Fałszywe sygnały dot. zagrożenia życia. Policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę

  • 16.05.2026 14:52

  • Aktualizacja: 14:54 16.05.2026

Stołeczna policja zatrzymała  53-latka, który może mieć związek ze wzniecaniem fałszywych alarmów, dotyczących zagrożenia życia. Po jednym z takich alarmów policja interweniowała w piątek w mieszkaniu przy ulicy Wiktorskiej. TVP Republika informowała jakoby policja wtargnęła do mieszkania redaktora naczelnego tej stacji Tomasza Sakiewicza. 

W sobotę po południu stołeczna policja poinformowała o zatrzymaniu 53-letniego mężczyzny, który może mieć związek z wzniecaniem fałszywych alarmów, dotyczących zagrożenia życia. Jednocześnie zabezpieczono sprzęt informatyczny, który zostanie poddany szczegółowym oględzinom przez ekspertów. Materiały przekazano prokuraturze.

Po jednym z takich alarmów, stołeczna policja interweniowała przy ul. Wiktorskiej w Warszawie. TV Republika podawała, że policja weszła do domu redaktora naczelnego tej stacji Tomasza Sakiewicza. On sam mówił na antenie, że "policja siłą wtargnęła do jego domu, skuła jego asystentkę, twierdząc, że w zagrożeniu znajduje się tu jakieś dziecko".

Rzecznik Komendanta Stołecznego Policji podkom. Jacek Wiśniewski podkreślił, że policja musi błyskawicznie reagować na zgłoszenia zagrożenia życia i zdrowia.

Wpłynęło zawiadomienie na komendę

Do informacji odniosła się policja. Przekazała, że policjanci zostali powiadomieni, iż w mieszkaniu pod tym adresem znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu.

Informacja taka zgodnie z przyjętymi zasadami otrzymała najwyższy priorytet, a na miejsce niezwłocznie skierowany został patrol policji – dodała formacja.

Funkcjonariusze zastali w lokalu kobietę, która nie chciała się przedstawić i współpracować z policjantami. Na czas wyjaśnienia sytuacji, mając na uwadze bezpieczeństwo zarówno jej, jak i swoje, policjanci zastosowali wobec tej osoby kajdanki – przekazali policjanci.

Wiadomość o zagrożeniu była nieprawdziwa

Zebrane przez funkcjonariuszy informacje i weryfikacja zastanej na miejscu sytuacji pozwalają na stwierdzenie, że wiadomość o zagrożeniu czyjegoś życia była nieprawdziwa i najprawdopodobniej miała na celu wprowadzenie w błąd jej odbiorcy i służb ratunkowych.

- Z naszej perspektywy jako służb nie ma znaczenia, jakiego adresu dotyczy, kto jest właścicielem tego mieszkania, kto jest osobą zgłaszającą. Jako służby musimy traktować wszystkich jednolicie i reagować na zagrożenie życia i zdrowia w sposób analogiczny, błyskawicznie, żeby nie doprowadzić do tragedii. (...) My nazywamy to algorytmem postępowania i to jest model funkcjonujący nie tylko w polskiej policji, ale na całym świecie — powiedział rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji podkom. Jacek Wiśniewski.

"Nie można zakładać, że zgłoszenie to żart"

Jak zaznaczył, policjanci nie mogą zakładać, że sytuacja ma charakter prowokacji, zmylenia służb, czy głupiego żartu kogoś pod wpływem alkoholu.

Na pytanie, dlaczego "policjanci nie mieli odpowiednich emblematów, nie było naszywki z nazwiskiem policjanta", odpowiedział: „Wydaje się panu, że w przypadku kontekstu ratowania życia ludzkiego, ratowania życia dziecka, posiadanie emblematu jest rzeczą najistotniejszą?”.

Zapytany, czy ze strony funkcjonariuszy padły pytania o to, czy jest dziecko w tej toalecie i czy jest jakieś zagrożenie życia, rzecznik powiedział, że "nagrania z zajścia są analizowane przez zespół kontrolny".

"Policjanci zareagowali w sposób profesjonalny"

Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński ocenił, że policjanci zareagowali w sposób profesjonalny.

Podkreślił, że służby reagują w sposób "jak najbardziej zasadny, jak najbardziej profesjonalny". Zaznaczył, że interwencje nie dotyczyły działalności TVP Republika. 

 

Źródło:

PAP

Autor:

RDC /ED

Kategorie: