"Zawiodła komunikacja". Politycy w RDC o ataku w klasztorze w Jarosławiu

  • 27.09.2026 12:59

  • Aktualizacja: 06:40 28.09.2026

Nie milkną echa czwartkowego ataku w klasztorze w Jarosławiu. Ukrainiec Ihor M. miał zabić księdza i ranić cztery inne osoby. Dzień wcześniej mężczyzna, według ustaleń prokuratury, zamierzał przekroczyć granicę z Ukrainą w Korczowej. Jego samochód nie miał jednak obowiązkowego ubezpieczenia OC, więc nie został przepuszczony. W Polskim Radiu RDC komentowali tę sytuację politycy. 

Czy tragedii w klasztorze w Jarosławiu można było uniknąć? Jak w stanie wojny hybrydowej powinno działać odpowiedzialne państwo? Było to tematem najnowszej audycji "Bez ogródek".

Atak w klasztorze w Jarosławiu

W czwartek (24.09.2026 r.) 31-letni obywatel Ukrainy Ihor M. zaatakował na terenie klasztoru w Jarosławiu pięć osób, jedna z nich (ksiądz) zmarła. W piątek przed południem prokuratura sformułowała wobec niego zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała. Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie. Ihor M. przebywa w placówce medycznej, a biegli psychiatrzy potwierdzili u niego nasilone objawy psychotyczne. 

Według ustaleń prokuratury, mężczyzna wjechał do Polski z Niemiec w nocy 23 września przez przejście w Świecku. Zamierzał przekroczyć granicę z Ukrainą w Korczowej. Jego samochód nie miał jednak obowiązkowego ubezpieczenia OC. Ihor M. zostawił go w Korczowej, a do Jarosławia został podwieziony prywatnym samochodem przez przypadkowe osoby. Auto poddano oględzinom i zabezpieczono na potrzeby śledztwa.

Mężczyzna miał być notowany w Niemczech, w Czechach zaś wpisany na listę osób niepożądanych. Mimo to "nie zaświecił się" na naszej granicy.

– Mamy dane od innych krajów, jest Europejski System Wymiany Danych w zakresie służb, natomiast w tym konkretnym przypadku osobiście nie posiadam informacji w tym zakresie. Informacje w tym zakresie posiada w tej chwili policja i jest prowadzone śledztwo. [..] Natomiast nie mieliśmy potwierdzenia, nie widziałem oficjalnego komunikatu, żeby ta osoba była notowana lub była osobą niepożądaną w innych państwach – mówił wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski z Nowej Lewicy.
   

"Zawiodła komunikacja"

Chrystian Talik z Partii Razem uważa, że zawiodła komunikacja między państwami. 

– Ja tutaj się bardziej zastanawiam, co zawiodło. Państwo polskie powinno od strony niemieckiej i czeskiej domagać się jakichś wyjaśnień, dlaczego zawiodła jakaś komunikacja. Ten pan był był notowany w Niemczech i był osobą niepożądaną w Republice Czeskiej. Dlaczego poruszał się po Europie jak wolny elektron? Tutaj to zawiodło – wskazał.   
   
 
Piotr Stec z Polski 2050 tłumaczył natomiast, że nie mieliśmy prawa do zatrzymać. 

– Jeżeli nie jest tak, że jest ta osoba poszukiwana, ma nakaz zatrzymania, z jakichś powodów powinna być pod obserwacją, to nigdzie by się nie zaświeciła, że tak powiem, lampka w tej kwestii. On mógł nie zapłacić za coś, on mógł mieć jakieś zaległości, alimenty, cokolwiek. To niekoniecznie wiąże się z tym, że można go zatrzymać – mówił.     
   

Mam wielkie wątpliwości, że to rosyjska prowokacja – komentował zaś Paweł Szrot z PiS. 

– Rosyjskie służby mogą oczywiście wynajmować ludzi, którzy spalą Starlinka czy wrzucą koktajl Mołotowa do zakładów zbrojeniowych. Natomiast kontrolowanie osoby obłąkanej, szaleńca jest już zadaniem niezwykle trudnym – mówił. 

  

"Jeśli ktoś chce wyjechać, to już pal sześć"

Dobromir Sośnierz z Konfederacji mówił, że nie rozumie, dlaczego Ihor M. został zawrócony z granicy. 

– Jeśli ktoś chce wyjechać, to już pal sześć. Pewnie by go cofnęli z Ukrainy. Ja bym generalnie martwił się o przestrzeganie rozmaitych procedur, przepisów dla ludzi wjeżdżających. Nie wiem czemu mielibyśmy pilnować przestrzegania rozmaitych przepisów, jak ktoś chce wyjechać – podkreślał. 
   
Katarzyna Królak z Koalicji Obywatelskiej alarmowała zaś, żebyśmy wystrzegali się generalizowania. 

– Nie można generalizować, a już na pewno nie można wrzucać do jednego worka z sytuacją, o której mówił pan poseł Szrot, odnosząc się do śmierci prezydenta Adamowicza. I tak, zgadzam się z tym, że ciągłe hejtowanie, ciągłe szuflowanie nienawiści może prowadzić do złych rzeczy. Powinniśmy się wystrzegać ciągłej złości, ciągłego hejtu, ciągłego generalizowania zła na konkretną grupę społeczną – mówiła.  
   
Śledczy przesłuchali funkcjonariuszy Straży Granicznej, którzy mieli kontakt z Ihorem M. oraz bezpośrednich świadków ataku i osoby poszkodowane, których stan zdrowia pozwalał na przesłuchanie. Nadal gromadzą dowody. 

Źródło:

RDC/PAP

Autor:

Marta Hernik/PL