Rody i Rodziny Mazowsza

Zawiszowie z Goszyc, cz. 1

  • Piotr Szymon Łoś

  • 28.06.2026
  • 01 godz 00 min 43 s

Krótki opis odcinka

DOM DOBREJ ENERGII „Przyjeżdżaliśmy na cmentarz i wtedy podchodziliśmy zobaczyć dwór, obchodziliśmy go na około. Ale mama stawała tyłem do domu i nie obchodziła go. Zapalała papierosa i czekała na nas... Dla niej spojrzenie na dom było zbyt bolesne. [Jednak] miała marzenie, aby odczynić to, co się stało. Żeby tu nie widzieć obcych ludzi, odzyskać dom i oddać go potomnym. ” [Magdalena Smoczyńska]   TO, CO JEST Pan domu dyskretnie podchodzi do żony i mówi: „tam już nie ma wody ani herbaty”. Za moment na stole niczego nie brakuje, zaraz ktoś korzysta, bo na zewnątrz ciepło, miejscami słońce dobrze praży. Licznie zgromadzona młodzież – z własnego wyboru! – poddaje się egzaminowi. Dwie godziny wcześniej kilku chłopaków, także uczestników konkursu, dźwigało stół pingpongowy, aby go rozstawić tuż obok wiekowych drzew, pamiętających Zofię Zawiszankę. Pomiędzy „odpytywaniem”, jest czas na spacery, na zrobienie wianka z roślin, które upiększają soczystą zieloną trawę, ale i czas na odbijanie białej piłeczki, co nam obserwującym przywołuje również własne wspomnienia. Gdzieś nagle odnajdujemy się ze znanym tylko wirtualnie rockmanem, piszącym od czasu do czasu o mieszkańcach dworów swojego regionu. A nestorka i matka pana domu, zabawia dorosłych, nie tylko miłą i lekką rozmową, ale też opowiada o swojej tytanicznej pracy historyka (choć jest psycholingwist&ką) nad losami powojennymi Leny Kichler i jej podopiecznych – dzieci żydowskich, które cudem przeżyły Holocaust. W którymś momencie przy stoliku na tarasie siada jedna z uczestniczek konkursu szkolnego. Widzę, jak uważnie słucha i wzrokiem próbuje „ogarnąć” tych kilka osób, które mogłyby być jej babkami i dziadkami. Ona musi mieć świadomość, że tych rozmów nie znajdzie w Internecie, może nawet w książkach, więc chce wykorzystać okazję, aby z pierwszych rąk czegoś się dowiedzieć. O historii domu, może o ukrywających się w nim Żydach w czasie okupacji; może o Piłsudskim, a może o poetce i emancypantce…   To nie jest dom z samymi „antykami”, choć rodzinnych pamiątek jest sporo. To dwór, w którym dawny klimat ziemiańskiej wiejskiej siedziby przeplata się z nowoczesnością i zwykłymi problemami dnia. Wszyscy patrzą z podziwem na nowy dach, który już nie przecieka. Ale też mowa jest o kolejnych potrzebnych pracach, aby zabytek, świadek historii, a zarazem dom rodzinny, miał się jak najlepiej.   Aby trafić do pokoju gościnnego, muszę przejść przez kuchnię. Na stole płatki dzikiej róży, a obok gar pełen poszarpanej do jedzenia sałaty lodowej. Pani Marta sama sałatę przygotowuje, a od wczoraj czeka pyszne ciasto, także jej rękami zrobione. Przy którymś z kolejnych moich przejść przez kuchnię, widzę ją, trzymającą w ręce plik listów. Dowiaduję się, że jest to korespondencja z okresu wojennego; ktoś bliski z rodziny pisał z oflagu… I pada pytanie, myślę, że nieco retoryczne: „co z nimi zrobić?”. Historyk, dr Stanisław Borowiak podpowiada, że można je złożyć w Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. „Rozumiem, że wziąłbyś, Stasiu, do siebie wszystko” – z żartem  odpowiadam –„to wszak zacna placówka. Ale może lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie do archiwum.” Mówiąc to, myślałem o Narodowym Archiwum w Krakowie lub o Bibliotece Narodowej w Warszawie, bowiem w latach 2012/2013 tam właśnie został przekazany gigantyczny zbiór ponad 2000 teczek dokumentów, tekstów, listów itd., Jerzego Turowicza dziadka pana domu. To on zresztą tę spuściznę polskiej kultury pomagał dziadkowi porządkować, gdy był jego sekretarzem. Książki, poza częścią zachowaną dla siebie przez rodzinę, trafiły do Biblioteki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II (UPJPII) w Krakowie.    Głowa moja pusta, ale w mig łapię: to zestawienie sałaty, przygotowywanie gościom kolacji, wymiana kolejnej partii naczyń w zmywarce, a zaraz potem stare listy z oflagu i opowieści rodzinne, uświadomiło mi, że to tak jak w Dańkowie u pp. Anny z Branickich i Tadeusza Wolskich. Ich współpracownik mi powiedział: „nie no, nie oszukujmy się, tu się dużo mówi o historii i wspomina się, co jest wartością samą w sobie – taki dom!” Fotografie, nieliczne portrety, szkice, ale przede wszystkim przedmioty, których używali dawniejsi właściciele dworu, sprawiają wrażenie, że oni, choć dawno nie żyją, ciągle są tu obecni. A mieli niektórzy z nich ciekawe charaktery!    Po wymienionych faktach i nazwiskach, wielu już zapewne wie, że chodzi o Goszyce (pow. krakowski, gm. Kocmyrzów-Luborzyca). Dr Maciej Rydel, który często o Goszycach mówi, bo je lubi, ma też z nimi relacje rodzinne (jest spokrewniony z Turowiczami), uważa, że taki był polski dwór przed komuną; przenikały się w nim światy dawny i współczesny, ludzie zajmowali się bieżącym życiem, ale przeszłość była, rzecz jasna w odpowiednich proporcjach, stale obecna.   TO, CO BYŁO Porządkując genealogicznie, pomijając czasy rycerskie, od &1823& roku właścicielem dóbr Goszyce był Wojciech Jerzy Boduszyński (1768-1832), lekarz (pierwszy na ziemiach polskich zastosował wynalazek E. Jennera, szczepionkę na ospę), profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, patolog, terapeuta, farmakolog, ale i historyk medycyny. Z Marianną z Nieprskich, prócz dwóch córek, miał syna Feliksa (1808-1870), uczestnika powstania listopadowego (za co skonfiskowano mu część majątku, zwróconą później w ramach amnestii), ożenionego z Antoniną z Łopuszańskich. Józefa Maria (1842-1887), ich córka, została poślubiona Antoniemu Zawiszy (1822-1897), który w ramach kontraktu ślubnego został właścicielem majątku. Józefa Maria z Boduszyńskich Zawiszyna urodziła dwóch synów: Artura (1861-1901), miłośnika fotografii, posiadającego własne atelier na poddaszu dworu i Augusta  (1868-1888). Artur poślubił Marię z Wolskich (1863-1931), córkę Ludwika, prawnika, galicyjskiego publicysty, parlamentarzysty, działacza społecznego, znawcy literatury pięknej oraz Anieli z Pokutyńskich. Marii miastem rodzinnym był Lwów. Mieszkała najpierw w Perepelnikach, a gdy budowano nowy dwór, przebywała nadal w Szpitarach.  Naturalnie, genealogia jest okrutna, bo wszystko w niej widać i o związkach rodzinnych Wolskich z Goszycami, a pośrednio z Medyką Pawlikowskich (Aniela „Lela” z Wolskich Pawlikowska), można rozpisać się na wiele stron.   Zostając jednak przy Goszycach: osobą szczególnie znaną i zasłużoną rodem z tego domu i majątku, była córka Artura i Marii z Wolskich, Zofia Aniela (1889-1971), urodzona w Szpitarach (pow. proszowski), wcześniejszym majątku rodziców, do którego długo jeszcze tęskniła, mając za złe ojcu, że opuścili to miejsce. Wychowana przez matkę, a pośrednio przez dziadka Ludwika Wolskiego („jej szaleńczy goszycki patriotyzm pochodzi właśnie od Ludwika” – podkreśla prof. Magdalena Smoczyńska) w tradycji powstania styczniowego. Już jako nastolatka obracała się w kręgach młodzieży  marzącej o suwerennej Polsce. Od 1905 roku, kiedy to – za zgodą matki – zrezygnowała z nauki w szkole średniej (maturę zdała później), działalność niepodległościowa stała się jej absolutnym priorytetem i wyborem życiowym. Z czasem dwór w Goszycach bywał magazynem „bibuły”, pewnego rodzaju centrum walki podziemnej. Majątek, sprawy osobiste, opinia niezbyt życzliwych ludzi, oceniających apodyktyczny charakter „pani na Goszycach” – nic nie mogło jej przeszkodzić w czynnościach, wspierających walkę o wolność.   Nie była Zosią w typie mickiewiczowskim. Łamała współczesne stereotypy o roli kobiety w rodzinie i społeczeństwie, emancypantka, nosiła mundur, jeździła konno po męsku, miała wokół siebie przeważnie mężczyzn – żołnierzy. Niezłomna, odważna, brawurowa. Zarazem wrażliwa, była poetką, pisarką (niezwykłe wspomnienia z pracy wywiadowczej „Poprzez fronty”, 1928, kilka powieści, poezja), miała duszę artystyczną. Jan Józef Szczepański twierdził, że nie była dobrą pisarką, a ona miała takie ambicje i źle się czuła ze świadomością, że na polu pisarskim nie zrobiła niczego ponad przeciętność. Ciekawe, że będąc tak mocno zaangażowaną w sprawy publiczne, zrobiła studia rolnicze (UJ) i odbyła praktykę rolną w Lubelskiem, wiedząc, że kiedyś obejmie goszycki majątek. Niezachwycona tą perspektywą, przyjęła ją jako zobowiązanie i normalną kolej rzeczy. Będąc „dziedziczką” tradycyjnie chodziła na wieś robić ludziom biednym zastrzyki, gdy zaszła potrzeba, na własny koszt sprowadzała lekarza. Będąc już mężatką nawiązała kontakt z Narodowym Związkiem Chłopskim, potem z PSL „Wyzwolenie”, redagowała m.in. pismo „Bartosz”, na wsi prowadziła niepodległościową agitację. Jak wspominała jej córka, zdarła sobie gardło, przemawiając na chłopskich wiecach. Udzielała się w różnych organizacjach, m.in. w Związku Ziemian. Mimo, że to chłopi ją wciągnęli do działalności w lokalnej organizacji ludowej, dla nich była ciągle ziemianką, szlachcianką czy obszarniczką (mimo, że sama rozparcelowała część ziemi, przeznaczając ją dziesięciu chłopom – legionistom), zaś dla ziemian – niebezpieczną rewolucjonistką. Do tego ostracyzm społeczny, gdy – bynajmniej nie z jej winy – rozpadło się jej małżeństwo z Januszem Gąsiorowskim, została sama z liczącą zaledwie rok córką Anną.   Dla pamięci historycznej goszyckiego domu najsilniejsza jest tradycja ścisłych związków Zofii Zawiszanki  z Legionami i Józefem Piłsudskim. O tym najczęściej opowiada się tam gościom, do czego też zobowiązuje tablica, umieszczona na ścianie frontowej dworu. Poświęcona jest ona Zofii jako działaczce niepodległościowej (ruch strzelecki, praca wywiadowcza w Legionach, szkolenie kobiet) i przypomina pobyt siedmioosobowego patrolu Beliny w Goszycach w 1914 roku. Dekadę potem, w związku z rocznicą zatrzymania się tutaj Władysława Belina-Prażmowskiego z żołnierzami, w uroczystościach wziął udział marszałek Józef Piłsudski, bardzo ją ceniący jako legionową wywiadowczynię. Poza rocznicą i szacunkiem dla pani domu, marszałek miał też inny powód przybycia do Goszyc – był bowiem ojcem chrzestnym córki Zofii i Janusza Gąsiorowskich – Anny.    ARKA NOEGO Tak dwór nazwali wojenni goście, co przywołuje wnuczka Zofii, p. Elżbieta Jogałła: „Już w 1941 roku, na imieniny Zofii Kernowej, podarowano jej pięknie ilustrowany ręką „Leli” (Anieli) i Luli Pawlikowskich album zatytułowany „Arka Noego”, zawierający wierszyki autorstwa Stefana Szumana i jego córki Grażyny, Danuty i Juliusza Wolskich, Anny i Jerzego Turowiczów, Anny Wolskiej, Ireny Bykowskiej, Józefa Zubrzyckiego. Romuald Kern, przedstawiony jako Noe, stara się opanować dom, w którym gnieździ się „każdego zwierza po parze”. Poemat niemały, napisany ku chwale dworu Goszyckiego, w którym krewni stłoczeni jak w Arce Noego, przed potopu zalewem strasznym się schronili… Co oni tutaj wszyscy pospołu przeżyli, i też jak dokuczali swoim gospodarzom, którzy, dobrzy ludzie, nawet się nie skarżą, na przedziwne maniery swoich miłych gości, i na nigdy nie syte, wilcze ich wnętrzności – to niech potomności te księgi przekażą!”   W czasie okupacji przez goszycki dom przewinęło się wiele osób tak z rodziny, jak i obcych, zarówno z Podziemia, jak i np. uciekinierzy z Poznańskiego, popowstaniowi uchodźcy z Warszawy. Była również żydowska rodzina Aleksandrostwa Glücksmanów: Melita z córką Wandą (późniejszą Kalinowską) i synem Leopoldem. Nieżyjący już Aleksander Glücksman i Romuald Kern spotkali się po wielu latach na uroczystości 40-lecia matury. Nie była to znajomość szczególnie bliska, ale Zofia wiedziała od męża, kim są ci państwo. Dlatego odpowiedziała pozytywnie na list Melity (niezaradnej wdowy), szukającej schronienia wojennego. Rodzina ta z fałszywymi dokumentami, była oficjalnie zameldowana w Goszycach. Dalsze jej losy są dowodem na to, że ukrywanie jej (najpierw w domach dwóch dawnych legionistów, a potem w Goszycach) stanowiło ogromne zagrożenie dla goszyckich gospodarzy dworu. Jest to oddzielna opowieść o heroicznej walce o przeżycie tej rodziny. I powinna ona zakończyć się przyznaniem Zofii i Romualdowi Kernom Medalu Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata.   Z tego okresu, dwa nazwiska przykuwają uwagę: Czesław Miłosz (1911-2004) i Jan Józef Szczepański (1919-2003). Drogi ich obu skrzyżowały się w Goszycach na przełomie 1944 i 1945 roku. Przypomniała mi się sytuacja także wojenna z Kozłówki Leszków Zamoyskich, gdzie przebywali m.in. ówczesny ks. prof. Stefan Wyszyński i prof. Czesław Znamierowski. Dyskusje panów na tematy zasadnicze dla człowieka, zwłaszcza jego kondycji moralnej w obliczu okrucieństw Niemców, bywały tak ostre, że aż Jadwiga Zamoyska musiała interweniować, prosząc o zachowanie umiaru w rozmowach. Tu podobnie: Miłosz, krytykujący decyzję o rozpoczęciu powstania warszawskiego oraz  Szczepański (popierany przez goszycką młodzież, biorącą udział w Podziemiu), czynny członek AK, przedstawiciel pokolenia Kolumbów, widzący sens w walce zbrojnej, wychowany w tradycjach niepodległościowych. Ślady tej wymiany zdań (odbyła się ona ponoć podczas nocy sylwestrowej 1944/1945) mamy w twórczości J. J. Szczepańskiego („Koniec legendy”).   CIĄGŁOŚĆ Z DOBRĄ ENERGIĄ Od 1939 roku w Goszycach przez okres wojenny mieszkali też, wspomniani wyżej Anna z Gąsiorowskich (1916-2000) i Jerzy (1912-1999) Turowiczowie. Ona, jedyna córka Zofii Zawisza-Kernowej – przewidywana na następną ziemiankę w rodzinie, miała odziedziczyć majątek. Wychowanka przez krótki czas harcerskiej szkoły Olgi Małkowskiej, a potem niepokalanek w Jazłowcu; tę drugą szkołę bardzo chwaliła, czuła się w niej dobrze.  Studiowała historię na UJ, a przed wojną, tak jak Stefan i Maria Swieżawscy, z którymi się Turowiczowie przyjaźnili, działała w „Odrodzeniu” – stowarzyszeniu młodzieży katolickiej, propagującej zmiany w Kościele, które zaistnieć mogły dopiero po 1962 roku, czyli po Soborze Watykańskim II. Anna Turowiczowa została tłumaczką z języka francuskiego, tłumaczyła dzieła wybitnych teologów, filozofów, m.in. Mouniera, de Lubaca, współpracowała przy przekładzie poezji Karola Wojtyły i Czesława Miłosza (m.in. „Który skrzywdziłeś”), publikując w „Tygodniku Powszechnym”, „Znaku” i „Przekroju”. Jerzy Turowicz zaś – dziennikarz, filozof, działacz „Odrodzenia”, po wojnie jeden z założycieli i wieloletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”. Publicysta, sumienie polskiej inteligencji powojennej. Bez jego niezłomności w PRL-owskich trudnych latach i pracy dla Kościoła i Polski, nie bylibyśmy dzisiaj w tym samym miejscu; zarówno jako kraj, ale i wspólnota ludzi Kościoła powszechnego.   Zofia Kernowa, jako właścicielka, do końca nominalnie władała majątkiem. Bliższa jej jednak była aktywność społeczna, a gospodarstwem w Goszycach z powodzeniem zajmował się jej drugi mąż, Romuald Leon Kern (1881-1955), inżynier kolejnictwa, rodem z okolic Koniuszy. Goszyce, jak prawie wszystkie ziemiańskie warsztaty pracy, zostały rodzinie odebrane w ramach tzw. reformy rolnej 1944/1945. Ostatnia z majątku wyjeżdżała Anna Turowiczowa z dwiema córkami. Chwilę tę przeżyła bardzo emocjonalnie, o czym wspominała po latach: „Przyjemne to nie było, ale nie będąc bynajmniej marksistką, podzielam przekonanie, że sprawiedliwość kazała się podzielić z bezrolnymi. Natomiast nie mogłam się pogodzić z utratą domu. (...) No bo to okropne, że się ludziom zabiera ich historię, miejsce, w którym ich rodzina żyła od pokoleń.”   Z grupy ludzi, goszczonych w Goszycach w czasie wojny, zawiązały się dwa małżeństwa. Współcześnie zaś, w odkupionym od skarbu państwa dworze, mieszkają, gospodarują i przyjmują gości pp. Marta z Wolskich i Michał Smoczyńscy (Michał jest prawnukiem Zofii Kernowej, która zdążyła go jeszcze poznać w 1971 roku – umarła, gdy miał pół roku). Ich wspólnymi przodkami są Ludwik Wolski (1835-1887) i Aniela z Pokutyńskich. Los chciał, że dla nich dom w Goszycach to nie bajka, ani spłowiała już tradycja. W obu rodzinach ten dwór, ta historia to wartość konkretna, tak jak w Dańkowie – wartość sama w sobie. Może dlatego, że nie musieli sobie od początku opowiadać, kto jest kim w familijnej układance z przeszłości. Może dzięki sile przekazu babek, dziadków i rodziców. A zapewne też z powodu szacunku do historii jako takiej, co też wynosi się z domu – stali się współczesnymi „dziedzicami” Goszyc, a z pewnością ich kustoszami. Tak jak pochłonięta ideą niepodległości prababka Michała Smoczyńskiego, Zofia gościła w Goszycach tabuny ludzi (30 osób siadało do stołu!) w czasie wojny, tak teraz Goszyce tak samo nie ryglują drzwi. Przeciwnie, są otwarte dla wszystkich. I nie sposób nie dodać, że gdy wybuchła wojna w Ukrainie, gospodarze przenieśli się do składziku, a do swojego pokoju wstawili dodatkowe łóżka i materace, by pomieścić tam ukraińskie kobiety z dziećmi koczujące na krakowskim dworcu. Przez Goszyce przewinęło się 50 osób. Można przypuszczać, że wiatr historii tym razem nie wymiecie prawowitych właścicieli z tego miejsca. Dzieci i wnuki są, jest więc nadzieja, granicząca z pewnością, że pałeczkę w sztafecie pokoleń kiedyś przejmą. Ciekawe, czy wnuki znają tę historię z 1990 roku, kiedy to zaczęła się „wojna na górze”, a ich pradziad usłyszał, że jeśli stłucze termometr, to i gorączka minie?   Ale miało być o Goszycach: są piękne, faktycznie gościnne, z niepowtarzalną atmosferą. Z zapachem kuchni, skrzypiącym parkietem i półkami uginającymi się od książek. Goście wojenni mówili o nich „Arka”, „azyl”, a słyszałem też, że Goszyce mają dobrą energię. Teraz już poczułem to sam, ale od zawsze o tym miejscu dobrze mówił Maciej Rydel. A Maciej na dworach się zna, on wie co mówi!    Gościem programu była prof. dr hab. Magdalena Smoczyńska, psycholingwistka, badaczka losów dzieci żydowskich, ocalonych z Holocaustu, przebywających tuż po II wojnie światowej w sierocińcach w Polsce, a następnie we Francji.   -------------- Lit. (wybór): - K. Cybulska, „Kobiety w ruchu niepodległościowym na ziemi kieleckiej w latach 1914-1918”, „Studia Muzealno-Historyczne”, Kielce 2015, s. 86 - E. Jogałła, „Dwór w Goszycach, Zofia Zawisza-Kernowa i dzieje przyjaźni Szczepańskich i Turowiczów, „Konteksty Kultury”, nr 11, Bielsko-Biała 2024, s. 76 - M. Smoczyńska, M. Smoczyński, relacje, Goszyce 29.05.2026 - R. Graczyk: „Dom pod skrzydłami aniołów”, rozmowa z Anną Turowiczową, wdową po J. Turowiczu, „Magazyn Gazety Wyborczej”, Warszawa 23.12.1999, s. 42. - M. Trojanowska, Życie i twórczość Anieli z Wolskich Pawlikowskiej (1901-1980), red. A. Pawlikowska, Przemyśl, s. 67, 213 - Cz. Miłosz, „Pani Anna”, „Tygodnik Powszechny”, nr 28, Kraków 2000, s. 17 - Ks. A. Boniecki, „Pani Anna”, „Tygodnik Powszechny”, nr 27, Kraków 2000, s. 5 - P. Libicki, „Dwory i pałace wiejskie w Małopolsce i na Podkarpaciu”, red. K. Raźniewska, Poznań 2012, s. 101-102 - „Dwór w Woli Więcławskiej”, „Naddłubiańskie pejzaże”, nr 34, Michałowice 2009, s. 22 - https://krakow.ipn.gov.pl/pl4/aktualnosci/51682,Malopolscy-Bohaterowie-Niepodleglosci-Zofia-Zawiszanka-1889-1971-legionistka-z-G.html  

Opis odcinka

DOM DOBREJ ENERGII

„Przyjeżdżaliśmy na cmentarz i wtedy podchodziliśmy zobaczyć dwór, obchodziliśmy go na około. Ale mama stawała tyłem do domu i nie obchodziła go. Zapalała papierosa i czekała na nas... Dla niej spojrzenie na dom było zbyt bolesne. [Jednak] miała marzenie, aby odczynić to, co się stało. Żeby tu nie widzieć obcych ludzi, odzyskać dom i oddać go potomnym. ” [Magdalena Smoczyńska]

 

TO, CO JEST

Pan domu dyskretnie podchodzi do żony i mówi: „tam już nie ma wody ani herbaty”. Za moment na stole niczego nie brakuje, zaraz ktoś korzysta, bo na zewnątrz ciepło, miejscami słońce dobrze praży. Licznie zgromadzona młodzież – z własnego wyboru! – poddaje się egzaminowi. Dwie godziny wcześniej kilku chłopaków, także uczestników konkursu, dźwigało stół pingpongowy, aby go rozstawić tuż obok wiekowych drzew, pamiętających Zofię Zawiszankę. Pomiędzy „odpytywaniem”, jest czas na spacery, na zrobienie wianka z roślin, które upiększają soczystą zieloną trawę, ale i czas na odbijanie białej piłeczki, co nam obserwującym przywołuje również własne wspomnienia.

Gdzieś nagle odnajdujemy się ze znanym tylko wirtualnie rockmanem, piszącym od czasu do czasu o mieszkańcach dworów swojego regionu. A nestorka i matka pana domu, zabawia dorosłych, nie tylko miłą i lekką rozmową, ale też opowiada o swojej tytanicznej pracy historyka (choć jest psycholingwist&ką) nad losami powojennymi Leny Kichler i jej podopiecznych – dzieci żydowskich, które cudem przeżyły Holocaust.

W którymś momencie przy stoliku na tarasie siada jedna z uczestniczek konkursu szkolnego. Widzę, jak uważnie słucha i wzrokiem próbuje „ogarnąć” tych kilka osób, które mogłyby być jej babkami i dziadkami. Ona musi mieć świadomość, że tych rozmów nie znajdzie w Internecie, może nawet w książkach, więc chce wykorzystać okazję, aby z pierwszych rąk czegoś się dowiedzieć. O historii domu, może o ukrywających się w nim Żydach w czasie okupacji; może o Piłsudskim, a może o poetce i emancypantce…

 

To nie jest dom z samymi „antykami”, choć rodzinnych pamiątek jest sporo. To dwór, w którym dawny klimat ziemiańskiej wiejskiej siedziby przeplata się z nowoczesnością i zwykłymi problemami dnia. Wszyscy patrzą z podziwem na nowy dach, który już nie przecieka. Ale też mowa jest o kolejnych potrzebnych pracach, aby zabytek, świadek historii, a zarazem dom rodzinny, miał się jak najlepiej.

 

Aby trafić do pokoju gościnnego, muszę przejść przez kuchnię. Na stole płatki dzikiej róży, a obok gar pełen poszarpanej do jedzenia sałaty lodowej. Pani Marta sama sałatę przygotowuje, a od wczoraj czeka pyszne ciasto, także jej rękami zrobione. Przy którymś z kolejnych moich przejść przez kuchnię, widzę ją, trzymającą w ręce plik listów. Dowiaduję się, że jest to korespondencja z okresu wojennego; ktoś bliski z rodziny pisał z oflagu… I pada pytanie, myślę, że nieco retoryczne: „co z nimi zrobić?”. Historyk, dr Stanisław Borowiak podpowiada, że można je złożyć w Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. „Rozumiem, że wziąłbyś, Stasiu, do siebie wszystko” – z żartem  odpowiadam –„to wszak zacna placówka. Ale może lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie do archiwum.” Mówiąc to, myślałem o Narodowym Archiwum w Krakowie lub o Bibliotece Narodowej w Warszawie, bowiem w latach 2012/2013 tam właśnie został przekazany gigantyczny zbiór ponad 2000 teczek dokumentów, tekstów, listów itd., Jerzego Turowicza dziadka pana domu. To on zresztą tę spuściznę polskiej kultury pomagał dziadkowi porządkować, gdy był jego sekretarzem. Książki, poza częścią zachowaną dla siebie przez rodzinę, trafiły do Biblioteki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II (UPJPII) w Krakowie. 

 

Głowa moja pusta, ale w mig łapię: to zestawienie sałaty, przygotowywanie gościom kolacji, wymiana kolejnej partii naczyń w zmywarce, a zaraz potem stare listy z oflagu i opowieści rodzinne, uświadomiło mi, że to tak jak w Dańkowie u pp. Anny z Branickich i Tadeusza Wolskich. Ich współpracownik mi powiedział: „nie no, nie oszukujmy się, tu się dużo mówi o historii i wspomina się, co jest wartością samą w sobie – taki dom!”

Fotografie, nieliczne portrety, szkice, ale przede wszystkim przedmioty, których używali dawniejsi właściciele dworu, sprawiają wrażenie, że oni, choć dawno nie żyją, ciągle są tu obecni. A mieli niektórzy z nich ciekawe charaktery! 

 

Po wymienionych faktach i nazwiskach, wielu już zapewne wie, że chodzi o Goszyce (pow. krakowski, gm. Kocmyrzów-Luborzyca). Dr Maciej Rydel, który często o Goszycach mówi, bo je lubi, ma też z nimi relacje rodzinne (jest spokrewniony z Turowiczami), uważa, że taki był polski dwór przed komuną; przenikały się w nim światy dawny i współczesny, ludzie zajmowali się bieżącym życiem, ale przeszłość była, rzecz jasna w odpowiednich proporcjach, stale obecna.

 

TO, CO BYŁO

Porządkując genealogicznie, pomijając czasy rycerskie, od &1823& roku właścicielem dóbr Goszyce był Wojciech Jerzy Boduszyński (1768-1832), lekarz (pierwszy na ziemiach polskich zastosował wynalazek E. Jennera, szczepionkę na ospę), profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, patolog, terapeuta, farmakolog, ale i historyk medycyny. Z Marianną z Nieprskich, prócz dwóch córek, miał syna Feliksa (1808-1870), uczestnika powstania listopadowego (za co skonfiskowano mu część majątku, zwróconą później w ramach amnestii), ożenionego z Antoniną z Łopuszańskich. Józefa Maria (1842-1887), ich córka, została poślubiona Antoniemu Zawiszy (1822-1897), który w ramach kontraktu ślubnego został właścicielem majątku.

Józefa Maria z Boduszyńskich Zawiszyna urodziła dwóch synów: Artura (1861-1901), miłośnika fotografii, posiadającego własne atelier na poddaszu dworu i Augusta  (1868-1888). Artur poślubił Marię z Wolskich (1863-1931), córkę Ludwika, prawnika, galicyjskiego publicysty, parlamentarzysty, działacza społecznego, znawcy literatury pięknej oraz Anieli z Pokutyńskich. Marii miastem rodzinnym był Lwów. Mieszkała najpierw w Perepelnikach, a gdy budowano nowy dwór, przebywała nadal w Szpitarach. 

Naturalnie, genealogia jest okrutna, bo wszystko w niej widać i o związkach rodzinnych Wolskich z Goszycami, a pośrednio z Medyką Pawlikowskich (Aniela „Lela” z Wolskich Pawlikowska), można rozpisać się na wiele stron.

 

Zostając jednak przy Goszycach: osobą szczególnie znaną i zasłużoną rodem z tego domu i majątku, była córka Artura i Marii z Wolskich, Zofia Aniela (1889-1971), urodzona w Szpitarach (pow. proszowski), wcześniejszym majątku rodziców, do którego długo jeszcze tęskniła, mając za złe ojcu, że opuścili to miejsce. Wychowana przez matkę, a pośrednio przez dziadka Ludwika Wolskiego („jej szaleńczy goszycki patriotyzm pochodzi właśnie od Ludwika” – podkreśla prof. Magdalena Smoczyńska) w tradycji powstania styczniowego. Już jako nastolatka obracała się w kręgach młodzieży  marzącej o suwerennej Polsce. Od 1905 roku, kiedy to – za zgodą matki – zrezygnowała z nauki w szkole średniej (maturę zdała później), działalność niepodległościowa stała się jej absolutnym priorytetem i wyborem życiowym. Z czasem dwór w Goszycach bywał magazynem „bibuły”, pewnego rodzaju centrum walki podziemnej. Majątek, sprawy osobiste, opinia niezbyt życzliwych ludzi, oceniających apodyktyczny charakter „pani na Goszycach” – nic nie mogło jej przeszkodzić w czynnościach, wspierających walkę o wolność.

 

Nie była Zosią w typie mickiewiczowskim. Łamała współczesne stereotypy o roli kobiety w rodzinie i społeczeństwie, emancypantka, nosiła mundur, jeździła konno po męsku, miała wokół siebie przeważnie mężczyzn – żołnierzy. Niezłomna, odważna, brawurowa. Zarazem wrażliwa, była poetką, pisarką (niezwykłe wspomnienia z pracy wywiadowczej „Poprzez fronty”, 1928, kilka powieści, poezja), miała duszę artystyczną. Jan Józef Szczepański twierdził, że nie była dobrą pisarką, a ona miała takie ambicje i źle się czuła ze świadomością, że na polu pisarskim nie zrobiła niczego ponad przeciętność.

Ciekawe, że będąc tak mocno zaangażowaną w sprawy publiczne, zrobiła studia rolnicze (UJ) i odbyła praktykę rolną w Lubelskiem, wiedząc, że kiedyś obejmie goszycki majątek. Niezachwycona tą perspektywą, przyjęła ją jako zobowiązanie i normalną kolej rzeczy. Będąc „dziedziczką” tradycyjnie chodziła na wieś robić ludziom biednym zastrzyki, gdy zaszła potrzeba, na własny koszt sprowadzała lekarza.

Będąc już mężatką nawiązała kontakt z Narodowym Związkiem Chłopskim, potem z PSL „Wyzwolenie”, redagowała m.in. pismo „Bartosz”, na wsi prowadziła niepodległościową agitację. Jak wspominała jej córka, zdarła sobie gardło, przemawiając na chłopskich wiecach. Udzielała się w różnych organizacjach, m.in. w Związku Ziemian. Mimo, że to chłopi ją wciągnęli do działalności w lokalnej organizacji ludowej, dla nich była ciągle ziemianką, szlachcianką czy obszarniczką (mimo, że sama rozparcelowała część ziemi, przeznaczając ją dziesięciu chłopom – legionistom), zaś dla ziemian – niebezpieczną rewolucjonistką. Do tego ostracyzm społeczny, gdy – bynajmniej nie z jej winy – rozpadło się jej małżeństwo z Januszem Gąsiorowskim, została sama z liczącą zaledwie rok córką Anną.

 

Dla pamięci historycznej goszyckiego domu najsilniejsza jest tradycja ścisłych związków Zofii Zawiszanki  z Legionami i Józefem Piłsudskim. O tym najczęściej opowiada się tam gościom, do czego też zobowiązuje tablica, umieszczona na ścianie frontowej dworu. Poświęcona jest ona Zofii jako działaczce niepodległościowej (ruch strzelecki, praca wywiadowcza w Legionach, szkolenie kobiet) i przypomina pobyt siedmioosobowego patrolu Beliny w Goszycach w 1914 roku. Dekadę potem, w związku z rocznicą zatrzymania się tutaj Władysława Belina-Prażmowskiego z żołnierzami, w uroczystościach wziął udział marszałek Józef Piłsudski, bardzo ją ceniący jako legionową wywiadowczynię. Poza rocznicą i szacunkiem dla pani domu, marszałek miał też inny powód przybycia do Goszyc – był bowiem ojcem chrzestnym córki Zofii i Janusza Gąsiorowskich – Anny. 

 

ARKA NOEGO

Tak dwór nazwali wojenni goście, co przywołuje wnuczka Zofii, p. Elżbieta Jogałła:

„Już w 1941 roku, na imieniny Zofii Kernowej, podarowano jej pięknie ilustrowany ręką

„Leli” (Anieli) i Luli Pawlikowskich album zatytułowany „Arka Noego”, zawierający wierszyki autorstwa Stefana Szumana i jego córki Grażyny, Danuty i Juliusza Wolskich, Anny i Jerzego Turowiczów, Anny Wolskiej, Ireny Bykowskiej, Józefa Zubrzyckiego. Romuald Kern, przedstawiony jako Noe, stara się opanować dom, w którym gnieździ się „każdego zwierza po parze”.

Poemat niemały, napisany ku chwale dworu Goszyckiego, w którym krewni stłoczeni jak w Arce Noego, przed potopu zalewem strasznym się schronili… Co oni tutaj wszyscy pospołu przeżyli, i też jak dokuczali swoim gospodarzom, którzy, dobrzy ludzie, nawet się nie skarżą, na przedziwne maniery swoich miłych gości, i na nigdy nie syte, wilcze ich wnętrzności – to niech potomności te księgi przekażą!”

 

W czasie okupacji przez goszycki dom przewinęło się wiele osób tak z rodziny, jak i obcych, zarówno z Podziemia, jak i np. uciekinierzy z Poznańskiego, popowstaniowi uchodźcy z Warszawy. Była również żydowska rodzina Aleksandrostwa Glücksmanów: Melita z córką Wandą (późniejszą Kalinowską) i synem Leopoldem. Nieżyjący już Aleksander Glücksman i Romuald Kern spotkali się po wielu latach na uroczystości 40-lecia matury. Nie była to znajomość szczególnie bliska, ale Zofia wiedziała od męża, kim są ci państwo. Dlatego odpowiedziała pozytywnie na list Melity (niezaradnej wdowy), szukającej schronienia wojennego. Rodzina ta z fałszywymi dokumentami, była oficjalnie zameldowana w Goszycach. Dalsze jej losy są dowodem na to, że ukrywanie jej (najpierw w domach dwóch dawnych legionistów, a potem w Goszycach) stanowiło ogromne zagrożenie dla goszyckich gospodarzy dworu. Jest to oddzielna opowieść o heroicznej walce o przeżycie tej rodziny. I powinna ona zakończyć się przyznaniem Zofii i Romualdowi Kernom Medalu Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata.

 

Z tego okresu, dwa nazwiska przykuwają uwagę: Czesław Miłosz (1911-2004) i Jan Józef Szczepański (1919-2003). Drogi ich obu skrzyżowały się w Goszycach na przełomie 1944 i 1945 roku. Przypomniała mi się sytuacja także wojenna z Kozłówki Leszków Zamoyskich, gdzie przebywali m.in. ówczesny ks. prof. Stefan Wyszyński i prof. Czesław Znamierowski. Dyskusje panów na tematy zasadnicze dla człowieka, zwłaszcza jego kondycji moralnej w obliczu okrucieństw Niemców, bywały tak ostre, że aż Jadwiga Zamoyska musiała interweniować, prosząc o zachowanie umiaru w rozmowach.

Tu podobnie: Miłosz, krytykujący decyzję o rozpoczęciu powstania warszawskiego oraz  Szczepański (popierany przez goszycką młodzież, biorącą udział w Podziemiu), czynny członek AK, przedstawiciel pokolenia Kolumbów, widzący sens w walce zbrojnej, wychowany w tradycjach niepodległościowych. Ślady tej wymiany zdań (odbyła się ona ponoć podczas nocy sylwestrowej 1944/1945) mamy w twórczości J. J. Szczepańskiego („Koniec legendy”).

 

CIĄGŁOŚĆ Z DOBRĄ ENERGIĄ

Od 1939 roku w Goszycach przez okres wojenny mieszkali też, wspomniani wyżej Anna z Gąsiorowskich (1916-2000) i Jerzy (1912-1999) Turowiczowie. Ona, jedyna córka Zofii Zawisza-Kernowej – przewidywana na następną ziemiankę w rodzinie, miała odziedziczyć majątek. Wychowanka przez krótki czas harcerskiej szkoły Olgi Małkowskiej, a potem niepokalanek w Jazłowcu; tę drugą szkołę bardzo chwaliła, czuła się w niej dobrze.  Studiowała historię na UJ, a przed wojną, tak jak Stefan i Maria Swieżawscy, z którymi się Turowiczowie przyjaźnili, działała w „Odrodzeniu” – stowarzyszeniu młodzieży katolickiej, propagującej zmiany w Kościele, które zaistnieć mogły dopiero po 1962 roku, czyli po Soborze Watykańskim II. Anna Turowiczowa została tłumaczką z języka francuskiego, tłumaczyła dzieła wybitnych teologów, filozofów, m.in. Mouniera, de Lubaca, współpracowała przy przekładzie poezji Karola Wojtyły i Czesława Miłosza (m.in. „Który skrzywdziłeś”), publikując w „Tygodniku Powszechnym”, „Znaku” i „Przekroju”.

Jerzy Turowicz zaś – dziennikarz, filozof, działacz „Odrodzenia”, po wojnie jeden z założycieli i wieloletni redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”. Publicysta, sumienie polskiej inteligencji powojennej. Bez jego niezłomności w PRL-owskich trudnych latach i pracy dla Kościoła i Polski, nie bylibyśmy dzisiaj w tym samym miejscu; zarówno jako kraj, ale i wspólnota ludzi Kościoła powszechnego.

 

Zofia Kernowa, jako właścicielka, do końca nominalnie władała majątkiem. Bliższa jej jednak była aktywność społeczna, a gospodarstwem w Goszycach z powodzeniem zajmował się jej drugi mąż, Romuald Leon Kern (1881-1955), inżynier kolejnictwa, rodem z okolic Koniuszy. Goszyce, jak prawie wszystkie ziemiańskie warsztaty pracy, zostały rodzinie odebrane w ramach tzw. reformy rolnej 1944/1945. Ostatnia z majątku wyjeżdżała Anna Turowiczowa z dwiema córkami. Chwilę tę przeżyła bardzo emocjonalnie, o czym wspominała po latach: „Przyjemne to nie było, ale nie będąc bynajmniej marksistką, podzielam przekonanie, że sprawiedliwość kazała się podzielić z bezrolnymi. Natomiast nie mogłam się pogodzić z utratą domu. (...) No bo to okropne, że się ludziom zabiera ich historię, miejsce, w którym ich rodzina żyła od pokoleń.”

 

Z grupy ludzi, goszczonych w Goszycach w czasie wojny, zawiązały się dwa małżeństwa. Współcześnie zaś, w odkupionym od skarbu państwa dworze, mieszkają, gospodarują i przyjmują gości pp. Marta z Wolskich i Michał Smoczyńscy (Michał jest prawnukiem Zofii Kernowej, która zdążyła go jeszcze poznać w 1971 roku – umarła, gdy miał pół roku). Ich wspólnymi przodkami są Ludwik Wolski (1835-1887) i Aniela z Pokutyńskich.

Los chciał, że dla nich dom w Goszycach to nie bajka, ani spłowiała już tradycja. W obu rodzinach ten dwór, ta historia to wartość konkretna, tak jak w Dańkowie – wartość sama w sobie. Może dlatego, że nie musieli sobie od początku opowiadać, kto jest kim w familijnej układance z przeszłości. Może dzięki sile przekazu babek, dziadków i rodziców. A zapewne też z powodu szacunku do historii jako takiej, co też wynosi się z domu – stali się współczesnymi „dziedzicami” Goszyc, a z pewnością ich kustoszami.

Tak jak pochłonięta ideą niepodległości prababka Michała Smoczyńskiego, Zofia gościła w Goszycach tabuny ludzi (30 osób siadało do stołu!) w czasie wojny, tak teraz Goszyce tak samo nie ryglują drzwi. Przeciwnie, są otwarte dla wszystkich. I nie sposób nie dodać, że gdy wybuchła wojna w Ukrainie, gospodarze przenieśli się do składziku, a do swojego pokoju wstawili dodatkowe łóżka i materace, by pomieścić tam ukraińskie kobiety z dziećmi koczujące na krakowskim dworcu. Przez Goszyce przewinęło się 50 osób.

Można przypuszczać, że wiatr historii tym razem nie wymiecie prawowitych właścicieli z tego miejsca. Dzieci i wnuki są, jest więc nadzieja, granicząca z pewnością, że pałeczkę w sztafecie pokoleń kiedyś przejmą. Ciekawe, czy wnuki znają tę historię z 1990 roku, kiedy to zaczęła się „wojna na górze”, a ich pradziad usłyszał, że jeśli stłucze termometr, to i gorączka minie?

 

Ale miało być o Goszycach: są piękne, faktycznie gościnne, z niepowtarzalną atmosferą. Z zapachem kuchni, skrzypiącym parkietem i półkami uginającymi się od książek. Goście wojenni mówili o nich „Arka”, „azyl”, a słyszałem też, że Goszyce mają dobrą energię. Teraz już poczułem to sam, ale od zawsze o tym miejscu dobrze mówił Maciej Rydel. A Maciej na dworach się zna, on wie co mówi! 

 

Gościem programu była prof. dr hab. Magdalena Smoczyńska, psycholingwistka, badaczka losów dzieci żydowskich, ocalonych z Holocaustu, przebywających tuż po II wojnie światowej w sierocińcach w Polsce, a następnie we Francji.

 

--------------

Lit. (wybór):

- K. Cybulska, „Kobiety w ruchu niepodległościowym na ziemi kieleckiej w latach 1914-1918”, „Studia Muzealno-Historyczne”, Kielce 2015, s. 86

- E. Jogałła, „Dwór w Goszycach, Zofia Zawisza-Kernowa i dzieje przyjaźni Szczepańskich i Turowiczów, „Konteksty Kultury”, nr 11, Bielsko-Biała 2024, s. 76

- M. Smoczyńska, M. Smoczyński, relacje, Goszyce 29.05.2026

- R. Graczyk: „Dom pod skrzydłami aniołów”, rozmowa z Anną Turowiczową, wdową po J. Turowiczu, „Magazyn Gazety Wyborczej”, Warszawa 23.12.1999, s. 42.

- M. Trojanowska, Życie i twórczość Anieli z Wolskich Pawlikowskiej (1901-1980), red. A. Pawlikowska, Przemyśl, s. 67, 213

- Cz. Miłosz, „Pani Anna”, „Tygodnik Powszechny”, nr 28, Kraków 2000, s. 17

- Ks. A. Boniecki, „Pani Anna”, „Tygodnik Powszechny”, nr 27, Kraków 2000, s. 5

- P. Libicki, „Dwory i pałace wiejskie w Małopolsce i na Podkarpaciu”, red. K. Raźniewska, Poznań 2012, s. 101-102

- „Dwór w Woli Więcławskiej”, „Naddłubiańskie pejzaże”, nr 34, Michałowice 2009, s. 22

- https://krakow.ipn.gov.pl/pl4/aktualnosci/51682,Malopolscy-Bohaterowie-Niepodleglosci-Zofia-Zawiszanka-1889-1971-legionistka-z-G.html

 

Przejdź do galerii

Kategorie:

OGÓLNY OPIS PODCASTU

Rody i Rodziny Mazowsza

Mamy w Polsce i na Mazowszu całą mozaikę rodzin. Są rody wielkie, możne i zasłużone, które przez wieki miały znaczenie polityczne, wsławiały się mecenatem kulturalnym i szeroką działalnością filantropijną. O wszystkich tych rodach staramy się mówić w tej audycji, najczęściej z udziałem ich członków lub z pomocą historyków.

Odcinki podcastu (531)

  • Zawiszowie z Goszyc, cz. 2

    • 05.07.2026

    • 01 godz 01 min 40 s

  • Teraz odtwarzane

    Zawiszowie z Goszyc, cz. 1

    • 28.06.2026

    • 01 godz 00 min 43 s

    • Odtwarzam
  • Chorinowie: dr Franciszek Chorin i jego potomkowie

    • 21.06.2026

    • 52 min 25 s

  • Okolscy - z Wołynia do Warszawy

    • 19.06.2025

    • 51 min 49 s

  • Kaczorowscy z Przeczycy

    • 15.06.2025

    • 58 min 26 s

  • Libiszowscy i Armacińscy z Sosnowicy, cz. 2

    • 11.05.2025

    • 41 min 18 s

  • Swieżawscy - św. Jan Paweł II, dzieje przyjaźni

    • 01.05.2025

    • 45 min 36 s

  • Leśnicy i artyści - Karpińscy z Siedlec

    • 01.05.2025

    • 47 min 31 s

  • Janusz Radziwiłł i jego rodzina

    • 21.04.2025

    • 45 min 30 s

  • Niegów - klasztor w otoczeniu historii

    • 20.04.2025

    • 52 min 04 s

1
2
3
...
52
53
54