Spór o monitoring w siedleckim aquaparku. Mieszkańcy krytykują, miasto tłumaczy

  • 14.10.2026 15:39

  • Aktualizacja: 15:48 14.10.2026

Dbanie o bezpieczeństwo czy zbyt duża ingerencja w sferę prywatną i intymną? W Siedlcach trwa spór o monitoring w miejskim aquaparku. Sprawie przyjrzała się reporterka Polskiego Radia RDC, która rozmawiała z mieszkańcami oraz z prezesem Agencji Rozwoju Miasta Siedlce Dariuszem Cegiełkowskim.

Kamery w aquaparku wywołały spór w Siedlcach

Kamery zainstalowano podczas ostatniej wrześniowej przerwy technologicznej. Miejsca są wyraźnie oznaczone, a Agencja Rozwoju Miasta Siedlce, czyli spółka miejska zarządzająca Parkiem Wodnym, zawarła odpowiednie zapisy w zmienionym z tego powodu regulaminie. Sprawa zwróciła uwagę jednego z rodziców, który głośno protestował w mediach społecznościowych.

Jak zaznaczył prezes ARMS Dariusz Cegiełkowski, monitoringiem objęto części szatni - wejścia, wyjścia, ciągi komunikacyjne i strefę szafek.

- Szatnia to nie jest przebieralnia. Miejsce, gdzie możemy przebywać nago, to jest przebieralnia. Są to miejsca wyraźnie oznaczone. [...] Od początku, kiedy istniał park wodny, przebieramy się w przebieralniach. Szatnie to jest strefa, gdzie są szafki, gdzie zostawiamy rzeczy. W polu widzenia kamer, które się pojawiły, jest tylko ta przestrzeń szatni z szafkami - dodał.

Cegiełkowski podkreślił również, że instalacja kamer była przemyślana i dokonano jej po analizie prawnej. Stała się odpowiedzią na szeroki wachlarz sytuacji - "od kwestii jakichś nieszczęśliwych zdarzeń, typu poślizgnięcie i kwestionowanie utrzymania czystości, że jest mokro, że woda nie jest zbierana tak jak powinna, po takie sytuacje, jak na przykład ktoś stwierdził, że zginęła mu z szafki znaczna suma pieniędzy, a widział, jak ratownik gdzieś otwierał szafkę komuś w trybie awaryjnym".

- My, nie mając monitoringu, nie jesteśmy w stanie sprawy wyjaśnić. To są przede wszystkim bardzo szeroko rozumiane względy bezpieczeństwa - zaznaczył.

Co o sprawie myślą mieszkańcy?

Inaczej sprawę widzi pan Radosław. Siedlczanin powiedział wprost, że szatnie stanowią przestrzeń, w której każdy obywatel ma bezwzględne prawo do prywatności. Dodał też, że przebieralni w parku wodnym jest za mało, aby w obecnej sytuacji takie prawo było respektowane.

- W szatni znajdują się jedynie trzy zamykane kabiny na kilkaset szafek. Gdyby każdy miał udać się w pełnym ubraniu do kabiny, tam się przebrać i dopiero udać się na basen, to byłyby gigantyczne kolejki. Większość ludzi jest po prostu zmuszonych do przebrania się przy szafkach, czyli w polu widzenia kamer. Wprowadzenie monitoringu narusza w wielu aspektach przepisy RODO, chociażby zasady minimalizacji danych. Co nie mniej ważne, jest wprost niezgodne z art. 9a ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym, w którym jest bezwzględny zakaz montażu monitoringu między innymi w szatniach - powiedział reporterce RDC.

Zdanie pana Radosława nie jest odosobnione:

Prezes Agencji Rozwoju Miasta Siedlce zapewnia mieszkańców, że nikt nie ma ciągłego podglądu na strefę szatni.

- Ten monitoring nie funkcjonuje tak jak monitoring miejski, gdzie ktoś cały czas siedzi przed kamerami i obserwuje na bieżąco, co się dzieje. [...] Monitoring jest z reguły sprawdzany, przeszukiwany w sytuacjach, kiedy jest taka potrzeba, jest jakieś zdarzenie, coś trzeba wyjaśnić. Powiem więcej, dostęp do kamer w szatni został jeszcze dodatkowo ograniczony, nawet jeżeli w tej chwili kierownictwo Parku Wodnego ma dostęp do monitoringu, podglądu hali basenowej, ale nie do szatni. Jeżeli jest potrzeba, będzie potrzeba skorzystania z nagrań z szatni, to trzeba taki dostęp dodatkowo autoryzować - podkreślił.

Zaznaczył też, że materiał będzie wykorzystywany wyłącznie zgodnie z prawem. 

Źródło:

RDC

Autor:

Beata Głozak/MH