierżawił ją firmie z Marek, ale ta okazała się słupem. W styczniu grupa mieszkańców i samorządowcy pikietowali ws. składowiska przed Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim.
Czytaj też: Co ze składowiskiem w Ryczołku? Wniosek już w ministerstwie, ale to nie koniec
Źródło:
Autor:
Beata Głozak/ED
Kategorie: