Historia bez tabu
W tym programie nie będzie żadnego tabu! Będzie o zdradzie, seksie, kłamstwach. O mitach, które stały się faktami i faktach zmienionych w legendy.
Początki rodu i tzw. gałąź główna sieniawska
W historii Czartoryscy rozrodzeni byli początkowo w dwóch liniach: koreckiej (z Korca) i klewańskiej (z Klewania). Ta pierwsza wygasła, a obecnie żyjący członkowie rodziny pochodzą z linii klewańskiej i są potomkami Adama Kazimierza (1734-1823), generała ziem podolskich i Izabeli Elżbiety z Flemmingów (1745-1835) z Puław.
Więcej o początkach Czartoryskich w audycji z Zofią Wojtkowską [kliknij w link]
Do najwybitniejszych przedstawicieli rodziny spośród potomków Izabeli i Adama Kazimierza, zalicza się jednego ich z synów, Adama Jerzego Czartoryskiego (1770-1861), ministra spraw zagranicznych Rosji (1804–1806), wiceprezesa Rządu Tymczasowego Królestwa Polskiego (1815), prezesa Rządu Narodowego Królestwa Polskiego (1831), twórcę politycznego, niepodległościowego i kulturalnego centrum polskiej emigracji - Hotelu Lambert w Paryżu. Generacje, następujące po nim (był ożeniony z Anną z Sapiehów), należą do tzw. gałęzi głównej, ordynackiej, związanej z Sieniawą na Podkarpaciu (ordynacja sieniawska) oraz Gołuchowem w Wielkopolsce. Z nich wywodzą się twórcy Kolekcji Czartoryskich, założonej pierwotnie w Puławach przez Izabelę, a kontynuowaną m.in. przez jej wnuka, Władysława Czartoryskiego (1828-1894) w Krakowie i wnuczkę, Izabelę Działyńską (ordynacja gołuchowska, zbiory w Gołuchowie).
Galicja - Pełkińczycy
Drugim, w historiografii nieco zapomnianym synem Izabeli i Adama Kazimierza z Puław, był Konstanty Adam Czartoryski (1773-1860), pułkownik wojsk Księstwa Warszawskiego (1809), po wyprawie Napoleona na Moskwę w 1812 generał adiutant cesarza. Awansowany na generała brygady (1815) w wojsku polskim w Królestwie Polskim. Poświęcił się, zgodnie z wolą rodziców, karierze wojskowej. Stronił od czynnej polityki, co nie znaczy, że nie odegrał żadnego znaczenia, będąc oddanym sojusznikiem brata Adama Jerzego z Hotelu Lambert. Niemniej, osiadł w Weinhaus pod Wiedniem, tworząc drugie emigracyjne centrum rodzinne. Z działów rodzinnych był on właścicielem Jarosławia (miasto) i klucza pełkińskiego z siedzibą pierwotnie w Wiązownicy.
Jeden z synów Konstantego, Jerzy Czartoryski osiadłszy za namową żony właśnie w Wiązownicy, rozwinął gałąź Czartoryskich, którą od nazwy drugiego majątku nazwano pełkińską.
Pełkinie (pow. jarosławski), należały do Czartoryskich od XVIII wieku. Były one, tak jak i Sieniawa, dziedzictwem przypadłym Czartoryskim poprzez małżeństwo Augusta Aleksandra (1697-1782) z Zofią z Sieniawskich 1° Denhoffową, która wniosła im ten ogromny majątek. A w samych już Pełkiniach, w 1889 roku na stałe osiedlił się i gospodarował Witold Leon Czartoryski (1864-1945), syn wspomnianego Jerzego Konstantego (1828-1912), polityka galicyjskiego, posła na Sejm Krajowy Galicyjski we Lwowie i do Rady Państwa w Wiedniu, demokraty – jak go określa Zofia Wojtkowska, i jego czeskiego pochodzenia żony, Marii z Czermaków.
Witold Czartoryski był również posłem na Sejm Krajowy (zaangażowany w reformę wyborczą), członkiem austriackiej Izby Panów, senatorem II RP. Wyznawał poglądy narodowej demokracji, co stawiało go – zwłaszcza w okresie po 1926 roku – na pozycji raczej straconej w bieżącym życiu politycznym. Był zresztą już człowiekiem mocno dojrzałym, zajmował się gospodarką i interesami swoich dóbr. Co ważne, jak podkreśla dr Iwona Długoń, poglądy endeckie nie przeszkodziły mu, aby kontynuować odwieczną życzliwość Czartoryskich dla ludności rusińskiej, zamieszkującej obszar „państwa jarosławskiego”, która przeważnie była wyznania grekokatolickiego. Czartoryscy z Pełkiń nadal wypełniali swe obowiązki kolatorskie, zarówno wobec parafii łacińskich, jak i unickich.
Witold Leon Czartoryski ożeniony był z Jadwigą z Dzieduszyckich z Zarzecza. W pełkińskim domu pomagano biednym, łożono na naukę dzieci ze wsi (fundacje). W nim również rodziły się powołania duchowne: bł. o. Michał, s. Maria Weronika, ks. Jerzy, ks. Stanisław.
Witold uposaża wszystkie swoje dzieci
Jeszcze za życia Witold Leon podzielił klucz pełkiński między dzieci. Dość szybko osiadł na swoim Roman Czartoryski (1898-1958), przejmując dziedzictwo po matce, czyli majątek Konarzewo Dzieduszyckich w Wielkopolsce.
Dzieje Czartoryskich z Konarzewa cz. 1 [kliknij w link]
Dzieje Czartoryskich z Konarzewa cz. 2 [kliknij w link]
Majątek rolno-leśny oraz pałac w Pełkiniach, w działach rodzinnych, przypadł Włodzimierzowi A. Czartoryskiemu (1895-1975). On to w okresie międzywojennym zarządzał dobrami i prowadził rozliczne interesy:
W (…) 1924 roku dziad Witold powierzył mojemu ojcu zarząd dóbr i interesów majątku, mianując go pełnomocnikiem. Włodzimierz Czartoryski administrował swoim majątkiem Bieliny, majątkiem żony [Zofii z Tyszkiewiczów] Falków w pow. tomaszowskim oraz Sakowszczyzną, zrujnowanym przez długotrwały front, no i kluczem pełkińskim, też zniszczonym przez wojnę. (...) Nasza rodzina mieszkała u dziadków w Pełkiniach, wakacje spędzaliśmy częściowo w Bielinach.
Ojciec był w ciągłych rozjazdach w sprawach administracji, zwłaszcza, że po śmierci najstarszego brata Kazimierza Czartoryskiego (1892-1936) administrował również jego dobrami Żurawno nad Dniestrem w pow. żydaczowskim. Pełkinie były w dużej mierze majątkiem leśnym. Oprócz podstawowych upraw, zbóż i buraków cukrowych, ojciec hodował konie czystej krwi arabskiej i prowadził zarodową oborę bydła rasy holenderskiej. Ojciec był jednym z likwidatorów Banku Ziemian i Banku Rolniczego we Lwowie, członkiem Rady Nadzorczej Spółdzielczego Banku Rolniczego w Jarosławiu, Komitetu Naczelnego Związku Właścicieli Lasów w Warszawie. W 1938 roku dziadkowie podzielili majątki pomiędzy synów. Włodzimierz odstąpił na własność maj. Bieliny bratu, Piotrowi (1909-1993), sam zaś objął na własność część dóbr pełkińskich z domem w Pełkiniach.
W czasie wojny w Pełkiniach stale kwaterowały wojska niemieckie: najpierw oddział straży granicznej (granica [między dwiema strefami okupacyjnymi niemiecką i sowiecką] była na Sanie), potem żołnierze obsługujący obóz przejściowy dla Żydów. Obóz znajdował się na dużej powierzchni i zajmował część naszych pól. Większość majątku pozostała po lewej stronie Sanu i już nie wróciła do właścicieli. Po stronie prawej – niemieckiej, został jeden folwark i nasz dom. W czasie okupacji posyłaliśmy paczki do obozów jenieckich i koncentracyjnych. Przez cały okres okupacji odbywało się u nas tajne nauczanie. Organizowała je głównie nasza matka, a lekcje prowadzone były już przez „fachowe siły”. Pełkinie opuściliśmy w 1944 roku, tuż przed rozpoczynającą się bitwą. (Elżbieta z Czartoryskich Kraińska)
Ostatni gospodarz w samych Pełkiniach, Włodzimierz Alfons Czartoryski (1895-1975) maturę zdał w Jarosławiu, studiował na Wydziale Filozofii (tomistyka) we Fryburgu. W 1914 roku powołany do wojska austr., służył w I dywizjonie Artylerii Konnej w Krakowie. Brał udział w walkach pod Kaliszem. Mianowany chorążym w 1915 r., następnie podporucznikiem w 1916 roku. Uczestnik ofensywy na Wołyń w 1915 roku oraz w walkach na froncie wołyńskim jesienią 1916 roku. Następnie walczył na froncie rumuńskim. Zwolniony z wojska austriackiego jako administrator ojcowskiego majątku Bieliny.
W 1920 roku, jako porucznik zaciągnął się do wojska polskiego, do VI dywizjonu Artylerii Konnej we Lwowie. Brał udział w walkach koło Lwowa, a następnie w ofensywie wołyńskiej. Po wojnie ponownie objął administrację Bielin, które wkrótce stały się jego własnością. W 1939 roku został powołany do wojska w randze porucznika, pełnił służbę w komendzie miasta w Rzeszowie, a po zajęciu miasta przez Niemców, walczył w obronie Lwowa. Po wejściu Sowietów przedostał się do Pełkiń, unikając niewoli niemieckiej. Okupację spędził w Pełkiniach, gdzie przyjął licznych uciekinierów wojennych i wysiedlonych z poznańskiego, m.in. ks. Kazimierza Kowalskiego, późniejszego biskupa chełmińskiego. W Pełkiniach znalazła się w tym okresie również Helena ze Skrzyńskich Czartoryska z dziećmi, wdowa po Kazimierzu, przybyła z rodzinnego (maj. Skrzyńskich) Żurawna nad Dniestrem, co w audycji przywołuje dr Barbara Czartoryska.
Włodzimierz Czartoryski Pełkinie opuścił z rodziną w 1944 r. Po wojnie mieszkał w Krakowie, interesował się zagadnieniami wiary, teologii i filozofii. Ożeniony z Zofią z Tyszkiewiczów (1895-1973), która pomagała dzieciom z majątku, w Pełkiniach prowadzono 9 ochronek. W czasie II wojny św. posyłała paczki do obozów jenieckich i koncentracyjnych, a w pałacu w Pełkiniach organizowała tajne nauczanie.
Profesor Paweł Czartoryski (1924-1999), syn Włodzimierza i Zofii z Tyszkiewiczów, był jednym z najbardziej cenionych naukowców, pracownikiem PAN i jednym z autorów „Dziejów nauki polskiej”. Studiował prawo, filozofię i ekonomię w Polsce i USA. W pracy naukowej skupiał się na zagadnieniach historii nauki, a najbardziej znane są jego studia kopernikańskie, którym poświęcił wiele lat życia. Poza działalnością naukową był zaangażowany w Klubie Inteligencji Katolickiej, przyczynił się bardzo do wsparcia nowego w Polsce projektu, jakim było przyznawanie polskich stypendiów do Szkół Zjednoczonego Świata. Dzięki temu polska młodzież mogła uczyć się za granicą poszanowania demokracji i aktywnej postawy wobec życia, połączonej z solidarnością i współczuciem dla słabszych. Działał w „Solidarności”, a w czasie stanu wojennego był jednym z inicjatorów powstania prymasowskiego komitetu, zwanego Komitetem na Piwnej, którego celem było pomoc internowanym i ich rodzinom. W 1989 r. prof. Paweł Czartoryski brał udział w obradach Okrągłego Stołu, zajmując się sprawami edukacji.
Jednym z synów ww. Witolda Leona z Pełkiń był Adam Michał Czartoryski (1906-1998). Maturę zdał we Lwowie, studiował na Wydziale Rolniczo-Leśnym Politechniki Lwowskiej, a tytuł mgr inż. uzyskał na Uniwersytecie Poznańskim. Był absolwentem prestiżowej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Adam Czartoryski wychował się w Pełkiniach, domu dość surowym, ale ciepłym, gdzie ojciec, mimo licznych obowiązków, w tym politycznych, znajdował czas, by dzieciom czytać Trylogię. Tam też, na dziesięć dni przed niemieckim atakiem na Polskę, odbyła się uroczystość Złotych Godów Jadwigi z Dzieduszyckich i Witolda Czartoryskich. To było ostatnie spotkanie rodziny w tak szerokim gronie – 123 osoby gości. Kończyła się pewna epoka, a życie wojenne Adama oparło się o domy rodzinne żony w Nawojowej i Szczawnicy. Porucznik Adam Czartoryski, przydzielony do Armii Poznań, przeszedł kampanię wrześniową, walcząc m.in. w bitwie nad Bzurą. Jego żona, Jadwiga ze Stadnickich, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy, przedostała się do Pełkiń, nie wiedząc nic o losie męża. Gdy szczęśliwie się odnaleźli (po ucieczce Adama z niewoli niemieckiej), osiedli u rodziców Jadwigi, w Nawojowej. Przy stole mnóstwo osób: uciekinierów, „spalonych”, szukających schronienia i pomocy w wojennej pożodze. W konspiracji zaangażowani niemal wszyscy.
Gdy Niemcy zażądali natychmiastowego wyznaczenia nowego zarządcy uzdrowiska w Szczawnicy, Adam Stadnicki na szefa uzdrowiska i majątku leśnego w Szczawnicy wyznaczył zięcia, Adama Czartoryskiego. W ten sposób od wiosny 1942 roku Jadwiga i Adam Czartoryscy zamieszkali w Szczawnicy, gdzie przyszło im ratować rzesze ludzi przed wywózką do Niemiec. Adam Czartoryski jako jedyny dowódca na południu Polski rozpoczął akcję „Burza”. Uwagę skupił na grupie granatowych policjantów, których zwerbował w szeregi AK, im wydał rozkaz zlikwidowania trzech niemieckich podoficerów, nadzorujących szkołę policyjną. Zarządził odesłanie grupy policjantów do dowódcy Obwodu, sam zaś ukrył się, nie chcąc ryzykować potyczką i z większymi siłami niemieckimi. Niemcy aresztowali jego żonę, wzięli zakładników, planując odwet za zamordowanie dwóch (z trzech) niemieckich podoficerów. Wobec zeznania jednego z Niemców, że ludność Szczawnicy nie brała udziału w tej akcji, nie doszło do prawie pewnej egzekucji.
Po wkroczeniu sowietów i tzw. wyzwoleniu Jadwiga i Adam Czartoryscy przebywali w Kalwarii Zebrzydowskiej, potem zamieszkali w Poznaniu. Adam pracował naukowo na UAM, w Państwowym Inst. Naukowym Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach, Jadwiga Czartoryska od 1957 r. pracowała na Targach Poznańskich w Pawilonie Amerykańskim, potem w konsulacie USA. Mąż, któremu trudno było przystosować się do życia w nowych warunkach, dorabiał dorywczo, a po kilkuletnich trudnościach w zdobyciu stałej pracy z powodu pochodzenia, od 1954 roku pracował naukowo (dr biologii), w swojej dziedzinie. Odznaczony Krzyżem Walecznych, Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem AK.
Godzi się jeszcze przypomnieć postać, o której w ramach projektu „Czartoryscy i Radziwiłłowie. Ludzie, miejsca, kolekcje” (Muzeum Historii Polski – Patriotyzm Jutra 2020) opowiadała dr Barbara Czartoryska, prezes Rodzinnego Związku Czartoryskich. Mówiła o swojej starszej siostrze, Jadwidze, która była znana z pracy konspiracyjnej w Małopolsce. Jadwiga Czartoryska, zaprzysiężona w Armii Krajowej ps. „Grzmot” (1920-1998, późniejsza małżonka Karola Belina-Brzozowskiego), była córką wspomnianego wyżej Kazimierza Czartoryskiego (1892-1936) i Heleny ze Skrzyńskich, właścicielki Żurawna. Urodziła się w 1920 r. w Poznaniu, dokąd wyjechała jej matka, kiedy Żurawno zostało zajęte przez sowietów, a ojciec walczył na froncie. Jadwiga odebrała wykształcenie domowe, ukończyła gimnazjum sióstr Sacré Coeur w Zbylitowskiej Górze. W okresie okupacji pracowała w gospodarstwach rolnych, co było przykrywką jej faktycznej działalności konspiracyjnej. Porucznik AK i komendantka Wojskowej Służby Kobiet inspektoratu „Niwa”. Za działalność okupacyjną odznaczona była Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami i Krzyżem Walecznych. Jadwiga Czartoryska znana była przede wszystkim jako łączniczka. Poruszała się dużo, odwiedzała liczne majątki ziemskie, przekazując informacje od dowództwa oraz zbierając meldunku z terenu. Miejscem jej pracy był m.in. powiat limanowski, gdzie jako łączniczka więcej czasu przebywała w Jodłowniku, oficjalnie zarejestrowana jako pomoc w gospodarstwie Romerów – to jedno z wielu miejsc, które znalazło się na jej drodze łączniczki AK.
Opisując pokrótce domy i osoby z gałęzi pełkińskiej Czartoryskich, godzi się jeszcze wspomnieć o Witoldzie Tadeuszu Czartoryskim (1908-1945), synu Witolda i Jadwigi z Dzieduszyckich, który krótko przed wojną, w 1938 roku osiadł w Surochowie (pow. jarosławski, dawne woj. lwowskie, ob. podkarpackie), zakupionym przez ojca w 1907 roku od Badenich. Był porucznikiem Armii Krajowej, okupację spędził w Baniosze pod Warszawą, potem w stolicy oraz gościnnie u brata Piotra w Bielinach. Został ranny w Szwajcarii, gdy z żoną Elżbietą z Radziwiłłów (tzw. Betką) jechał pociągiem, który został ostrzelany przez lotnictwo alianckie.
Nadmieniony powyżej podział dóbr i finansów Witolda Leona Czartoryskiego był szalenie drobiazgowy. Widać w nim również ogromną troskę o to, aby wszystkie dzieci miały zapewniony byt, zwłaszcza w sytuacji, gdy majątki rodzinne z różnych powodów (np. kryzys ekonomiczny końca lat 20. i początku 30. XX w., legaty i inne zobowiązania) były zadłużone. Każde z dzieci, które wybrały drogę duchowną, zostało odpowiednio zabezpieczone, a Marii Michałowej Krasińskiej (1890-1981) z Bojar zapewniono spłatę. Wspomnienia jej córki, Joanny Krasińskiej-Głażewskiej zresztą, Dwa światy (Warszawa 2007) dają piękne świadectwo co do systemu wartości, jakim kierowano się w domu rodzinnym w Pełkiniach.
---------------
O dziejach gałęzi pełkińskiej Czartoryskich, a w dużej mierze o Jerzym i jego synu Witoldzie Czartoryskich, w programie mówiły: dr Barbara Czartoryska, przewodnicząca Rodzinnego Związku Czartoryskich oraz dr Iwona Długoń, autorka monografii Znad modrego Dunaju po leniwy San. Czartoryscy z Pełkiń (Warszawa 2023).
Kategorie:
OGÓLNY OPIS PODCASTU
Rody i Rodziny Mazowsza
Mamy w Polsce i na Mazowszu całą mozaikę rodzin. Są rody wielkie, możne i zasłużone, które przez wieki miały znaczenie polityczne, wsławiały się mecenatem kulturalnym i szeroką działalnością filantropijną. O wszystkich tych rodach staramy się mówić w tej audycji, najczęściej z udziałem ich członków lub z pomocą historyków.
We Lwowie zostały zakończone konserwacja i digitalizacja albumu „Wspomnienia z poturzyckich polowań”. Polskim muzealnikom, bibliofilom, jak i samej rodzinie Dzieduszyckich wydawało się, że ten bezcenny przykład dziedzictwa w wyniku zawieruch wojennych XX wieku, zaginął. Tymczasem, okazało się, że został on przechowany i znajduje się obecnie we Lwowskiej Narodowej Naukowej Bibliotece Ukrainy im. Wasyla Stefanyka.
Album powstał w latach 1870-1896, a więc w okresie, gdy dobrami poturzyckimi władał jeszcze Włodzimierz Dzieduszycki (1825-1899) „Wielki”, polityk galicyjski, bibliofil, ale przede wszystkim twórca Muzeum Przyrodniczego we Lwowie, a na „arenie” rodzinnej pojawił się też jego zięć Tadeusz Dzieduszycki (1841-1918), któremu oddano rękę córki Włodzimierza, Anny.
Mimo tytułu, nie jest to tom z wpisami tylko myśliwskimi (o stosunku Włodzimierza i tej rodziny do łowiectwa więcej w audycji), ale bardzo charakterystyczna – z jednej strony a z drugiej – nietypowa Księga Gości.
Obecnie (październik 2026) trwa merytoryczne opracowanie „Wspomnień z poturzyckich polowań), które wraz z oryginałem w formie elektronicznej, znajdzie swoje miejsce w przestrzeni internetowej, będzie zatem dostępne wszystkim czytelnikom.
Konserwacja (pp. Lesia Dziendzieluk, Lwowska Narodowa Naukowa Biblioteka Ukrainy im. Wasyla Stefanyka we Lwowie jako wykonawczyni wraz z Zespołem oraz Urszula Wencka z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu jako ekspert), digitalizacja i opracowanie dzieła, zostały sfinansowane ze środków polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dysponowanych na poszczególne projekty (w ramach konkursów, które w swojej dziedzinie Związek Rodowy Dzieduszyckich herbu Sas wygrywa nie po raz pierwszy) przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA.
O historii i współautorach „Wspomnień z poturzyckich polowań”, projekcie konserwacji i udostępnienia tego dzieła (projektu wspólnego wraz ze Lwowską Narodową Naukową Biblioteką Ukrainy we Lwowie), jak i o innych działaniach we współpracy z Instytutem Polonika, w programie mówią Melania i Mateusz Dzieduszyccy ze Związku Rodowego Dzieduszyckich herbu Sas.
04.10.2026
53 min 02 s
"W Łańcucie, bodaj już od 40 lat, pracuje pani Aldona Cholewianka-Kruszyńska, która jest wielką znawczynią tego zamku. I jak ja jej przesyłam zdjęcie jakiegoś obrazu, który gdzieś odnalazłem, to ona od razu mi mówi, na którym gwoździu on wisiał przed ewakuacją w 1944 roku" [Maciej Radziwiłł]
O nowych i nieco dawniejszych odkryciach poloników, głównie obrazów, ale też innych zabytkowych przedmiotów, związanych z rodziną Radziwiłłów i jej krewnymi, w audycji mówił Maciej Radziwiłł, fundator i założyciel Fundacji Trzy Trąby (syn Alberta i Anny z Czartoryskich).
20.09.2026
49 min 32 s
Tadeusz Wincenty Skąpski (1902–1963), syn Jana i Zofii z Odrowąż-Pieniążków, jako były ziemianin po II wojnie światowej i tzw. reformie rolnej, musiał szukać miejsca dla siebie, aby zarabiać na życie i utrzymanie rodziny. Pochodzenie społeczne zamykało mu wiele dróg, ale dzięki swojemu wykształceniu i pomysłowości, przez dekadę (1951-161) administrował majątkiem ziemskim (doświadczalnym) Zakładu Naukowego Instytutu Upraw, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach. Zakład mieścił się w Regułach (gm. Michałowice, pow. pruszkowski), w przedwojennej własności rodziny Trylskich.
To Tadeusz Skąpski jako pierwszy, próbował na większą skalę rozpropagować w Polsce kukurydzę „pękającą”, prażoną, którą później poznaliśmy… szczególnie w kinach. Jego jeden z synów, najmłodszy, Rafał Skąpski (1951) towarzyszył ojcu podczas obróbki kukurydzy, dlatego dobrze pamięta ten okres.
Jest to jeden z niewielu przykładów, aby ziemianie lub ich potomkowie, w okresie władzy ludowej, choćby krótko, żyli i pracowali tak, jak przed wojną. Zawsze jednak byli bacznie obserwowani przez służby bezpieczeństwa i z czasem byli usuwani z dworów, PGR-ów czy z rolniczych zakładów naukowo-doświadczalnych, nawet wówczas, gdy wyniki naukowe i finansowe, majątki te miały dobre. Historię ojca przypomina nasz gość, kończąc jednocześnie refleksje na temat pamięci o jego rodzinie, widocznej coraz częściej we wsiach, w których rodzina Skąpskich żyła i pracowała.
Wydawca, były wiceminister kultury, rodzinny archiwista i historyk – Rafał Skąpski jest gościem programu.
13.09.2026
52 min
Książka niesie istotne uniwersalne przesłania, ukazując historię Polski od konfederacji barskiej niemal po dzień dzisiejszy, poprzez losy jednej, dużej rodziny. Jest tu udział w wielkich zrywach narodowych, jest odradzanie się po klęskach, są wielkie tragedie i wielkie gorące uczucia, ofiarność i pracowitość. A to Polska właśnie! – chciałoby się rzec za Wyspiańskim. Polska spójna, ale i podzielona równocześnie, Polska indywidualnych wyobrażeń, które, mimo różnic jedność jednak stanowią. Ta opowieść to żywi ludzie i prawdziwe wydarzenia – tak pisze Wydawca książki Antoni i jego dzieci. Szkic do portretu rodziny, Warszawa 2025 (wyd. Fundacja Historia i Kultura), autorstwa Rafała Skąpskiego, prawnika, wydawcy, byłego wiceministra kultury. To już czwarta książka w całości lub w części pamiętnikarska, traktująca o dziejach rozległej rodziny Skąpskich.
Autor z tej okazji otrzymał Nagrodę Sądecczyzna im. Szczęsnego Morawskiego (XIX edycja), przyznawaną właśnie przez Fundację Historia i Kultura.
Tak potężny zbiór publikacji rodzinnych, nad którym prace trwały kilka, a może kilkanaście lat, jest przyczynkiem, aby porozmawiać nie tylko o głównym bohaterze, Antonim Skąpskim (1813-1915), ale o rodzinie w ogóle: czy na przykład w czasach Polski międzywojennej wszyscy w rodzinie znali się i robili familijne zjazdy? Czym jest pamięć rodzinna osobista, bardzo prywatna, a czym publiczna, gdy społeczność lokalna chce uhonorować swego dawnego dziedzica, dobroczyńcę, patriotę?
O tym wszystkim w programie mówi Rafał Skąpski, autor książki, poświęconej swemu pradziadowi i jego potomkom.
30.08.2026
38 min 28 s
Sobiescy i Stuartowie. Blask i widmo korony to wystawa w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, poświęcona kilkunastoletnim zaledwie, ale ważnym i niezmiernie ciekawym związkom między królewskimi rodzinami władców Polski (Sobiescy) oraz Anglii, Szkocji i Irlandii (Stuartowie). Ekspozycja przypomina aspekty polityczne, ale przez sztukę, głównie portrety oraz rzemiosło artystyczne. Było to możliwe, gdyż oba rody, choć należące do pretendentów do koron swoich krajów, utrzymywali dwory, tak jakby nadal byli monarchami. Świadomie, gdyż ich roszczenia, oczekiwania i walka, miały nie zmniejszać, a przeciwnie – utrzymywać ich najwyższy status społeczny. Wobec tego, na swoich dworach zatrudniali artystów wysokiej miary, którzy portrety i inne formy sztuki, wykorzystywali nie tylko dla tworzenia piękna, ale nade wszystko, starali się tą drogą podkreślać właśnie ową iluzoryczną, ale zgodną z wolą rodów, ich społeczną pozycję.
Dobór eksponatów, opisy i aranżacja, ukazują również, iż jest to historia konkretnych ludzi, którzy z powodu biegu historii i braku możliwości jego zmiany, przeżywali swoje indywidualne tragedie, choć na początku małżeństwa Jakuba i Marii Klementyny, także chwile radości i nadziei.
Jak piszą autorzy ekspozycji, łączy [ona w sobie] wyjątkowe dzieła sztuki, pamiątki osobiste i dokumenty, także z kolekcji prywatnych, które nigdy dotąd nie były udostępniane szerokiej publiczności. Mamy więc m.in.: portret Marii Klementyny Sobieskiej, Jakuba III Stuarta – oba autorstwa Antonio Davida. Możemy zobaczyć portrety ich synów: Karola Edwarda Stuarta i Henryka Benedykta, a dalej: zegarek Marii Klementyny (choć historia i proweniencja tegoż jest dyskusyjna, o czym więcej w programie), modlitewnik królowej Marii Stuart, ryciny rzymskich pałaców, w których mieszkali małżonkowie z dworami.
Warto dodać, że wśród konsultantów merytorycznych wystawy i osób, które zechciały wypożyczyć niektóre eksponaty rodzinne, jest Piotr Piniński (ur. 1956), prezes Rady Fundacji Lanckorońskich, syn Stanisława Aleksandra (1925-2009), ekonomisty oraz finansisty (syna Mieczysława 1895-1945, właściciela dóbr Zielona z Pajówką i in. na przedwojennych Kresach II RP) i Jean Isabel z Grahamów ze szkockiej rodziny książąt Montrose. Wspomniany Piotr Piniński jest w 9 pokoleniu, bezpośrednim potomkiem Jakuba III Stuarta i Marii Klementyny z Sobieskich, którego przodkiem był ich pierwszy syn, Karol Edward Stuart (1720-1788), pretendent, jak i jego ojciec do korony angielskiej, szkockiej i irlandzkiej.
Był 1 września 1719 roku. Najpierw per procura, a potem faktycznie, na ślubnym kobiercu stanęli: Jakub Franciszek Stuart (1688-1766, dynastycznie noszący imię Jakuba III), pretendent do tronu Anglii i Szkocji, syn Jakuba II (1633-1701), ostatniego katolickiego i rządzącego absolutnie króla ww. krajów, który w wyniku tzw. chwalebnej rewolucji, opuścił kraj (zostając de facto wygnańcem), i Marii z Modeny, a obok Jakuba III – Maria Klementyna (1702-1735), córka Jakuba Ludwika Sobieskiego (1667-1737), królewicza, pretendenta do tronu Polski (wielokrotnie mającego nadzieję na koronę) i jego żony, Jadwigi Elżbiety z Wittelsbachów (1673-1722), z linii Pfalz-Neuburgów, księżniczki neuburskiej.
W ten sposób rozpoczęła się (w formie ekspozycji) opowieść o dziejach tego małżeństwa na tle dziejów Polski i Europy, o czym w programie mówi dr Marta Gołąbek, kuratorka – współautorka wystawy Sobiescy i Stuartowie. Blask i widmo korony, prezentowanej w salach wystawowych Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.
23.08.2026
41 min 03 s
Jeszcze przez większą część XIX wieku Sokołów Podlaski był miastem prywatnym. Gdy zmieniły się uwarunkowania prawne w okresie zaborów, miasto zostało państwowe/rządowe, natomiast poszczególne rody były właścicielami hipotecznymi niektórych nieruchomości w mieście, ale przede wszystkim majątków ziemskich. Od chwili, gdy pojawili się tam Hirchmannowie, klucz majątków wzbogacił się też o przemysł, w postaci m.in. wielkiej cukrowni „Elżbietów”.
Jak przebiegał historia rodów, które władały Sokołowem Podlaskim i jego okolicami w XIX i XX wieku, w 2 części programu, opowiada Piotr Rybak z Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta w Sokołowie Podlaskim.
09.08.2026
36 min 43 s
Gdy Mikołaj Sepieński (zm. ok. 1432), sekretarz wielkiego księcia litewskiego Witolda, sędzia ziemski poznański i poseł na Sobór w Konstancji 1415 roku, otrzymał dobra sokołowskie, Sokołów był już grodem niejako zagospodarowanym. Przyznane przez księcia Witolda prawa miejskie w 1424 roku, potwierdziły pozycję nowego miasta na Podlasiu. Od czasów Mikołaja Sepieńskiego aż po 1944 rok, Sokołów wraz z folwarkami Kupientyn, Przeździatka i in., był de facto miastem prywatnym. Jego właścicielami były rody możne i znane: Sepieńscy, Sokołowscy, Kiszkowie, Radziwiłłowie, Krasińscy, Ogińscy, a potem Kobylińscy, Hirchmannowie, Sobańscy i Malewiczowie.
O historycznych właścicielach podlaskiego Sokołowa (potem Sokołowa Podlaskiego) w części 1 programu mówi Piotr Rybak, historyk z Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta w Sokołowie Podlaskim.
02.08.2026
37 min 39 s
Historia polskich rodzin jest częścią nie tylko dziejów narodu i kraju, ale jej znaczenie można szczególnie zauważyć w społecznościach lokalnych. Pamięć o nich buduje bowiem tożsamość małych Ojczyzn. Czasami jest tak, że losami kolejnych pokoleń są zainteresowani członkowie tychże rodzin, ale równie często, pochłonięci bieżącym życiem, nie zajmują się oni tym w ogóle. Może więcej szczęścia więc mają te familie, których działalność zawodowa, artystyczna, społeczna czy wszelka – publiczna, wznosi się ponad przeciętność.
U naukowców, regionalistów czy miłośników – amatorów, można zauważyć też zainteresowanie konkretną, jedną osobą, której osobista historia splata się z tą „wielką” historią, co skutkuje tym, że możemy o nich przeczytać w encyklopediach, biogramach itd. Gdy sięga się jednak głębiej, okazuje się, że nie tylko rodzinny luminarz jest ważny, ale niemal w każdej generacji, można znaleźć coś, co zasługuje na uwagę.
Czy rodziną Wodiczków byłby ktoś zaciekawiony, gdyby nie jej główny reprezentant, Bohdan Wodiczko (1911-1985), światowej sławy dyrygent? Jego losy i zasługi na polu artystycznym, są częścią narodowej kultury. Przodkowie zaś, choć też należeli do uzdolnionych artystycznie, prawdopodobnie zginęliby w „pomroku dziejów”.
Pierwszy z tej rodziny, Wacław Wodiczko (1857-1942), będąc wykształconym muzycznie Czechem, został zaproszony do Zwierzyńca k. Zamościa przez rodzinę największych w Polsce właścicieli ziemskich – ordynatów Zamoyskich. Był dyrygentem i prowadzącym (w randze oficera) orkiestry wojskowe na Węgrzech i w Rosji i w tym fachu pracował u Zamoyskich.
Był dwukrotnie żonaty: 1° z Anną z Felklów, a po jej śmierci - 2° z Anną z Topczyńskich, którą jako 27-letni wdowiec poślubił już w Zamościu. Z pierwszego małżeństwa miał on syna Franciszka (1882-1950), którego potomstwo (sześcioro dzieci, z których dorosłości dożyło pięcioro) to bohaterowie tej sagi.
Franciszek należał do nietuzinkowych postaci: ukończył Gimnazjum Państwowe w Suwałkach (w latach 1890-1900) i klasę skrzypiec w warszawskim Instytucie Muzycznym. […] był […]: kolejarzem, działaczem społecznym, członkiem zarządu w Lidze Morskiej i Kolonialnej, sołtysem w Jabłonnie, opiekunem społecznym i organizatorem życia publicznego, strażakiem i członkiem zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej w Wołominie, kapelmistrzem i nauczycielem muzyki w warszawskich szkołach, komisarzem spisowym i wreszcie urzędnikiem oraz członkiem zarządu miejskiego w Wołominie (pracował w referacie gospodarki komunalnej i USC). Franciszek Wodiczko zmarł 17 grudnia 1950 r. w Wołominie, w wieku 68 lat [D. Michalik, „Rodzina Wodiczków”, źródło: fundacjaoda.pl].
To właśnie Franciszek, mający za sobą różnorodne doświadczenia zawodowe oraz społeczne, w 1935 roku zamieszkał wraz z rodziną w Wołominie. Kupił willę „Stasin”, stanowiącą przykład letniskowej zabudowy Wołominka. Obszar ten, należący do Gustawa Granzowa, był – przykładem Henryka Woyciechowskiego po drugiej stronie torów kolejowych – parcelowany, a na dużych działkach osiedlali się przedstawiciele zazwyczaj inteligencji, szukający pośród wołomińskich sosen spokojnego, z początku tylko porą letnią, rodzinnego życia.
Jednym z dzieci Franciszka i jego żony, Anny z Gosławskich, był ww. Bohdan Wodiczko, który naturalnie umiejętności artystyczne i miłość do muzyki, wyniósł z domu. Osiągając wybitną pozycję w świecie muzyki klasycznej jako dyrygent, nie zapominał o Wołominie, w którym mieszkali na stałe rodzice, a po śmierci ojca Franciszka, przez 21 lat była tu jeszcze matka. Życie zawodowe, związki małżeńskie oraz losy wojenne sprawiły, że wołomiński dom, choć będący w sercach, stał się rzeczywiście (zgodnie z pierwotnym planem) siedliskiem wakacyjnym. Niemniej, sąsiedzi zapamiętali doskonale tę kulturalną rodzinę (wraz z nienagannymi manierami Franciszka), która, gdy się zbierała w swej willi, lubiła grać na różnych instrumentach.
Te wspomnienia sąsiadów weszły też do jednych z pierwszych relacji historycznych, dotyczących Wodiczków w Wołominie, które po 2000. roku, zaczęła gromadzić nowa właścicielka tejże posesji. Zniszczony, potem opuszczony dom bowiem, Wodiczkowie zdecydowali się sprzedać. Nabywczyni, choć początkowo myślała o tym miejscu jako o siedzibie swej firmy, szybko zorientowała się, że kupiła dom z duszą, którego historia powinna zostać zapisana. Z konieczności technicznej zburzona willa, ustąpiła miejsca nowemu budynkowi, w którym znalazły się pomieszczenia na salon, poświęcony nie tylko Bohdanowi, ale całej rodzinie Wodiczków.
Czym jest Izba Muzealna Wodiczków, dlaczego powstała Fundacja „Oda”, ale przede wszystkim o ciekawych dziejach rodu Wodiczków, w programie opowiada założycielka i prowadząca Izbę, Danuta Michalik.
Więcej: http://fundacjaoda.pl
26.07.2026
52 min 34 s
IDEA OSI
Mało kto chyba pamięta, że przy cukrowni w Guzowie był dwuhektarowy park, stworzony przed wojną przez Sobańskich dla mieszkańców wsi. Dzięki temu zachowana została oś widokowa (Guzów – Szymanów), a ponadto, ratowało to park główny (przy pałacu) przed naturalną „ekspansją” ludzi, którzy oczywiście chcieli mieć stały dostęp do jakiegoś miejsca spacerowego.
Szkoda dziewiętnastowiecznych budynków cukrowni, które zostały rozebrane wraz z jej likwidacją przez British Sugar Overseas Polska Sp. z o.o., ale jednocześnie uwolnienie terenu poprzemysłowego otworzyło przestrzeń, która powinna być zagospodarowana w taki sposób, aby tę oś zachować.
CZASY OGIŃSKICH
W XVIII wieku Guzów był ośrodkiem starostwa niegrodowego, którego starostą (lata 80.) był Andrzej Ignacy Ogiński (1739-1787), syn Tadeusza i Izabelli z Radziwiłłów. W swoim życiu piastował wiele urzędów i godności, był kasztelanem trockim, sekretarzem Rady Nieustającej, sekretarzem wielkim litewskim etc., dyplomatą (posłem do Petersburga, Paryża i Berlina). Z małżeństwa z Paulą z Szembeków miał córkę Józefę Ignacową Ogińską oraz syna Michała Kleofasa (1765-1833), polityka (lista urzędów i godności równie długa), pisarza, ale znanego przede wszystkim jako kompozytora, autora słynnego poloneza a - moll „Pożegnanie Ojczyzny”. Do tej postaci Guzów przyznaje się szczególnie – muzyk ma tam swój pomnik.
Ojcu kompozytora, Andrzejowi Ignacemu przypisuje się wybudowanie murowanego późnobarokowego dworu. Mimo, iż po późniejszej przebudowie obiekt zyskał miano pałacu, założenie dworu do dziś jest dobrze widoczne.
CZASY ŁUBIEŃSKICH
Wspomniana Paula z Szembeków (1737-1798, 2° Jan Prosper Potocki, 3° Andrzej Ignacy Ogiński) po raz pierwszy była zamężna za Celestynem Łubieńskim (1729-1759). Ich syn, Feliks (1758-1848) Łubieński należał do grona najwybitniejszych postaci swej epoki. Najpierw jako poseł sieradzki brał czynny udział w pracach Sejmu Wielkiego, był zwolennikiem Konstytucji 3 Maja. Uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, potem wsławił się jako minister sprawiedliwości (1807-1813) Księstwa Warszawskiego. Od cesarza pruskiego Fryderyka Wilhelma II dawne starostwo guzowskie otrzymał na własność, a na stałe osiadł w Guzowie osiadł w 1823 r. Sprowadził do niego rzemiosło i wybudował cukrownię, uprzemysławiając dotychczas rolniczą osadę.
POTOMKOWIE „RÓŻY SYBIRU”
Najmłodszą córką Feliksa Łubieńskiego była Róża (1798-1880), słynna „Róża Sybiru”, z powodu swojej postawy postać niemal legendarna. Wyszła ona za mąż za Ludwika Andrzeja Sobańskiego h. Junosza (1791-1837), marszałka szlachty pow. bracławskiego, działacza Towarzystwa Patriotycznego.
Sobańscy pochodzą z Sobanic na Mazowszu (pow. płoński, Ziemia Wyszogrodzka), ale nie byli na nim zbyt długo. Krok po kroku budowali rodzinną pozycję na Kresach.
W wieku XVIII jako pierwszy z tej rodziny na Wołyniu pojawił się Wojciech Sobański (ur. 1692), syn Józefa z Sobanic i Elżbiety z Mokrzyckich. Przybył z Lubelszczyzny, gdzie był regentem grodzkim lubelskim i wojskim urzędowskim. Na Wołyniu szybko dorobił się na dzierżawach zastawnych (na dobrach Koniecpolskich i Wiśniowieckich).
Syn Wojciecha, Kajetan Sobański (1722-1798) nabył od Potockich Obodówkę wraz z przyległościami. Majątek został kupiony formalnie przez Kajetana, ale de facto był to już zakup jego syna Michała, który podzielił się sumiennie z braćmi, samemu zostając właśnie w Obodówce.
Należy więc uznać Michała Sobańskiego (1755-1832) za autora kolejnego etapu budowy zamożności rodu. Był on podstolim winnickim, konsyliarzem bracławskim konfederacji targowickiej, a następnie prezesem Komisji Sądowo-Edukacyjnej Guberni Wołyńskiej, Podolskiej i Kijowskiej. Ta ostatnia działalność przyniosła mu wielkie uznanie w społeczeństwie. Ekonomiczne sukcesy zaś osiągał m.in. jako współzałożyciel żeglugi czarnomorskiej w Odessie. Z małżeństwa z Wiktorią z Orłowskich miał kilkoro dzieci. Pierwszy jego syn to właśnie Ludwik, mąż ”Róży Sybiru”.
Ludwik zaangażował się w szeroką działalność patriotyczną we wszystkich trzech ww. guberniach, a potem na samym Podolu. Dwukrotnie aresztowany. Za pierwszym razem w latach 20. (żona, aby się z nim zobaczyć, przekupiła strażnika więziennego, udając wieśniaczkę, dostarczającą więźniom warzywa), a potem ponownie w 1830 roku. Trafił więc na zesłanie do Permu. Za nim podążyła Róża, wsławiając się pomocą zesłańcom (1830-1833). Po powrocie z wygnania, jak i wcześniej, wykonywała wiele prac charytatywnych, tworząc m.in. nieformalny Komitet Opieki. Nadal opiekowała się zesłańcami, wysyłając im paczki. Tę działalność paraliżowała policja carska, od 1849 roku obejmując Różę specjalnym nadzorem. Jej postawa zyskała naturalnie wielką sławę, zauważana w wielu pamiętnikach, a potem także w literaturze (M. Brandys).
Po Ludwiku podolską fortunę odziedziczył Feliks Sobański (1833-1913). „Przy wielkim uroku osobistym stryj Feliks był człowiekiem żelaznej woli, którą dręczył synów i synowe. Wszyscy musieli iść posłusznie za jego wskazówkami, które bezwzględnie narzucał, w przekonaniu, że ma zawsze rację – co zresztą nieraz się sprawdzało. Nazywano go „Vir Potentissimus”, a częściej „Patryarchą” – wspominała Maria z Grocholskich Hieronimowa Sobańska.
Ta twarda ręka przydała się, bo to Feliks właśnie zdecydował się na objęcie dóbr w Królestwie Polskim. Guzów przeżywał problemy, a że oczywiste były powiązania rodzinne Sobańskich z Łubieńskimi, przeto w drugiej połowie lat 50. XIX w., będąc ożenionym z Emilią z Łubieńskich, przejął matczyne gniazdo rodzinne wraz z cukrownią. W sytuacji, gdy podolskie dobra „przeminęły z wiatrem” bolszewickiej rewolucji, posiadanie własnego, całkiem pokaźnego majątku w centrum kraju, było zbawieniem.
Gwoli prawdy, trzeba dodać, że Feliks także był aktywny na polu politycznym, ale przede wszystkim społecznym i kulturalnym. Jeszcze na Kresach był marszałkiem szlachty bracławskiej. W 1862 roku uczestniczył w zebraniu sygnatariuszy adresu Polaków do cara Aleksandra II, w którym domagali się oni przyłączenia Wołynia i Podola do Królestwa Polskiego. Głosował przeciw temu adresowi, ale po jego skierowaniu do cara, tak jak wszyscy, został osadzony w Twierdzy Pietropawłowskiej. W Warszawie był członkiem i wiceprezesem Komitetu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, prezesem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Fundował stypendia dla artystów, jak też kościoły, ochronki, przytułki, szkoły.
Około 1880 roku Sobański Feliks przystąpił do przebudowy dworu Ogińskich. Na późnobarokowy dom nałożono tzw. kostium francuski, charakteryzujący się m.in. wysokim, łamanym dachem z wystawkami i lukarnami. Przekształcono również elewacje i dobudowano portyk z czterema parami kolumn. Tak powstały pałac jest dziś unikatowy. Podobny styl, czyli tzw. kostium francuski zastosowano w Kozienicach, ale obiekt ten w tej formie już nie istnieje. Z kolei pałac Radziwiłłów w Jadwisinie jest z okresu późniejszego, nie można go wprost z Guzowem porównywać.
Przy pałacu ściana w ścianę stoi kaplica rodzinna, do której wchodziło się wprost z domu przez specjalne przejście. Po tzw. reformie rolnej po II wojnie św. służyła ona jako kościół parafialny. Po wielu latach i bojach, została odzyskana, znów przynależy do rodziny. Sobańscy starali się o nią, ponieważ architektonicznie była zawsze częścią zespołu pałacowo-parkowego. Kaplica wróciła „na swoje miejsce”, a w jej zamian, współwłaściciele: Michał Sobański wraz z siostrą Izabelą, wystawili nowy i nowoczesny kościół dla wiernych z parafii Guzów.
Ten układ: oś, kaplica, kostium francuski, park, sprawiają, że założenie pałacowo-parkowe w Guzowie jest niepowtarzalne na Mazowszu.
Wracając do dziejów rodziny.
Syn Feliksa, Michał Sobański (1858-1934), urodził się w jednym z majątków podolskiego klucza – Wasylówka. Po śmierci ojca w 1913 roku objął schedę (dobrze sobie radząc jako gospodarz), ale przede wszystkim pozostała po nim pamięć filantropa. Fundował ochronki dla dzieci (np. na warszawskiej Woli i w Kijowie) finansował fundację „Schronienie dla Nieuleczalnych”. Roztaczał opiekę nad chorymi, osobiście ich pielęgnując. „Oboje głęboko wierzący i ściśle wedle prawideł wiary żyjący, wychowali pierwszorzędnie troje dzieci, na Bożą chwałę i chlubę rodziny” – pisała M. Sobańska we „Wspominkach nikłych” o małżonkach Michale i Ludwice z Wodzickich Sobańskich. Michał w podziękowaniu za pierworodnego syna i w intencji zdrowia żony po połogu, poszedł do Częstochowy z pielgrzymką.
To właśnie jego dopadły wichry rewolucji bolszewickiej. Utracił wszystko i przeniósł się na Mazowsze, do Guzowa.
Feliks Sobański (1890-1965), syn ww. Michała i Ludwiki z Wodzickich, ukończył historię filozofii w Belgii. Objął dobra guzowskie (majątek), zaś pałac z parkiem oraz cukrownię – jego brat Antoni (dziedzicząc po stryju Kazimierzu). W 1913 roku Feliks ożenił się z Zofią z Kwileckich (1890-1933), córką Hektora i Jadwigi z Załuskich. Ślub odbył się w Kwilczu i był wydarzeniem, ale nie finansowym, bo – jak wspominała Gabriela z Sobańskich Krasicka – oboje byli zamożni i nikt w nic „wżeniać się” nie musiał. Oprócz Guzowa, Feliksowie Sobańscy władali dobrami leśnymi Oporowo k. Kwilcza w Wielkopolsce (wiano Zofii). G. Krasicka żartowała, że w porównaniu z Podolem, „to była nędza”. Jej ojciec żył w kulcie utraconego Podola, podobnie jak jego brat Antoni, który nawet na Podole, bez wiedzy rodziny udał się śladami dziecięcych wspomnień, na Mazowszu nie czuł się najlepiej. Kontynuował jednak pracę społeczną przodków, działając w instytucji o nazwie [nomen omen] „Nędza Wyjątkowa” w klasztorze na Tamce, opiekował się fundacją dla nieuleczalnie chorych (ul. Wiejska).
Trzy córki urodziły się jeszcze w Obodówce, pozostałe dzieci już na Mazowszu.
Porównanie zamożności mazowieckiej z podolską mogło mieć sens na początku małżeństwa Sobańskich, bo potem to już była szara rzeczywistość. Rodzina liczna, a dobra guzowskie nie prosperowały najlepiej. Wpływ na to miały trzy elementy: działy rodzinne, kryzys ekonomiczny końca lat 20. i do połowy 30. oraz duże obciążenia finansowe, związane z fundacjami filantropijnymi Sobańskich. Stąd też, niestety nieudane, pomysły na szukanie nowych, alternatywnych źródeł dochodów, jak np. salon z luksusowymi samochodami czy kupno cyrku, czyli próba zarobkowania na polu rozrywki. W drugiej połowie lat 30. było lepiej, ale rozwój gospodarczy Guzowa przerwał wybuch II wojny św. Trzeba też przyznać, że atmosfera wokół ziemiaństwa nie sprzyjała. Odczuwała to czasami rodzina Sobańskich, mieszkając obok proletariackiego Żyrardowa. Miasto to rozwinęło się przemysłowo, ale już zapomniało, że pierwsze próby uprzemysłowienia należały do właścicieli Guzowa – Łubieńskich; Żyrardów nazywał się jeszcze Wolą Guzowską… Tak więc, szczególnie 1 maja zdarzało się obrzucanie kamieniami pałacu albo karety podczas przejazdu przez las. Nastroje w społeczności lokalnej (co oczywiście było wynikiem komunistycznej propagandy) nie zmieniły się do wojny. Zdaniem Gabrieli Krasickiej, „służba” była przygotowana do tego, że jak wejdą sowieci, to rodzinę właścicieli Guzowa po prostu zabiją… Bo z Podola płynęły nie tylko sentymentalne wspomnienia i kult kresowych stanic, ale przede wszystkim świadomość bezwzględnego niebezpieczeństwa ze strony sowieckiej.
Nic więc dziwnego, że jeszcze na początku wojny, małżonkowie Krasiccy przenieśli się najpierw do Warszawy, a potem do Zagórza na południe. Do Guzowa, który był w Generalnym Gubernatorstwie, a więc pod okupacją niemiecką, Krasiccy dojeżdżali. Feliksowie Sobańscy w Guzowie pozostali, ale „w towarzystwie Niemców”; w Guzowie A. Hitler świętował akt podpisania kapitulacji Warszawy...
Na początku wojny, 25 września 1939 roku zginął zięć Feliksa, Roman Chłapowski (1906-1939), aktywny w pomocy maltańskiej. A na południu, na Sądecczyźnie w konspiracji działała Natalia Lubomirska, przyszła synowa pana na Guzowie.
W czasie okupacji pomocą w majątku służył szwagier Michała Sobańskiego, Adam Sapieha. W tym okresie dochody zaczęła też przynosić cukrownia, poprawiła się sytuacja finansowa. W obawie przed nadejściem sowietów, idących na Berlin, jeszcze przed 1 sierpnia 1944 roku, część cenniejszych rzeczy wraz z dziełami sztuki, Sobańscy wywieźli do stolicy. W powstaniu wszystko przepadło. Mniejsza o rzeczy jednak, bo w powstaniu zginęły dwie córki: Teresa (1923-1944) i Elżbieta (1925-1944) Sobańskie. Ich siostra Gabriela wraz z mężem Xawerym Krasickim z Leska i córką Magdaleną w grupie 16 osób została zesłana do Krasnogorska na trzy lata.
Przez wiele lat m.in. Xawerowie Krasiccy i Ludwika (Lula) Tyszkiewiczowa byli kustoszami rodzinnej pamięci, chętnie opowiadając o dobrych, jak i złych czasach minionych:
Największe dobra Sobańskich znajdowały się na Podolu. Ale to było jeszcze przed rewolucją październikową. Mój dziadek Michał Sobański „Stary”, tak jak wielu ziemian, należał do Sodalicji Mariańskiej, był szalenie pobożny i skromny. W naszym domu mieliśmy księgę gości, którą mój ojciec rozpoczął słowami: „Bóg dał, Bóg wziął”. Ale przyjechał kiedyś Jezuita ojciec Rostworowski, bardzo miły i nowoczesny człowiek, o wielkiej charyzmie, który nawiązując do słowa wstępnego ojca, podpisał się tak: „Bóg dał, diabli wzięli, niech ich pokręci – wspominała Ludwika z Sobańskich Tyszkiewiczowa.
Czerwoni zabrali Podole, czerwoni zabrali także Guzów. W 1979 roku w pałacu Sobańskich nakręcono film „Klucznik”. Dramatyczną, a jednocześnie groteskową opowieść o końcu świata arystokracji, w którym to filmie rolę hrabiego zagrał Tadeusz Łomnicki, a „wiernego” służącego Wirgiliusz Gryń.
Cukrownia nadal działała, upaństwowiona. Potem, jak wiadomo, została zlikwidowana. Pałac niszczał i choć przykryty dachem, przez niewidoczne szczeliny woda powoli go niszczyła.
MICHAŁ I IZABELA
Są dziećmi Renaty z Łopuszańskich i zmarłego śp. Marka: Michał Sobański i Izabela – obecni gospodarze pałacu w Guzowie.
Urodzeni już grubo po wojnie, pokolenie końca PRL i początku zmian ustrojowych. Nasiąknięci rodzinną tradycją, w 1996 roku zdecydowali się wraz z rodzicami kupić od gminy Wiskitki pałac z parkiem. Upłynęło trochę lat, zanim udało się im uzyskać fundusze na początek rewaloryzacji parku i odbudowę pałacu. Środki pochodzą m.in. z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Ministerstwa Kultury. Gigantyczna praca przed nimi, ale obiekt ma potencjał. Można go będzie wykorzystać do celów hotelowych, konferencyjnych, ale i kulturalnych. Dom ma być otwarty i powinien ożywić osadę, mającą wszak duże walory historyczne.
Nie ma siły. Nawet nad Pisią i u bram „czerwonego” Żyrardowa, mit Podola będzie jeszcze długo żywy. Niemniej… gdybym miał urządzać wnętrze pałacu w Guzowie, na czołowym miejscu zawiesiłbym dwa portrety: „Róży Sybiru” z powodu wartości, jakie w sobie jej historia niesie, a obok niej – wizerunek Feliksa „Starego”, w podzięce za to, że w odpowiednim momencie przejął Guzów dla następnych pokoleń Sobańskich. W końcu są z Mazowsza…
Pytanie tylko: czy ktokolwiek w poprzednich pokoleniach przewidziałby, że nad domem w Guzowie będą przelatywały samoloty, a ich pasy startowe będą prostopadle biec w stronę obiektu zabytkowego?
Ta nowa sytuacja, związana z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), jest kolejnym wyzwaniem dla współwłaścicieli.
I m.in. o tym w audycji dyskutują: Michał Sobański, współwłaściciel pałacu wraz z parkiem w Guzowie oraz dr Marcin K. Schirmer, autor najnowszej publikacji Powrót ziemian. Dwory, pałace i zamki, które odzyskały dawną świetność, red. B. Manińska, Warszawa 2026. Guzów, obok Goszyc, Kopytowej, Korzkwi, Petrykoz, Sułkowic, Zarzecza, jest jednym z bohaterów książki (s. 62-115).
Lit.: M. K. Schirmer, Powrót ziemian. Dwory, pałace i zamki, które odzyskały dawną świetność, red. B. Manińska, Warszawa 2026; R. Aftanazy, Dzieje rezydencji…; T. S. Jaroszewski, W. Baraniewski, Pałace i dwory w okolicach Warszawy; P. i M. Libiccy, Dwory i pałace wiejskie na Mazowszu; A. Augustyniak, Hrabia, literat, dandys. Rzecz o Antonim Sobańskim; A. Sobański, Cywil w Berlinie; M. z Grocholskich Sobańska, Wspominki nikłe; M. Miller, Arystokracja; P. Sz. Łoś, Szkice do portretu ziemian polskich XX wieku (relacje: L. Tyszkiewicz, G. i X. Krasiccy); abp. P. Mańkowski, Pamiętniki; Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego; K. Pułaski, Kronika polskich rodów szlacheckich Podola, Wołynia i Ukrainy; A. Wrzesień („Żyroskop”), wywiad z M. Sobańskim; inf. M. Sobańskiego.
12.07.2026
58 min 40 s
TO, CO JEST
Pan domu dyskretnie podchodzi do żony i mówi: „tam już nie ma wody ani herbaty”. Za moment na stole niczego nie brakuje, zaraz ktoś korzysta, bo na zewnątrz ciepło, miejscami słońce dobrze praży. Licznie zgromadzona młodzież – z własnego wyboru! – poddaje się egzaminowi. Dwie godziny wcześniej kilku chłopaków, także uczestników konkursu, dźwigało stół pingpongowy, aby go rozstawić tuż obok wiekowych drzew, pamiętających Zofię Zawiszankę. Pomiędzy „odpytywaniem”, jest czas na spacery, na zrobienie wianka z roślin, które upiększają soczystą zieloną trawę, ale i czas na odbijanie białej piłeczki, co nam obserwującym przywołuje również własne wspomnienia.
Gdzieś nagle odnajdujemy się ze znanym tylko wirtualnie rockmanem, piszącym od czasu do czasu o mieszkańcach dworów swojego regionu. A nestorka i matka pana domu, zabawia dorosłych, nie tylko miłą i lekką rozmową, ale też opowiada o swojej tytanicznej pracy historyka (choć jest psycholingwistką) nad losami powojennymi Leny Kichler i jej podopiecznych – dzieci żydowskich, które cudem przeżyły Holocaust.
W którymś momencie przy stoliku na tarasie siada jedna z uczestniczek konkursu szkolnego. Widzę, jak uważnie słucha i wzrokiem próbuje „ogarnąć” tych kilka osób, które mogłyby być jej babkami i dziadkami. Ona musi mieć świadomość, że tych rozmów nie znajdzie w Internecie, może nawet w książkach, więc chce wykorzystać okazję, aby z pierwszych rąk czegoś się dowiedzieć. O historii domu, może o ukrywających się w nim Żydach w czasie okupacji; może o Piłsudskim, a może o poetce i emancypantce…
To nie jest dom z samymi „antykami”, choć rodzinnych pamiątek jest sporo. To dwór, w którym dawny klimat ziemiańskiej wiejskiej siedziby przeplata się z nowoczesnością i zwykłymi problemami dnia. Wszyscy patrzą z podziwem na nowy dach, który już nie przecieka. Ale też mowa jest o kolejnych potrzebnych pracach, aby zabytek, świadek historii, a zarazem dom rodzinny, miał się jak najlepiej.
Aby trafić do pokoju gościnnego, muszę przejść przez kuchnię. Na stole płatki dzikiej róży, a obok gar pełen poszarpanej do jedzenia sałaty lodowej. Pani Marta sama sałatę przygotowuje, a od wczoraj czeka pyszne ciasto, także jej rękami zrobione. Przy którymś z kolejnych moich przejść przez kuchnię, widzę ją, trzymającą w ręce plik listów. Dowiaduję się, że jest to korespondencja z okresu wojennego; ktoś bliski z rodziny pisał z oflagu… I pada pytanie, myślę, że nieco retoryczne: „co z nimi zrobić?”. Historyk, dr Stanisław Borowiak podpowiada, że można je złożyć w Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. „Rozumiem, że wziąłbyś, Stasiu, do siebie wszystko” – z żartem odpowiadam –„to wszak zacna placówka. Ale może lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie do archiwum.” Mówiąc to, myślałem o Narodowym Archiwum w Krakowie lub o Bibliotece Narodowej w Warszawie, bowiem w latach 2012/2013 tam właśnie został przekazany gigantyczny zbiór ponad 2000 teczek dokumentów, tekstów, listów itd., Jerzego Turowicza dziadka pana domu. To on zresztą tę spuściznę polskiej kultury pomagał dziadkowi porządkować, gdy był jego sekretarzem. Książki, poza częścią zachowaną dla siebie przez rodzinę, trafiły do Biblioteki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II (UPJPII) w Krakowie.
Głowa moja pusta, ale w mig łapię: to zestawienie sałaty, przygotowywanie gościom kolacji, wymiana kolejnej partii naczyń w zmywarce, a zaraz potem stare listy z oflagu i opowieści rodzinne, uświadomiło mi, że to tak jak w Dańkowie u pp. Anny z Branickich i Tadeusza Wolskich. Ich współpracownik mi powiedział: „nie no, nie oszukujmy się, tu się dużo mówi o historii i wspomina się, co jest wartością samą w sobie – taki dom!”
Fotografie, nieliczne portrety, szkice, ale przede wszystkim przedmioty, których używali dawniejsi właściciele dworu, sprawiają wrażenie, że oni, choć dawno nie żyją, ciągle są tu obecni. A mieli niektórzy z nich ciekawe charaktery!
Po wymienionych faktach i nazwiskach, wielu już zapewne wie, że chodzi o Goszyce (pow. krakowski, gm. Kocmyrzów-Luborzyca). Dr Maciej Rydel, który często o Goszycach mówi, bo je lubi, ma też z nimi relacje rodzinne (jest spokrewniony z Turowiczami), uważa, że taki był polski dwór przed komuną; przenikały się w nim światy dawny i współczesny, ludzie zajmowali się bieżącym życiem, ale przeszłość była, rzecz jasna w odpowiednich proporcjach, stale obecna.
Rodzinną opowieść historyczną kończy w programie prof. dr hab. Magdalena z Turowiczów Smoczyńska, zaś o współczesności dworu w Goszycach opowiada jego współgospodarz, Michał Smoczyński, romanista, tłumacz, który dla ratowania rodzinnego dworu, razem z żoną poświęcił dotychczasowe życie zawodowe.
05.07.2026
01 godz 01 min 40 s
PODCASTY
W tym programie nie będzie żadnego tabu! Będzie o zdradzie, seksie, kłamstwach. O mitach, które stały się faktami i faktach zmienionych w legendy.
Cezary Polak wraz z Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie zaprasza do słuchania wspólnej audycji „Sport na wirażach historii. Z lamusa Muzeum Sportu i Turystyki”. To historie, o których nie uczą w szkołach. Audycja w każdą sobotę po 7:00
Polskie Radio RDC pamięta o Bohaterach Warszawy. 1 sierpnia na antenie Polskiego Radia RDC głos oddajemy Powstańcom i osobom pielęgnującym pamięć o Powstaniu Warszawskim.
Animalista, czyli Łukasz Bożycki zaprasza na spotkania o przyrodzie, zwierzętach i otaczającej nas naturze. Program jest emitowany w każdą sobotę po godzinie 6:00