Wyrwał się właścicielce i zagryzł kota. Mieszkańcy osiedla w Siedlcach alarmują

  • 07.07.2026 14:27

  • Aktualizacja: 14:28 07.07.2026

Wystarczyły sekundy nieuwagi i zginął kot, co będzie następne? – martwią się mieszkańcy Chrobrego w Siedlcach. To tu pies groźnej rasy uciekł właścicielce i zaatakował starszego kota. Zwierzęciu nie udało się pomóc. 

W biały dzień pies wyrwał się właścicielce i zagryzł kota. Wszystko na oczach mieszkańców ulicy Chrobrego w Siedlcach, którzy teraz alarmują, że wiele osób wyprowadza swoje czworonogi bez smyczy i nie panuje nad ich zachowaniem.

 Tutaj na osiedlu często widać właśnie psy bez opieki, bez kagańca, bez smyczy – usłyszała nasza reporterka Oldze Kwaśniewskiej. 

Nawet tysiąc złotych kary

Rzeczniczka Komendy Miejskiej Ewelina Radomyska poinformowała nas, że w tej sprawie nikt nie zawiadomił policji, ale w skali roku policja zajmuje się kilkoma podobnymi. 

Właściciel, który nie sprawuje należytej opieki nad zwierzęciem, naraża się na odpowiedzialność karną i policjanci mogą na niego nałożyć mandat karny, który wynosi nawet do 500 złotych, a w przypadku, gdy sprawa trafi do sądu, grozi kara do 1000 złotych grzywny, kara ograniczenia wolności lub nagany. Warto pamiętać, że za zachowanie psa zawsze odpowiada właściciel – powiedziała. 
  
   

Co zrobić w przypadku ataku psa?

W tamtym roku psy zaatakowały dziewczynkę w wózku w podsiedleckim Skórcu. Internet huczy od filmów, gdzie tzw. psi podbiegacze atakują też czworonogi na smyczy. Trenerka psów Urszula Kapuścińska wyjaśniła, jak reagować w razie ataku.

Zawsze rozglądam się, czy mam na polu widzenia właściciela, bo to też jest dla mnie punkt pierwszy, żebym mogła odnieść się i poprosić o odwołanie psa. Natomiast, kiedy dochodzi bezpośrednio do interakcji między psami, no to zdecydowanie stałabym za tym, żeby obronić swojego psa, jeśli widziałabym, że to zachowanie zmierza ku konfliktowi. Czasem nie da się rozdzielić psów, nie wkładając rąk. Mamy ciało, mamy nogi, możemy zastawić, możemy zaryzykować – powiedziała. 
  

Kapuścińska dodaje, że każdy właściciel psa powinien jednak przede wszystkim zadbać o jego zachowanie i używać smyczy.

To co my możemy zrobić, żeby zapobiegać, to przede wszystkim używać tego, co mam tutaj w ręce. Smycz to jest nasz przyjaciel, jest to także przyjaciel psa, bo on daje nam kontrolę nad psem, więc w każdej chwili jesteśmy w stanie zareagować, w każdej chwili jesteśmy tą smycz w stanie skrócić, wydłużyć. Oprócz tego, że mamy dwumetrowe smycze, mamy też je pięciometrowe i dziesięciometrowe. Punktem najważniejszym jest nauczyć przywołania w różnych warunkach – wyjaśniła. 
  

"Kot nie powinien być wychodzący"

Na osiedlu Tysiąclecia mieszka kilkadziesiąt wolno żyjących kotów, którymi opiekuje się Urząd Miasta. Weronika Andrzejczuk z referatu infrastruktury zwraca uwagę, że psy bez smyczy to zagrożenie nie tylko dla nich. 

– Psy, tak zwane podbiegacze, które nie reagują na przywołanie właścicieli, są zagrożeniem dla kotów, ale nie tylko. Są też zagrożeniem dla innych zwierząt, dzikich, które są w mieście, tak jak jeże. Natomiast też trzeba pamiętać, że kot dziki, wolno żyjący, który będzie czuł się w zagrożeniu, też zaatakuje tego psa. No ale najczęściej przegrywa kot w takiej walce – wskazała. 

W tym przypadku jednak pies był na smyczy, tylko wyrwał się właścicielce. Tuż obok mieszka behawiorystka Magdalena Budrecka, studentka Uniwersytetu w Siedlcach, która zwróciła uwagę na inny problem. 

– Pamiętajmy, że kot też nie powinien być wychodzący. Pies, tak jak słyszałam, uciekł jednak ze smyczą. Kot tak naprawdę nie miał szans jakiegokolwiek ucieczki. No i też nie zapominajmy o tym, że pies w trakcie pogoni nic nie będzie rozumiał. On jest w innym świecie – powiedziała naszej reporterce. 

Behawioryści podkreślają, że atakujący pies może być trudny do odwołania - działa instynktownie. W trakcie pogoni może wbiec pod samochód lub zaatakować przypadkową osobę.

Źródło:

RDC

Autor:

Olga Kwaśniewska/PL