Wypadek na Trasie Łazienkowskiej. Jest wyrok w sprawie Łukasza Żaka

  • 16.07.2026 13:05

  • Aktualizacja: 07:02 17.07.2026

Jest wyrok w sprawie Łukasza Żaka. Mężczyzna został skazany za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Doszło do niego 15 września 2024 roku na wysokości przystanku autobusowego "Torwar". W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. 

Zapadł wyrok w sprawie Łukasza Żaka oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Mężczyzna został skazany na 20 lat więzienia. Po 15 latach będzie mógł ubiegać się o warunkowe zwolnienie. O taki wyrok ubiegała się prokuratura. 

Żak musi jeszcze zapłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł oraz wypłacić zadośćuczynienia dla rodziny zmarłego w wypadku po 300 tys. zł dla każdej z osób (żony zmarłego, ich córki i syna), a dla poszkodowanej w wypadku znajomej Pauliny 150 tys. zł. Dodatkowo został orzeczony wobec niego dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Wyrok nie jest prawomocny. 

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera podkreślił, że do wypadku doprowadziło działanie z premedytacją Żaka.

Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić (Volkswagena - red.) Arteona - to "mały czołg", do 200 km na godzinę? Wtedy nie ma szans na reakcję, nikt nie miałby szans z tym Arteonem – powiedział sędzia.

Uważam, że tylko ta kara zabezpieczy społeczeństwo przed takimi kierowcami jak pan – podkreślił sędzia Mitera. Dodał raz jeszcze: – Tym wyrokiem chronię społeczeństwo przed panem.

Stwierdził, że na tę karę Żak "pracował latami", to "wypadkowa całej jego działalności". Odniósł się też do zachowania skazanego podczas kolejnych rozpraw. – Obserwowałem pana podczas procesu (...) - zero refleksji – podkreślił sędzia Mitera.

Koledzy Żaka skazani za pomoc w ucieczce

Oprócz Łukasza Żaka na ławie oskarżonych zasiadło jego sześciu kolegów. Pięciu zostało skazanych za pomoc w próbie uniknięcia przez niego odpowiedzialności karnej.  Otrzymali wyroki od 5 do 2 lat więzienia. Muszą też zapłacić zadośćuczynienie rodzinie ofiary wypadku.

Wszyscy skazani pomagali Łukaszowi Żakowi w ucieczce z kraju, zacierali ślady i nie pomogli na miejscu wypadku.

Kacper K., właściciel wypożyczalni aut, z której pochodziły pojazdy, oskarżony był o prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości, poplecznictwo oraz nieudzielenie pomocy ofiarom wypadku. W czwartek sędzia Maciej Mitera skazał go łącznie na 5 lat więzienia, a także orzekł zakaz prowadzenia pojazdów przez 6 lat.

Aleksander G. i Maciej O. byli oskarżeni o poplecznictwo. Prokuratura zarzucała im m.in. pomoc w zacieraniu śladów oraz utrudnianie ujęcia sprawcy wypadku. Mężczyźni zostali skazani na 2 lata więzienia. Oskarżeni również o poplecznictwo i nieudzielenie pomocy Mikołaj O. i Damian J. zostali skazani na 4 lata więzienia.

Wszyscy muszą zapłacić po 40 tys. zł tytułem zadośćuczynienia dla każdego z trojga osób z rodziny ofiary wypadku oraz po 20 tys. zł na rzecz poszkodowanej w wypadku znajomej Żaka - Pauliny. K. Dodatkowo Kacper K. musi wpłacić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 10 tys. zł.

Sprawa jednego z kolegów – Kacpra D. – została wyłączona do odrębnego procesu.

Wypadek na Trasie Łazienkowskiej

Do wypadku doszło 15 września 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, na wysokości przystanku autobusowego "Torwar". W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer drugiego auta. Do szpitala trafiły trzy inne osoby z tego samochodu – kierująca nim 37-letnia żona zmarłego mężczyzny oraz ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat.

Do szpitala trafiła także Paulina K., która kierowała Volkswagenem. Po wypadku na miejsce zdarzenia dojechali znajomi Żaka, którzy mieli pomóc mu uciec. Oskarżonego na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania zatrzymano w Lubece w Niemczech. Według opinii biegłych Łukasz Żak w chwili wypadku był pijany i trzymał w ręku telefon komórkowy, którym nagrywał swoją brawurową jazdę. Miał pędzić z prędkością 226 km/h. Na Trasie Łazienkowskiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 80 km/h.

Proces Łukasz Żaka

Proces ruszył w czerwcu 2025 roku w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. W poniedziałek 14 lipca w warszawskim sądzie odbyła się rozprawa, podczas której zeznawał ostatni biegły, po czym sędzia Maciej Mitera zamknął przewód sądowy. Strony wygłosiły następnie mowy końcowe. Prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka podkreślała, że w sprawie Łukasza Żaka nie było żadnych okoliczności łagodzących.

 Zaznaczyła, że oskarżony był wcześniej wielokrotnie karany – za przestępstwa z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przestępstwa prowadzenia pojazdów w stanie nietrzeźwości i wielokrotnie za naruszanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów. Prokurator zawnioskowała o wymierzenie Żakowi kary 20 lat więzienia z ograniczeniem możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Pełnomocniczka Łukasza Żaka, adwokat Izabela Ławińska, zaznaczyła w mowie końcowej, że wokół oskarżonego jeszcze przed wydaniem wyroku powstał medialny obraz człowieka, który przestał być człowiekiem. – (…) Stał się obiektem powszechnej nienawiści. W przestrzeni publicznej pojawiły się komentarze, które nie miały nic wspólnego z dowodami – mówiła. 

Głos zabrała również wdowa po mężu i ojcu ich dwojga dzieci, który zginął w wypadku. – Chciałabym, żeby ta sprawa miała wydźwięk społeczny. Chciałabym, żeby wyrok, który zostanie zasądzony, był przestrogą dla innych osób – podkreśliła. Łukasz Żak swoje stanowisko przekazał sędziemu w formie pisemnej. Ponownie przeprosił również obecną na sali wdowę po zmarłym w wypadku mężu.

 

Źródło:

RDC/PAP

Autor:

RDC /OW