„Żyjemy na tykającej bombie”. Pikieta ws. składowiska odpadów w Ryczołku

  • 12.01.2026 06:11

  • Aktualizacja: 21:04 12.01.2026

Boją się skażenia środowiska i ogromnego pożaru – jedynym ratunkiem jest dotacja na usunięcie niebezpiecznego składowiska odpadów w Ryczołku. Od czterech lat zalega tam blisko 6,5 tysiąca beczek z chemikaliami. W tej sprawie mieszkańcy Kałuszyna i samorządowcy z powiatu mińskiego pikietowali pod Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim.

Samorządowcy i mieszkańcy Kałuszyna pikietowali w Warszawie – chcą zwrócić uwagę wojewody i rządu na niebezpieczne składowisko odpadów w Ryczołku

Od czterech lat zalega tam blisko 6,5 tysiąca beczek z chemikaliami. Potrzeba 80 mln zł na jego likwidację.

Jak mówi starosta miński Remigiusz Górniak, dzierżawca działki zniknął i zostawił po sobie skrajnie łatwopalne substancje w bardzo newralgicznym punkcie. 

– Gdzie jest bezpośrednie sąsiedztwo autostrady A2, pasa nalotowego na największe lotnisko wojskowe w tej części Polski i dodatkowo linie 400 KV Ostrołęka – Kozienice, czyli odcięcie od prądu, można powiedzieć, pół Polski. Co robi rząd? Dlaczego tego nie widzi? Dlaczego nie ma żadnych działań, żadnego realnego wsparcia? – tłumaczy. 
   

Coraz większe ryzyko 

Burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski dodaje, że ryzyko rośnie

Bo wiadomo, że te pojemniki przez te miesiące, przez te lata korodują. W zimę mróz, w lato nasłonecznienie, przecież to stoi pod gołym niebem – mówi. 
   

„Żyjemy na wielkiej, tykającej bombie”

Mieszkańcy zbierali podpisy pod petycją o przyznanie dotacji na likwidację składowiska. 

My żyjemy na wielkiej, tykającej bombie. Jest to dla nas ogromne niebezpieczeństwo. Boimy się najbardziej tego, że to wybuchnie. Nikt nie zna możliwości, skali, jakby to doszło do tego pożaru – dodaje sołtys Ryczołka Anna Gujska.

  
Kałuszyn wnioskował o przyznanie dotacji w wysokości 100 proc. szacowanego kosztu utylizacji odpadów. 

Czytaj też: Podpisano umowę na przebudowę przystanku WKD Warszawa Raków

Źródło:

RDC

Autor:

Olga Kwaśniewska/PL