Wiadomości
Udostępnij:
Osób związanych z dywersją na kolei więcej niż cztery. Możliwe kolejne zatrzymania
-
24.11.2025 09:54
-
Aktualizacja: 09:59 24.11.2025
Karty SIM użyte do rejestracji zdarzeń i transmisji internetowej były aktywowane kilka lat wcześniej. To pokazuje, że proces był rozłożony na lata i osób mających kontakt ze sprawą jest więcej niż cztery – powiedział w poniedziałek wiceszef MSWiA Czesław Mroczek.
Na trasie Warszawa – Dorohusk doszło przed tygodniem do aktów dywersji. W Mice (woj. mazowieckie, pow. garwoliński) eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy.
Dzień później, niedaleko stacji kolejowej Gołąb (pow. puławski, woj. lubelskie), pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej sieci trakcyjnej.
Rzecznik Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak informował w środę o postawieniu w tej sprawie zarzutów dwóm obywatelom Ukrainy. Zarzuca się im przeprowadzenie aktów dywersji na zlecenie Rosji.
Jednym z podejrzanych na linii kolejowej w Polsce jest Ukrainiec Jewhenij Iwanow, zwerbowany w 2024 r. przez rosyjski wywiad wojskowy (GRU), a następnie zaocznie skazany przez sąd we Lwowie za przygotowanie zamachu w fabryce produkującej drony.
Będzie więcej zatrzymań?
Wiceszef MSWiA pytany był w poniedziałek w Programie Pierwszym Polskiego Radia o zwolnionych po przesłuchaniu czterech domniemanych pomocników dywersantów działających na zlecenie Rosji w Polsce, którzy uszkodzili tory.
– Nie zakładam, że proces jest zakończony – powiedział Mroczek.
Tłumaczył, że „czym innym jest rozliczenie karne, a czym innym jest to, czy dane osoby wniosły informację do śledztwa, to znaczy, czy przyczyniają się do ustalenia właściwego przebiegu (…), w jaki ten akt dywersji, terroru został przygotowany”.
Zwrócił uwagę, że zatrzymani przewinęli się w przebiegu działań, które były związane z wykonaniem zadania.
– Na przykład zakup kart SIM, które zostały użyte później w zamyśle do rejestracji tych zdarzeń i transmisji internetowej – wskazał.
– Te karty były aktywowane kilka lat wcześniej, co pokazuje, że proces był przygotowany wcześniej, rozłożony na lata i krąg osób, które miały jakikolwiek kontakt ze sprawą, z czynnościami w sprawie, niekoniecznie z samymi sprawcami, jest zapewne szerszy niż cztery osoby – powiedział wiceszef MSWiA.
Przyznał, że „być może będą kolejne, które będą w tej sprawie zatrzymywane”.
Dopytywany o dwóch sprawców bezpośrednich zdarzeń powiedział, że „Polska wystąpiła do Białorusi o oddanie tych osób”.
– Mamy stanowisko białoruskie przekazane oficjalnymi kanałami, że Białoruś będzie w tej sprawie działać w celu ustalenia miejsca pobytu tych osób i będzie współpracować z Polską – powiedział wiceszef MSWiA.
Przyznał, że trzeba na to „brać poprawki, ale życie pokaże”.
– Lepsza jest taka deklaracja niż gdyby nam Białoruś powiedziała, że nic w tej sprawie nie wiedzą – dodał.
Czytaj też: Co z listem żelaznym dla Bartosza G.? Jest zażalenie na odmowę jego wydania
Źródło:
Autor:
RDC /PA
Kategorie: