Wśród działań różnych organizacji, zajmujących się historią lokalną, jest nie tylko chęć udokumentowania najdrobniejszych szczegółów z dziejów małej Ojczyzny, ale także dbałość o zabytki i inne pamiątki przeszłości. Wśród nich są często zapomniane losy ludzi, a potem niszczejące cmentarze, osadników. Tych osadników, których nazywa się kolonistami (rzadziej), a najczęściej olędrami. Jest mitem informacja, że byli oni zawsze Niemcami, choć rzeczywiście z kręgów kultury niemieckiej już w XVIII wieku przybywali do Polski, zapraszani przez np. właścicieli ziemskich. Byli świetnymi fachowcami, umieli żyć nad rzekami, korzystać z nich, zarabiać, ale też ujarzmiać, gdy zbyt często i Dalego w głąb wylewały. Olędrzy to Niemcy, dawni mieszkańcy Niderlandów, ale też Francuzi i po prostu Polacy z północnych stron kraju. Bywali menonitami, częściej luteranami, skupionymi np. w Kościele ewangelicko-augsburskim czy ewangelicko-reformowanym.
Ich dzieje są bardzo ciekawe, ślady po nich istnieją (cmentarze, niekiedy zachowane w pamięci obrzędy i przepisy kulinarne) zarówno materialne, jak i głębsze – na przykład szacunek i przywiązanie do pracy. Okres II wojny światowej sprawił, że wyjechali stąd, zostawiając nie tylko resztki zabudowań, ale i jakiegoś ducha, który z przeszłości teraz się wyłania. Nic więc dziwnego, że ww. organizacje lokalne, historycy, antropolodzy i inni, zaczęli głębiej badać tę społeczność.
Na obszarze gminy Nieporęt i w okolicach, tacy osadnicy również byli, o czym mówi w programie Konrad Szostek, prezes Nieporęckiego Stowarzyszenia Historycznego.