Proces Łukasza Żaka. Świadek rozpoznał oskarżonego. Znajomi mieli kazać Żakowi uciekać

  • 09.09.2025 16:27

  • Aktualizacja: 21:13 09.09.2025

W czwartek w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście, podczas kolejnej rozprawy w procesie Łukasza Żaka zeznawały osoby, które były na miejscu wypadku – m.in. mężczyzna, który zrobił nagranie, na którym widać, jak ktoś popycha mężczyznę, krzycząc „uciekaj”. Rozpoznał w nim Łukasza Żaka.

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia dobiegła końca rozprawa w sprawie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Niespełna rok temu volkswagen arteon zderzył się z fordem focusem, w wyniku czego zginął 37-letni pasażer forda, ojciec rodziny.

Oskarżony Łukasz Żak oraz pięciu mężczyzn, którzy mają odpowiadać za utrudnianie śledztwa, pozostanie w areszcie.

Sąd zakończył przesłuchiwanie trzeciego świadka. Dziś planowo miało odbyć się przesłuchanie siedmiu osób, jednak zeznania  mocno się przedłużyły. 

Zeznania świadka i przedłużony areszt

W trakcie rozprawy zeznawali świadkowie, którzy byli na miejscu zdarzenia. Wśród nich mężczyzna, który nagrywał miejsce wypadku. – Zobaczyliśmy biały samochód. Jechał ze znaczną prędkością. Widziałem z oddali uderzenie w drugi samochód – mówił w sądzie.

Wskazał, że chwilę potem wysiadł z auta i udał się na miejsce, by pomóc poszkodowanym. – Wszyscy tam biegali, krzyczeli (...) W aucie koloru białego już pasażerów nie było. W tym drugim byli wszyscy. Próbowaliśmy otworzyć drzwi tego samochodu. (...) Ktoś próbował wyciągać dzieci przez okno – opowiadał. Zaznaczył, że mężczyzny, który był w fordzie, nie dało się wydostać ze środka zmiażdżonego auta. Był tam zakleszczony.

Następnie sędzia Maciej Mitera odczytał zeznania świadka z postępowania przygotowawczego. Wynika z nich, że na wysokości ul. Marszałkowskiej biały volkswagen arteon z dużą prędkością mijał samochód, którym podróżował on ze swoją partnerką. Kilkaset metrów dalej volkswagen uderzył w inny pojazd.

Z zeznań mężczyzny wynika również, że jest nagranie, na którym widać, jak mężczyźni popychają mężczyznę z brodą, ubranego w ciemną bluzę, krzycząc „uciekaj”.

Na pytanie, czy na sali jest osoba, którą rozpoznaje jako wypychaną z pojazdu, wskazał na Łukasza Żaka.

Z zeznań świadka wynikało też, że część z oskarżonych obecnych na miejscu mówiła, że przyjechała tam Uberem, a inni zachowywali się dziwnie, starając się pokazać, że się nie znają. Jeden z mężczyzn z raną na brodzie i zakrwawioną ręką miał zachowywać się agresywnie.

W trakcie rozprawy sąd zdecydował też o przedłużeniu o dwa miesiące tymczasowego aresztu wobec oskarżonych. Decyzję tą uzasadnił tym, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że oskarżeni są sprawcami popełnionych czynów i zachodzi obawa matactwa.

Kolejna rozprawa zaplanowana jest na 9 października.

Miał jechać ponad 220 km/h

Do tragicznego wypadku doszło 15 września 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej na wysokości przystanku autobusowego „Torwar”.

Zgodnie z aktem oskarżenia Łukasz Żak po pijanemu kierował samochodem. Ponadto znacznie przekroczył dopuszczalną na tym odcinku drogi prędkość. Według specjalistów jechał z prędkością ok. 226 km/h przy dopuszczalnej prędkości 80 km/h.

Według prokuratury Żak prowadził auto w sposób zagrażający bezpieczeństwu drogowemu, na skutek czego nieumyślnie spowodował wypadek, najeżdżając na forda focusa, którym jechała czteroosobowa rodzina, a później uciekł z miejsca wypadku. Na miejsce zdarzenia dojechali jego znajomi, którzy pomogli mu uciec. Łukasza Żaka zatrzymano w Lubece w Niemczech na podstawie europejskiego nakazu aresztowania.

W wyniku zderzenia zginął 37-letni pasażer forda Rafał P. Do szpitala trafiły trzy osoby z tego auta - 37-letnia kierująca samochodem żona zmarłego mężczyzny i ich dzieci w wieku czterech i ośmiu lat, a także Paulina K., która jechała z Żakiem samochodem.

Zakaz prowadzenia pojazdów 

Prokuratura zakłada, że oskarżony spowodował wypadek, podczas gdy zgodnie z prawomocnym wyrokiem z 21 grudnia 2023 r. miał orzeczony zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych, a także dopuścił się tego czynu w okresie 5 lat po odbyciu co najmniej 6 miesięcy kary pozbawienia wolności za podobne przestępstwo.

Mężczyźnie grozi od 5 do 30 lat więzienia. Łukasz Żak przyznał się do kierowania volkswagenem oraz przekroczenia prędkości.

Pozostałym pięciorgu współoskarżonym zarzuca się m.in. utrudnianie postępowania karnego poprzez pomoc w ucieczce Łukaszowi Żakowi i nieudzielenie pomocy rannym.

Mężczyźnie grozi od 5 do 30 lat więzienia. Przyznał się do kierowania volkswagenem oraz przekroczenia prędkości.

Czytaj też: Dramat mieszkańców bloku w Ząbkach. „Za chwilę nie będzie czego ratować”

Źródło:

RDC/PAP

Autor:

RDC /PA