Śladami. 63 miejsca Powstania Warszawskiego
Przez 63 dni, od 1 sierpnia do 2 października, codziennie, będą mogli Państwo odbyć podróż wśród miejsc, domów, ulic, które Powstanie Warszawskie pamiętają.
Wierusz-Kowalscy w złotym śnie przeszłości szlacheckiej
Mówi mi Wuju!
Siostra gen. Kazimierza Sosnkowskiego była żoną Adama Wierusz-Kowalskiego. Maria Skłodowska-Curie poznała swego Piotra u Wierusz-Kowalskich. Alfred, choć to już tak dawne malarstwo, zachwyca i niejako ciągle zarabia swoją sławą pierwszego pośród polskich monachijczyków. Przed wiekami, Franciszek cieszył się zaufaniem królowej Marysieńki, a Wierusz-Kowalski z Brwinowa jako pierwowzór jednej z postaci, znalazł się w telewizyjnym serialu. Do tego rodu przyznawał się też znany śpiewak operowy, niedawno zmarły Kazimierz Wiesław Kowalski (1951-2021), syn Wiesława Wierusz-Kowalskiego, aktora teatrów łódzkich.
Jeżeli myśleć o tej rodzinie w kontekście sztuki, to dołóżmy do tego zacnego grona, poza malarzami współczesnymi, muzealnika i historyka sztuki, dr Dobromiłę Rzyską-Laube z Muzeum Tradycji Szlacheckiej w Waplewie Wielkim (Oddział Muzeum Narodowego w Gdańsku), prawnuczkę siostry Alfreda, Stefanii Stanisławowej Milewskiej (1861-1915).
Rozprawiając o genealogii dalej, po gombrowiczowsku: na poważnie i z przymrużeniem oka zarazem, faktów i postaci można wymieniać wiele. Jest i gdzie szukać materialnych śladów: dworów, pałaców (np. Posada, Mikorzyn), kościołów, klasztorów czy kaplic – jak na przykład ta w swym wyglądzie wysmakowana, neogotycka, w Pratulinie na Podlasiu, w której pochowani zostali małżonkowie: Franciszek Placyd (1794-1870) i Leokadia z Czarnockich Wierusz-Kowalscy.
Wprawdzie bywało, że pisarz fantazjował, to w tym przypadku Sienkiewiczowi jednak można zaufać:
- Zacna to rodzina! Mężowie dobrzy żołnierze, niewiasty cnotliwe. Moja babka była Kowalska, ale osierociła mnie, nimem na świat przyszedł... A waćpan z Wieruszów czyli z Korabiów Kowalskich? – pytał Onufry Zagłoba.
Prowadząc tę rozmowę z Rochem Kowalskim, pan Onufry pamiętał, że pośród polskiej szlachty Kowalscy byli rozmaici. Domniemany krewniak, któremu przykazał: „Mów mi Wuju!”, pochodził wprawdzie z Korabiów, niemniej choćby z tego literackiego dialogu dowiadujemy się, że był w naszej historii zacny ród Wierusz-Kowalskich:
- Bo są – słusznie perorował Onufry Zagłoba – podwójni Kowalscy. Jedni się Wieruszową pieczętują, na której kozieł w tarczy jest wyimaginowany z podniesioną zadnią nogą, a drudzy Kowalscy mają za klejnot Korab (…).
Tak jak postać Zagłoby, Henryk Sienkiewicz wyposażył częściowo w cechy swego teścia, Kazimierza Szetkiewicza, tak też Wierusz-Kowalscy nie byli mu obcy, bo z jego listów wynika, że łączyły go z jedną z odnóg tej rodziny całkiem bliskie relacje.
Siłą rzeczy, Alfred Jan Wierusz-Kowalski (1849-1915), artysta malarz – monachijczyk, reprezentant nurtu realizmu, urodzony w Suwałkach, swoją karierą w świecie sztuki i znaczeniem dla polskiej kultury, zdominował wielowiekowe dzieje tego rodu.
Godzi się jednak dodać, że Alfred nie był jedynym Wierusz-Kowalskim, z którego losów można utkać frapującą opowieść. To „nie był jedynym”, idąc za myślą Zagłoby, oznacza również, że w Polsce Kowalskich był i jest dostatek.
Wiedział to również Adam Boniecki, heraldyk i genealog, który wymienia Kowalskich, pieczętujących się herbami: Czewoja z Kowalskiego (pow. gnieźnieński); Gozdawa (pow. sieradzki); Habdank z Kowali Duszocinej (gm. Wolanów) lub z Kowali koło Radomia; Jasieńczyk, prawdopodobnie z Warpęsów (Warpensowie-Kowalscy); Korab z Kowala (miasto w kujawsko-pomorskim) lub z Kowali (pow. sieradzki) – tu pasowałby literacki Roch Kowalski; Ostoja przydomku Gołąbek; Murdelio; Ślepowron z Kowali (pow. płoński); Wieruszowa z Kowali oraz szereg innych Kowalskich, którym nie przypisuje żadnego herbu.
Przy takiej mnogości braci szlacheckiej o nazwisku Kowalski, pozostaje więc pytanie: kim są ci, których skrótowo czasami określa się po prostu „Wieruszami”?
Korzenie Wierusz-Kowalskich (członu „Wierusz” nie odmieniam, widząc rodzinne zapiski i wiedząc, że taka jest wola przynajmniej niektórych potomków rodu), datowane na XIV wiek, łączyć należy z Wieruszowem na ziemi wieluńskiej (ob. miasto i powiat Wieruszów, woj. łódzkie), dokąd mieli przybyć z saksońskiej Miśni. Poza własnością miejską, rozrodzili się wokół i mieli liczne wsie. Ponadto, posiadali Praszkę, Strojec, Żytniów oraz Kowalę – wsie, obecnie położone w powiecie oleskim, w województwie opolskim.
Od Kowali wzięli nazwisko, a ich majętności rozmieszczone były na pograniczu Śląska, Opolszczyzny i Wielkopolski. Nie wchodząc w skomplikowaną strukturę konkretnych linii rodu (tę próbuje uporządkować Rafał Wierusz-Kowalski, autor rodzinnej witryny internetowej), wypada nadmienić, że w wiekach późniejszych, poza pierwotną dla nich ziemią wieluńską, występują m.in. w Wielkopolsce, na Lubelszczyźnie, Podolu i Podlasiu.
Na dworze Sobieskich
Monachijczyk, autor słynnych wizerunków samotnych wilków i obrazów z polowań czy małomiasteczkowych jarmarków, ani też jego stryjeczny bratanek, przypuszczalnie nie wiedzieli, że – tak jak oni, już jeden z Wierusz-Kowalskich, a konkretnie Franciszek, żyjący na przełomie XVII i XVIII wieku, syn takoż Franciszka i Marianny z Grodzieckich, przebywał w Monachium!
Był on kawalerem maltańskim, a na dworze królowej nie tylko kuchmistrzem, ale jej plenipotentem. Gdy jako wdowa wyjechała z Polski, przebywał z nią w Rzymie, tam też uczestniczył w podjęciu decyzji monarchini o wyjeździe do Francji. W jej imieniu zajmował się porządkowaniem spraw po śmierci królewicza Aleksandra Sobieskiego. Z kolei, po jej śmierci, pozostał na zamku w Oławie jako marszałek dworu, ale niestety już tak dobrej opinii nie miał (To zguba i ruina dóbr pańskich!).
Marysieńka poruczała mu sprawy, związane z finansami swojego dworu. Gdy zmarła, przez królewicza Jakuba Sobieskiego, Wierusz-Kowalski został wysłany do Blois i do Monachium, aby załatwiał interesy w imieniu spadkobierców nieżyjącej już swej dawnej chlebodawczyni.
Nic chyba jednak nie wiemy o wspólnych przodkach malarza z królewskim zaufanym, choć na pewno są z tego samego pnia i łączy ich jakieś, nieznane pokrewieństwo.
Kowalski czy Nowak – bardziej popularnie już nie można
Kiedy nie było jeszcze Internetu w Polsce, jak również obostrzeń dotyczących danych osobowych, ludzie poszukiwali się nawzajem m.in. przez książki telefoniczne. Z kolei dawniej, tzn. jeszcze przed tzw. Wielką Wojną i w drugiej połowie XIX wieku, istniały różne spisy osób, firm, urzędowe (listy adresowe), związane zazwyczaj z działalnością konkretnego człowieka. Stąd też znalezienie nazwiska rzeźnika lub komornika nawet w niewielkiej miejscowości, dla historyka nie powinno stanowić problemu.
Gorzej jednak, gdy mamy do czynienia z Kowalskim lub Nowakiem… Bywa bowiem, że ludzie noszą bardzo popularne nazwiska, a do tego stanowią liczną rodzinę.
Zdając sobie sprawę z trudności, z jakimi można się spotkać, zaglądam do „Almanachu Woreyda”, który był przedwojennym spisem urzędów, organizacji, instytucji, ale i osób prywatnych.
Pod hasłem „Wierusz” nie ma nikogo, co zrozumiałe, gdyż jest to człon nazwiska powstały od herbu rodzinnego „Wieruszowa”. No tak, ale ludzi o nazwisku „Wierusz-Kowalski” jest niewiele, a po enigmatycznych informacjach na temat „Kowalskich”, trudno stwierdzić, czy każdy z nich należy do tej rodziny, zwłaszcza, że nie wszyscy używali herbu w nazwisku. Pozostają więc te króciutkie dane, które jednak nieco mówią.
Wymienionych jest tu 17 osób, noszących nazwisko „Kowalski”, a aż o 7 z nich możemy mieć niemal pewność, że są ze sobą spokrewnione i należą do rozrodzonego rodu Wierusz-Kowalskich. Niektórzy zanotowani zostali jako „Kowalscy”, inni jako „Wierusz-Kowalscy”, a jest prawdopodobne, że wśród pozostałych są kolejni „Wieruszowie”.
Wierusz-Kowalscy, artyści, ziemianie – wybrane historie i postaci
Pierwszą osobą, zapisaną pełnym nazwiskiem, jest w tym katalogu Czesław Aleksander Wierusz-Kowalski (ur. 1887 w Piotrkowie Kujawskim, zm. 1933 w Warszawie), syn Aleksandra i Heleny z Wesołowskich (?), inżynier technolog, radca Wydziału Przemysłu Wielkiego w Ministerstwie Przemysłu i Handlu, były członek Rady Administracyjnej Państwowego Zakładu Inżynierii, ożeniony z Władysławą ze Stępczyńskich.
Ignacy Ludomir Wierusz-Kowalski (1878-1937), też tam figurujący, nie jest trudny do zidentyfikowania dzięki swojemu życiu ziemianina, ale i przez to, że wcześniej znany był jego ojciec, Edmund Marcin Wierusz-Kowalski (1839-1913), powstaniec styczniowy (1863), zesłaniec syberyjski i pamiętnikarz (Wspomnienia moje z roku 1863), ożeniony z Leokadią z Kozłowskich, właściciel dóbr Ojsławice (pow. włoszczowski).
Alfred – malarz, będąc człowiekiem sukcesu w świecie sztuki i mającym niezaprzeczalny autorytet, pod swoją artystyczną opiekę wziął w Monachium młodego Karola Wierusz-Kowalskiego (1869-1953), syna Władysława, właściciela majątku ziemskiego Posada (gm. Kazimierz Biskupi, pow. koniński, woj. wielkopolskie) i Aleksandry z Chudzyńskich. Ta część rodziny Wierusz-Kowalskich pozostała w Wielkopolsce i utrzymywała szerokie kontakty rodzinno-towarzyskie, może najbardziej z hr. Kwileckimi z Gosławic i Malińca.
Kluczową postacią była tu, lubiana nie tylko przez Karola, Honoryna z Russanowskich (1833-1898) zamężna za 1° Augustem Fryderykiem Bielińskim, 2° za Władysławem hr. Kwileckim (1831-1870). Ona to była obdarowana przez męża pięknym naszyjnikiem z pereł, który ukradziony przez służącego, został odzyskany dzięki śledztwu, jakie przeprowadził sędzia pokoju, właśnie Karol Wierusz-Kowalski.
Naszyjnik ten zresztą, służył do podkreślenia urody kolejnym paniom Kwileckim. Jedna z nich to Maria „Marula” z hr. Zamoyskich Mieczysławowa hr. Kwilecka (1898-1943), więziona w Ravensbrück, uwolniona dzięki interwencji włoskiego domu królewskiego, zmarła po tym, jak ratowała wiejskie dziecko w pożarze w czasie okupacji w Bąkowej Górze (pow. piotrkowski, woj. łódzkie), gdzie przebywała z dziećmi, ugoszczona przez Pawła i Albę hr. Potockich z Chrząstowa. Naszyjnik, wcześniej odnaleziony przez Karola Wierusz-Kowalskiego, ostatecznie zaginął (kradzież) po powstaniu warszawskim.
Ojciec tegoż Karola, przyszłego, kolejnego już w rodzinie malarza, Władysław Wierusz-Kowalski, będąc zaangażowanym w powstanie styczniowe 1863 roku, musiał udać się na emigrację. W podobnej sytuacji była rodzina Chudzyńskich, tak więc Karol, mając rodziców z dwóch rodzin emigranckich, wychowywany był w kulcie powstaniowego zrywu Polaków. Jego rodzice pobrali się już w kraju, po powrocie (w ramach częściowej amnestii) i wiedli życie ziemiańskie, gospodarując w Posadzie (Był to dwór jaśniejący wszystkimi cnotami szlacheckiej siedziby, pełen wdzięku i niewyczerpanej polskiej gościnności), ale też pracując na rzecz społeczeństwa. Gdy Władysław został prezesem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, zamieszkał z rodziną w Warszawie, a Posadę wydzierżawił.
Syn Władysława i Aleksandry Wierusz-Kowalskich, Karol uczył się w Warszawie, potem w Krakowie, już w latach gimnazjalnych był pod okiem takich artystów, jak Ksawery Pillati, Józef Ryszkiewicz, Juliusz i Wojciech Kossakowie. Po maturze jeszcze bardziej poszedł w kierunku malarstwa, trafiając w rezultacie do Monachium, gdzie istniała duża kolonia polskich, najwybitniejszych mistrzów i ich uczniów. Przy czym, tradycje malarskie Karola były zarówno po mieczu, jak i po kądzieli.
Dziad Karola, Karol Jan i ojciec Alfreda – Teofil z Suwałk byli rodzonymi braćmi, zaś ze strony rodziny matki artystyczną palmę pierwszeństwa dzierżył January Suchodolski (1797-1875), znakomity malarz, powstaniec listopadowy, właściciel dóbr ziemskich Bojmie (gm. Kotuń, pow. siedlecki, woj. mazowieckie).
O ile słynny stryj Alfred oddał się całkowicie sztuce, o tyle – jak uważa Eliza Ptaszyńska, Karol łączył życie artystyczne z ziemiańskim, ze szkodą jednak dla tego pierwszego, gdyż umiejętności i pozycji stryja Alfreda nigdy nie osiągnął, często natomiast korzystał z jego porad, potem wzorów, podejmując podobne tematy. Pracownię malarską zorganizował w Posadzie, malował, działał społecznie, ale głównie zajmował się majątkiem ziemskim.
Co koniecznie trzeba zauważyć, od 1896 roku ziemianinem był też jego stryj, który – zresztą za pośrednictwem Karola, od Wacława Józefa Sikorskiego kupił dobra ziemskie Mikorzyn (gm. Sławoszek, pow. koniński), ale czuł się przede wszystkim malarzem, w tej dziedzinie osiągał sukcesy i z niej żył.
Mikorzyn, który urósł do rangi ukochanego gniazda rodzinnego, początkowo był pod zarządem brata artysty, Konrada Wierusz-Kowalskiego, by ostatecznie jako własność trafić do rąk najstarszej córki malarza, Janiny Tadeuszowej Świniarskiej (1879-1963).
Arystokratyczne zbliżenia
Kwileccy to nie jedyna rodzina arystokratyczna, pojawiająca się na kartach historii Wierusz-Kowalskich. Szukając kolejnych postaci, pozostajemy w Wielkopolsce.
Prof. Andrzej Kwilecki pisał, że dnia 24 sierpnia 1927 roku, w Niechanowie odbył się ślub Marii z Żółtowskich z Konstantym M. ks. Radziwiłłem z Zegrza-Jadwisina i na uroczystości tej „pośród wielkiego kwiatu ziemiaństwa i arystokracji wielkopolskiej” byli Wierusz-Kowalscy.
W innym akapicie, Stanisław Jan Rostworowski pisze – zapewne o tych samych osobach, czyli o Leonii z Rostworowskich (1870-1946) Wierusz-Kowalskiej z mężem, że miał miejsce następny ślub, jego rodziców, czyli Stanisława Janusza Rostworowskiego z Zofią „Zulą” z Mycielskich z Gębic.
Wymieniony mąż Leonii to Józef Wierusz-Kowalski (1866-1927), uczeń szkół średnich w Równem i w Warszawie, profesor fizyki na uniwersytecie katolickim we Fryburgu (przez rok rektor tej uczelni), obywatel szwajcarski (chociaż mocno zakorzeniony w polskości), dyplomata II RP. Był synem Tadeusza Wierusz-Kowalskiego (1841-1904), agronoma, popularyzatora oświaty rolniczej, profesora Instytutu Politechnicznego i Rolniczo-Leśnego w Puławach, i Julii z Wasilewskich, właścicieli majątku Olbięcin (ob. gm. Trzydnik Duży, pow. kraśnicki, woj. lubelskie). Dziad Józefa, Mateusz Wierusz-Kowalski (1807-1866) cieszył się pozycją znanego lekarza w Warszawie.
Ciekawostką i znaczącym faktem biograficznym dla światowej nauki jest to, iż podczas spotkania w Paryżu w 1894 roku w domu Wierusz-Kowalskich, Maria Skłodowska, za sprawą pierwszej żony Józefa, poznała swego przyszłego męża, Piotra Curie.
To, że Józefostwo Wierusz-Kowalscy obracali się w kręgu ziemiaństwa wielkopolskiego zaowocowało też związkami krwi, bowiem ich syn, Michał (1903-1992), wiceminister rolnictwa i reform rolnych w okresie międzywojennym, oficer rezerwy WP i RAF, konsul z ramienia Anglii dla Polaków w Kenii, ożenił się (1930) z Krystyną z Żółtowskich z Czacza, córką hr. Jana (1871-1946), działacza gospodarczego i politycznego, uczestnika obrad Komitetu Narodowego Polskiego oraz konferencji pokojowej w Paryżu (1919), i Ludwiki z hr. Ostrowskich z Ujazdu oraz Rawityna.
Józef Wierusz-Kowalski ożeniony był: 1° z Celiną Elżbietą z Gosiewskich (1871-1896), 2° Leonią z Rostworowskich (1870-1946), córką Romana i Marii z Glogerów. Z drugiego małżeństwa miał pięcioro dzieci (w tym Jana, zakonnika benedyktyna i księdza, potem świeckiego publicystę katolickiego), po których jest liczna rodzina, głównie za granicą.
Do Wierusz-Kowalskich należy też Jan Józef (syn Wojciecha i Franciszki z Wiercińskich), ożeniony z Marcjanną z Odolskich, powstaniec styczniowy, zarządca dóbr Jartypory (pow. węgrowski), analizując daty - przypuszczam, że u Józefy z hr. Butlerów Feliksowej Kuczyńskiej z Korczewa. Z jego potomstwa genealogia wymienia: Wiktora Zygmunta (1879-1932), zarządcę majątku Rudniki, ożenionego z Teklą z Gołębiowskich, Mariana Karola, Cypriana Zdzisława i Elżbietę Jadwigę, żonę Maksymiliana Prokopowicza.
Te często tu wymieniane patriotyczne tradycje znalazły w tej rodzinie odzwierciedlenie także w okresie II wojny światowej, a losy kolejnych pokoleń Wierusz-Kowalskich były właściwie tragiczne.
Otóż, Marian Karol Wierusz-Kowalski (1881-1941), inżynier leśnik, pełnił funkcję nadleśniczego w majątkach leśnych Marii Ludwiki z hr. Krasińskich ks. Czartoryskiej: w mazowieckim Krasnem (pow. przasnyski) i w Gułowie (pow. łukowski), woj. lubelskie.
Maria Ludwika była córką Ludwika hr. Krasińskiego (1883-1895), najzamożniejszego i wybitnego przedstawiciela tej mazowieckiej rodziny, ziemianina, hodowcy koni, przemysłowca, filantropa, mecenasa sztuki, i jego drugiej żony, Magdaleny z Zawiszów-Kieżgajłłów. Będąc jedynaczką, po rodzicach, jak i innych spokrewnionych rodzinach (Zawiszowie i Radziwiłłowie), odziedziczyła liczne dobra na Mazowszu, Lubelszczyźnie oraz na terenach dzisiejszej Białorusi. Będąc żoną Adama Ludwika ks. Czartoryskiego (1872-1937), ordynata sieniawskiego i gołuchowskiego, własnym majątkiem, ale także umiejętnym, praktycznym zarządzaniem, zapewniła byt dwóm, niezmiernie ważnym dla kultury polskiej kolekcjom: Muzeum Czartoryskich w Krakowie oraz w Gołuchowie.
Początkowo Maria Ludwika mieszkała w Krasnem (pow. przasnyski), zaś od 1913 roku w Gołuchowie.
Prowadzenie rozległych majątków, położonych w różnych częściach kraju, ale także w Warszawie oraz za granicą (nieruchomości), wymagało profesjonalnego zarządzania. Do tej kierowniczej kadry zaliczał się m.in. Marian Karol Wierusz-Kowalski. Był żołnierzem II Brygady Legionów Polskich podczas I wojny św., uczestnikiem wojny z bolszewikami w latach 1919-1920, za co otrzymał 15 ha ziemi w ramach osadnictwa wojskowego. Ożeniony z Franciszką z Kamockich (1884-1948), miał pięcioro dzieci: Jana, Krystynę, Janinę, Jerzego i Tomasza. Od chwili, gdy został administratorem dóbr leśnych Marii Ludwiki ks. Czartoryskiej, czyli w drugiej połowie lat 20. XX w., Wierusz-Kowalscy mieszkali w Gułowie.
Jak podkreśla Maria Groda-Kowalska, jego wnuczka, właścicielka majątku zadbała, aby syn Mariana Karola, Jan Michał Groda-Kowalski (1917-2005) kształcił się także w kierunku leśnym. Najpierw zrobił maturę w prestiżowym Liceum Ogólnokształcącym zakonu salezjanów w Sokołowie Podlaskim i rozpoczął studia leśne w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie. Wybuchła jednak wojna i Jan wszedł do konspiracji.
Okres wojny i okupacji, pod względem uczuciowym, zbliżył do siebie dwoje młodych ludzi, reprezentujących pokolenie Kolumbów, walczące o odzyskanie wolności: Jana Wierusz-Kowalskiego, syna administratora Gułowa i córkę właścicielki majątku, Teresę Marię ks. Czartoryską, urodzoną w rodzinnym, ukochanym przez siebie, Gołuchowie.
W powstaniu warszawskim, dnia 8 sierpnia zginął szwoleżer 1 pułku J. Piłsudskiego na Mokotowie, młodziutki Ludwik ks. Czartoryski (1927-1944), brat Teresy. Ona zaś była też w powstaniu, jako sanitariuszka (zgrupowanie AK „Harnaś”) opatrywała rannych w szpitalu polowym przy ul. Konopczyńskiego.
Z kolei, badacze lokalnej historii Gułowa i okolic ustalili, że Jan Michał „Groda” Wierusz-Kowalski (…) od pierwszych dni okupacji niemieckiej był zaangażowany w ruch oporu. Gdy w październiku 1939 r. w Adamowie [miejscowość gminna dla Gułowa] powstawała grupa konspiracyjna, skupiająca się wokół lek. med. por. Kazimierza Śniegockiego ps. „Prezes” - znalazł się w gronie jej członków. Po aresztowaniu w dniu 14 września 1940 r. przez radzyńskie gestapo ojca i najmłodszego brata – Tomasza, razem z bratem Jerzym dołączyli do oddziału partyzanckiego AK. Ppor. Jan Kowalski ps. „Groda” był dowódcą oddziału wspierającego polskie oddziały samoobrony w walce z Ukraińcami w rejonie Hrubieszowa, Sokala, Uchnowa i Szpikołos. W szeregach AK pozostał do końca wojny.
W zaistniałej sytuacji, ojciec młodzieży z Gułowa, Marian K. Wierusz-Kowalski – czytamy – W 1940 r. sam zgłosił się na posterunek policji niemieckiej na wieść o aresztowaniu najmłodszego syna Tomasza (ur. 1925 r.) – ujętego za ukrywających się braci Jerzego i Jana. Osadzony w areszcie Sądu Grodzkiego w Adamowie (pow. Łuków) i poddany brutalnemu śledztwu. Następnie umieszczony w więzieniach w Radzyniu i na Zamku Lubelskim. Deportowany do KL Auschwitz 14.10.1940 r. wraz z synem Tomaszem (…). Podczas karnego apelu zarządzonego przez władze obozowe w odwecie za ucieczkę więźnia nabawił się odmrożenia stóp, co stało się przyczyną jego śmierci. Zmarł w szpitalu więźniarskim prawdopodobnie w pierwszej połowie stycznia 1941 r. (…). Syn Tomasz został zwolniony z obozu jesienią 1941 r. w wyniku starań rodziny i włączył się później w działalność konspiracyjną w AK.
Nawiasem, w obozie koncentracyjnym Auschwitz zginęli też dwaj inni przedstawiciele tej rodziny: Jerzy Wierusz-Kowalski (1892-1942) z Mikorzyna, syn malarza Alfreda, oraz jego i Janiny z Danglów syn, Jerzy Wierusz-Kowalski jr. (1920-1945), członek ZWZ-AK.
Wracając do Gułowa.
Jan Michał Wierusz-Kowalski ps. „Groda”, dowódca oddziału AK, wspierającego polską samoobronę w walce z Ukraińcami w rejonie Hrubieszowa, Sokala, Uchnowa i Szpikołos, wojnę przeżył.
Jeszcze w roku zakończenia wojny, pod koniec grudnia 1945, pojął za żonę ww. Teresę z ks. Czartoryskich (1923-1967), córkę nieżyjącego już Adama Ludwika i Marii Ludwiki z hr. Krasińskich. W ten sposób węzłem małżeńskim połączyły się rodziny: Czartoryskich – właścicieli Gułowa (jak i tych wielu innych dóbr ziemskich) i jego administratora. Nie mieli oni łatwego życia rodzinnego, ale przejścia wojenne, z nich wynikające choroby i trudności w odnalezieniu się w nowej rzeczywistości, w ogromnym, jeśli nie całkowitym stopniu tłumaczą złożoność dziejów tej rodziny.
W nazwisku potomków Teresy z ks. Czartoryskich i Jana Michała Wierusz-Kowalskich, człon „Wierusz” został zastąpiony (formalnie od 1957 roku) pseudonimem wojennym „Groda”. Pamiątka i pamięć – o tym, że niezależnie od różnic społeczno-ekonomicznych, mentalności, charakterystycznych dla ziemiaństwa-szlachty, a więc chyba również dla wszystkich generacji Wierusz-Kowalskich, pozostała wartość nienaruszalna, nazwana zwyczajnie i patetycznie zarazem – patriotyzmem.
Jest coś jeszcze, co poza patriotyzmem, łączy wszystkich Wierusz-Kowalskich, a co w malarstwie najsłynniejszego z nich, Alfreda (i innych twórców z tej rodziny), chłonąć można niemal wszystkimi zmysłami. To pokrewieństwo tej sztuki z rasowemi cechami charakteru narodu, jego ziemi czy obyczaju. Historyk sztuki zauważa to w kontekście całej grupy malarzy: Juliusza Kossaka, Józefa Brandta, Wacława Pawliszaka i właśnie Wierusz-Kowalskiego, że są oni jak marzyciele złotego snu przeszłości szlacheckiej, rozmiłowani w koniach, stepach, zbrojach, są wyrazicielami specyficznego rytmu polskiej krwi.
Piotr Szymon Łoś, listopad-grudzień 2021.
W Muzeum Okręgowym w Suwałkach, gdzie znajduje się ośrodek badań nad twórczością Alfreda Wierusz-Kowalskiego i innych artystów z tej rodziny: Czesław – syn Alfreda, Joanna Turowska - wnuczka, współczesna abstrakcjonistka, Janina Wierusz-Kowalska, ze względów oczywistych myśli się głównie o sztuce. Z tego też powodu, radiowa opowieść skupia się na dziejach tej części rozgałęzionego rodu Wierusz-Kowalskich, którego członkowie niemal od pokoleń uczą, jak zachwycać się pięknem, przenoszonym pędzlem na papier, drewno czy – najczęściej – na płótno.
O historii i artystycznych tradycjach Wierusz-Kowalskich w audycji mówiła Eliza Ptaszyńska, historyk sztuki, badaczka twórczości i życia Alfreda Wierusz-Kowalskiego, kustosz Muzeum Okręgowego w Suwałkach.
***
Lit. (wybór)
- A. Boniecki, Herbarz polski, cz. 1, Wiadomości historyczno-genealogiczne o rodach szlacheckich, t. 12, Warszawa-Kraków 1908, s. 16-26;
- Woreyd Almanach 1928, Warszawa 1928, reprint, b. d., s. 226-227;
- Akt zgonu Czesława Władysława Wierusz-Kowalskiego, Warszawa-Śródmieście, Księga UMZ-1933, akt nr 154; nekrolog prasowy;
- Dobra ziemskie Falatycze Ruskie z przyległościami…, Hipoteka Siedlce, sygn. 62/152/0/1.1.1/1822, s. 186-187, 190, Archiwum Państwowe w Siedlcach; - A. Dobroński, K. Filipow, „Dziesiątacy” z Białegostoku, Białystok 1992; - T. Epsztein, Z piórem i paletą. Zainteresowania intelektualne i artystyczne ziemiaństwa polskiego na Ukrainie w II połowie XIX w., Warszawa 2005, s. 294, 295; - L. Frączek, Edmund Wierusz-Kowalski, Wspomnienia moje z roku 1863 oraz wybór źródeł do dziejów powstania styczniowego na terenie powiatu włoszczowskiego w zasobach Archiwum Państwowego w Kielcach, oprac. A. Malicki, Włoszczowa 2018, ss. 290, „Świętokrzyskie Studia Archiwalno-Historyczne”, Kielce 2019, s. 274; - Fundacja im. Alfreda Wierusz-Kowalskiego (aut. Rafał Wierusz-Kowalski): https://fundacjaawk.pl/alfred-wierusz-kowalski/ - dostęp 29.11.2021; - K. Jasiewicz, Lista strat ziemiaństwa polskiego 1939-1956, Warszawa 1995, s. 508; - J. Kirszak, Współtwórca Niepodległości. Kazimierz Sosnkowski do 1918 roku, „Biuletyn IPN”, nr 11-12, Warszawa 2008, s. 116 - L. Klecki, Józef Wierusz-Kowalski. Wspomnienie pośmiertne, Kraków 1928, s. 3; - M. W. Kmoch, Maria Ludwika Joanna Józefa z Krasińskich Czartoryska (1883-1958) i jej działalność w regionie, „Krasnosielcki Zeszyt Historyczny”, 10 (2019), 38-41, Przasnysz 2019, s. 102-13; - K. Kossarzecki, Źródła do dziejów Sobieskich z Archiwum w Mińsku i zbiorów francuskich [w:] „ad Villam Novam. Materiały do dziejów rezydencji”, tom VII, Warszawa 2012, s. 140-152; - Jan Michał Groda-Kowalski (biogram) [w:] „Gułów i okolice” (profil Facebook): https://www.facebook.com/Gulowiokolice/posts/385654771997733/ - dostęp 20.12.2021; - M. Groda-Kowalska, E. Rodacka, Mezaliansowa Myszka. Opowieść Marii Grody-Kowalskiej, córki księżniczki Teresy Czartoryskiej, Poznań 2021, s. 36; - E. Wierusz-Kowalski, Wspomnienia moje z roku 1863 oraz wybór źródeł do dziejów powstania styczniowego na terenie powiatu włoszczowskiego w zasobach Archiwum Państwowego w Kielcach (oprac. A. Malicki), Włoszczowa 2018; - J. Wierusz-Kowalski, ks., Liturgika, Warszawa 1956; - K. Wierusz-Kowalski, Wspomnienia (oprac. K. Strzembosz), b.d., s. 4-5, 133, 136,362; - D. Kruczkowski, Książka i rodowe perły hrabiny Honoryny [w:] „Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Urbanowskiej w Koninie” (profil Facebook): https://www.facebook.com/409581435827488/posts/3652712714847661/ - dostęp 29.12.2021; - M. Kwilecka, Nigdy nie traćmy nadziei… (Wspomnienia Stefana Kwileckiego), Warszawa 2006, s. 65-74 - A. Kwilecki, Ziemiaństwo wielkopolskie. W kręgu arystokracji, Poznań 2004, s. 559; - E. Micke-Broniarek, Alfred Wierusz-Kowalski [w:] https://culture.pl/pl/tworca/alfred-wierusz-kowalski - dostęp 29.11.2021; - B. Piętka, Pracownicy Służby Leśnej [w:] Księga Pamięci Leśników deportowanych do KL Auschwitz w latach 1940-1944, Oświęcim 2020, s. 85 i 286; - L. Podhorodecki, Jan III Sobieski, Warszawa 2010, s. 227-228; - E. Ptaszyńska, Alfred Wierusz-Kowalski 1849-1915, Warszawa 2011, s. 21-22; - E. Ptaszyńska, Trzy pokolenia Wieruszów-Kowalskich. Style, epoki, kraje, „Muzealnictwo”, nr 48, Warszawa 2007, s. 98 i 102; - S. J. Rostworowski, Monografia rodziny Rostworowskich, lata 1386-2012, tom 1, Warszawa 2013, s. 450-451; - E. Sęczys, Szlachta guberni augustowskiej, lubelskiej i radomskiej wylegitymowana w Królestwie Polskim w latach 1836–1861, Warszawa 2018, s. 214; - Sienkiewicz. Listy; tom II, część trzecia (oprac. M. Bokszczanin), Warszawa 1996, s. 371, 373; - Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (red. B. Clebowski, F. Sulimierski), tom XIII, Warszawa 1893, s. 389; - M. Sterling, Jacek Malczewski. Jego stanowisko w polskiej sztuce, „Sztuka i Artysta”, nr 1, Warszawa 1924; - R. Sys, W. Stankiewicz (red.), Osadnicy wojskowi; 2.12.2012: https://kresy.genealodzy.pl/zbior/pdf/osadnicy_wojskowi.pdf - dostęp 29.11.2021; - S. Szenic, Cmentarz Powązkowski 1891-1918. Zmarli i ich rodziny, Warszawa 1983, s. 181-182; - J. Sztachelska, Miejsce urodzenia. Realność, wyobraźnia, mit [w:] Wokół malarstwa monachijskiego. Wiek XIX Monachium, Wiedeń, Paryż. Studia i szkice (red. E. Ptaszyńska), Suwałki 2020, s. 114-115; - G. Welik, Ziemiaństwo guberni siedleckiej 1867-1912, Siedlce 2009, s. 35-36, 202; - J. Wojciechowski, Pałac Kowalskich w Posadzie, http://www.posada.naszawioska.pl/db/text_att/912611874d.pdf - dostęp 29.11.2021; - B. B. Woźniak, Historia zbiorów gołuchowskich; mps, zbiory Instytutu Historii Sztuki UW (udostępnione przez Autorkę), Warszawa 2018, s. 3, 19, 26, 53; - D. Zaroszyc, Wykaz właścicieli ziemskich dawnego województwa łódzkiego, Warszawa 1991, s. 13; - M. Żółtowski, To wszystko działo się naprawdę. Wojsko/wojna/”Uprawa - Tarcza”, Warszawa 2002, s. 97; [gallery ids="430790,430791,430792,430793,430794,430795,430796,430797,430798,430799,430800,430801,430802,430803,430804,430805,430806,430807,430809,430811,430812,430813,430814,430815,430819,430820,430821,430822,430823,430824,430825,430826,430827,430828,430829,430830,430831,430832,430833,430834,430835,430836,430837,430849,430850,430852,430853,430854"]Kategorie:
OGÓLNY OPIS PODCASTU
Rody i Rodziny Mazowsza
Mamy w Polsce i na Mazowszu całą mozaikę rodzin. Są rody wielkie, możne i zasłużone, które przez wieki miały znaczenie polityczne, wsławiały się mecenatem kulturalnym i szeroką działalnością filantropijną. O wszystkich tych rodach staramy się mówić w tej audycji, najczęściej z udziałem ich członków lub z pomocą historyków.
We Lwowie zostały zakończone konserwacja i digitalizacja albumu „Wspomnienia z poturzyckich polowań”. Polskim muzealnikom, bibliofilom, jak i samej rodzinie Dzieduszyckich wydawało się, że ten bezcenny przykład dziedzictwa w wyniku zawieruch wojennych XX wieku, zaginął. Tymczasem, okazało się, że został on przechowany i znajduje się obecnie we Lwowskiej Narodowej Naukowej Bibliotece Ukrainy im. Wasyla Stefanyka.
Album powstał w latach 1870-1896, a więc w okresie, gdy dobrami poturzyckimi władał jeszcze Włodzimierz Dzieduszycki (1825-1899) „Wielki”, polityk galicyjski, bibliofil, ale przede wszystkim twórca Muzeum Przyrodniczego we Lwowie, a na „arenie” rodzinnej pojawił się też jego zięć Tadeusz Dzieduszycki (1841-1918), któremu oddano rękę córki Włodzimierza, Anny.
Mimo tytułu, nie jest to tom z wpisami tylko myśliwskimi (o stosunku Włodzimierza i tej rodziny do łowiectwa więcej w audycji), ale bardzo charakterystyczna – z jednej strony a z drugiej – nietypowa Księga Gości.
Obecnie (październik 2026) trwa merytoryczne opracowanie „Wspomnień z poturzyckich polowań), które wraz z oryginałem w formie elektronicznej, znajdzie swoje miejsce w przestrzeni internetowej, będzie zatem dostępne wszystkim czytelnikom.
Konserwacja (pp. Lesia Dziendzieluk, Lwowska Narodowa Naukowa Biblioteka Ukrainy im. Wasyla Stefanyka we Lwowie jako wykonawczyni wraz z Zespołem oraz Urszula Wencka z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu jako ekspert), digitalizacja i opracowanie dzieła, zostały sfinansowane ze środków polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, dysponowanych na poszczególne projekty (w ramach konkursów, które w swojej dziedzinie Związek Rodowy Dzieduszyckich herbu Sas wygrywa nie po raz pierwszy) przez Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą POLONIKA.
O historii i współautorach „Wspomnień z poturzyckich polowań”, projekcie konserwacji i udostępnienia tego dzieła (projektu wspólnego wraz ze Lwowską Narodową Naukową Biblioteką Ukrainy we Lwowie), jak i o innych działaniach we współpracy z Instytutem Polonika, w programie mówią Melania i Mateusz Dzieduszyccy ze Związku Rodowego Dzieduszyckich herbu Sas.
04.10.2026
53 min 02 s
"W Łańcucie, bodaj już od 40 lat, pracuje pani Aldona Cholewianka-Kruszyńska, która jest wielką znawczynią tego zamku. I jak ja jej przesyłam zdjęcie jakiegoś obrazu, który gdzieś odnalazłem, to ona od razu mi mówi, na którym gwoździu on wisiał przed ewakuacją w 1944 roku" [Maciej Radziwiłł]
O nowych i nieco dawniejszych odkryciach poloników, głównie obrazów, ale też innych zabytkowych przedmiotów, związanych z rodziną Radziwiłłów i jej krewnymi, w audycji mówił Maciej Radziwiłł, fundator i założyciel Fundacji Trzy Trąby (syn Alberta i Anny z Czartoryskich).
20.09.2026
49 min 32 s
Tadeusz Wincenty Skąpski (1902–1963), syn Jana i Zofii z Odrowąż-Pieniążków, jako były ziemianin po II wojnie światowej i tzw. reformie rolnej, musiał szukać miejsca dla siebie, aby zarabiać na życie i utrzymanie rodziny. Pochodzenie społeczne zamykało mu wiele dróg, ale dzięki swojemu wykształceniu i pomysłowości, przez dekadę (1951-161) administrował majątkiem ziemskim (doświadczalnym) Zakładu Naukowego Instytutu Upraw, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach. Zakład mieścił się w Regułach (gm. Michałowice, pow. pruszkowski), w przedwojennej własności rodziny Trylskich.
To Tadeusz Skąpski jako pierwszy, próbował na większą skalę rozpropagować w Polsce kukurydzę „pękającą”, prażoną, którą później poznaliśmy… szczególnie w kinach. Jego jeden z synów, najmłodszy, Rafał Skąpski (1951) towarzyszył ojcu podczas obróbki kukurydzy, dlatego dobrze pamięta ten okres.
Jest to jeden z niewielu przykładów, aby ziemianie lub ich potomkowie, w okresie władzy ludowej, choćby krótko, żyli i pracowali tak, jak przed wojną. Zawsze jednak byli bacznie obserwowani przez służby bezpieczeństwa i z czasem byli usuwani z dworów, PGR-ów czy z rolniczych zakładów naukowo-doświadczalnych, nawet wówczas, gdy wyniki naukowe i finansowe, majątki te miały dobre. Historię ojca przypomina nasz gość, kończąc jednocześnie refleksje na temat pamięci o jego rodzinie, widocznej coraz częściej we wsiach, w których rodzina Skąpskich żyła i pracowała.
Wydawca, były wiceminister kultury, rodzinny archiwista i historyk – Rafał Skąpski jest gościem programu.
13.09.2026
52 min
Książka niesie istotne uniwersalne przesłania, ukazując historię Polski od konfederacji barskiej niemal po dzień dzisiejszy, poprzez losy jednej, dużej rodziny. Jest tu udział w wielkich zrywach narodowych, jest odradzanie się po klęskach, są wielkie tragedie i wielkie gorące uczucia, ofiarność i pracowitość. A to Polska właśnie! – chciałoby się rzec za Wyspiańskim. Polska spójna, ale i podzielona równocześnie, Polska indywidualnych wyobrażeń, które, mimo różnic jedność jednak stanowią. Ta opowieść to żywi ludzie i prawdziwe wydarzenia – tak pisze Wydawca książki Antoni i jego dzieci. Szkic do portretu rodziny, Warszawa 2025 (wyd. Fundacja Historia i Kultura), autorstwa Rafała Skąpskiego, prawnika, wydawcy, byłego wiceministra kultury. To już czwarta książka w całości lub w części pamiętnikarska, traktująca o dziejach rozległej rodziny Skąpskich.
Autor z tej okazji otrzymał Nagrodę Sądecczyzna im. Szczęsnego Morawskiego (XIX edycja), przyznawaną właśnie przez Fundację Historia i Kultura.
Tak potężny zbiór publikacji rodzinnych, nad którym prace trwały kilka, a może kilkanaście lat, jest przyczynkiem, aby porozmawiać nie tylko o głównym bohaterze, Antonim Skąpskim (1813-1915), ale o rodzinie w ogóle: czy na przykład w czasach Polski międzywojennej wszyscy w rodzinie znali się i robili familijne zjazdy? Czym jest pamięć rodzinna osobista, bardzo prywatna, a czym publiczna, gdy społeczność lokalna chce uhonorować swego dawnego dziedzica, dobroczyńcę, patriotę?
O tym wszystkim w programie mówi Rafał Skąpski, autor książki, poświęconej swemu pradziadowi i jego potomkom.
30.08.2026
38 min 28 s
Sobiescy i Stuartowie. Blask i widmo korony to wystawa w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, poświęcona kilkunastoletnim zaledwie, ale ważnym i niezmiernie ciekawym związkom między królewskimi rodzinami władców Polski (Sobiescy) oraz Anglii, Szkocji i Irlandii (Stuartowie). Ekspozycja przypomina aspekty polityczne, ale przez sztukę, głównie portrety oraz rzemiosło artystyczne. Było to możliwe, gdyż oba rody, choć należące do pretendentów do koron swoich krajów, utrzymywali dwory, tak jakby nadal byli monarchami. Świadomie, gdyż ich roszczenia, oczekiwania i walka, miały nie zmniejszać, a przeciwnie – utrzymywać ich najwyższy status społeczny. Wobec tego, na swoich dworach zatrudniali artystów wysokiej miary, którzy portrety i inne formy sztuki, wykorzystywali nie tylko dla tworzenia piękna, ale nade wszystko, starali się tą drogą podkreślać właśnie ową iluzoryczną, ale zgodną z wolą rodów, ich społeczną pozycję.
Dobór eksponatów, opisy i aranżacja, ukazują również, iż jest to historia konkretnych ludzi, którzy z powodu biegu historii i braku możliwości jego zmiany, przeżywali swoje indywidualne tragedie, choć na początku małżeństwa Jakuba i Marii Klementyny, także chwile radości i nadziei.
Jak piszą autorzy ekspozycji, łączy [ona w sobie] wyjątkowe dzieła sztuki, pamiątki osobiste i dokumenty, także z kolekcji prywatnych, które nigdy dotąd nie były udostępniane szerokiej publiczności. Mamy więc m.in.: portret Marii Klementyny Sobieskiej, Jakuba III Stuarta – oba autorstwa Antonio Davida. Możemy zobaczyć portrety ich synów: Karola Edwarda Stuarta i Henryka Benedykta, a dalej: zegarek Marii Klementyny (choć historia i proweniencja tegoż jest dyskusyjna, o czym więcej w programie), modlitewnik królowej Marii Stuart, ryciny rzymskich pałaców, w których mieszkali małżonkowie z dworami.
Warto dodać, że wśród konsultantów merytorycznych wystawy i osób, które zechciały wypożyczyć niektóre eksponaty rodzinne, jest Piotr Piniński (ur. 1956), prezes Rady Fundacji Lanckorońskich, syn Stanisława Aleksandra (1925-2009), ekonomisty oraz finansisty (syna Mieczysława 1895-1945, właściciela dóbr Zielona z Pajówką i in. na przedwojennych Kresach II RP) i Jean Isabel z Grahamów ze szkockiej rodziny książąt Montrose. Wspomniany Piotr Piniński jest w 9 pokoleniu, bezpośrednim potomkiem Jakuba III Stuarta i Marii Klementyny z Sobieskich, którego przodkiem był ich pierwszy syn, Karol Edward Stuart (1720-1788), pretendent, jak i jego ojciec do korony angielskiej, szkockiej i irlandzkiej.
Był 1 września 1719 roku. Najpierw per procura, a potem faktycznie, na ślubnym kobiercu stanęli: Jakub Franciszek Stuart (1688-1766, dynastycznie noszący imię Jakuba III), pretendent do tronu Anglii i Szkocji, syn Jakuba II (1633-1701), ostatniego katolickiego i rządzącego absolutnie króla ww. krajów, który w wyniku tzw. chwalebnej rewolucji, opuścił kraj (zostając de facto wygnańcem), i Marii z Modeny, a obok Jakuba III – Maria Klementyna (1702-1735), córka Jakuba Ludwika Sobieskiego (1667-1737), królewicza, pretendenta do tronu Polski (wielokrotnie mającego nadzieję na koronę) i jego żony, Jadwigi Elżbiety z Wittelsbachów (1673-1722), z linii Pfalz-Neuburgów, księżniczki neuburskiej.
W ten sposób rozpoczęła się (w formie ekspozycji) opowieść o dziejach tego małżeństwa na tle dziejów Polski i Europy, o czym w programie mówi dr Marta Gołąbek, kuratorka – współautorka wystawy Sobiescy i Stuartowie. Blask i widmo korony, prezentowanej w salach wystawowych Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.
23.08.2026
41 min 03 s
Jeszcze przez większą część XIX wieku Sokołów Podlaski był miastem prywatnym. Gdy zmieniły się uwarunkowania prawne w okresie zaborów, miasto zostało państwowe/rządowe, natomiast poszczególne rody były właścicielami hipotecznymi niektórych nieruchomości w mieście, ale przede wszystkim majątków ziemskich. Od chwili, gdy pojawili się tam Hirchmannowie, klucz majątków wzbogacił się też o przemysł, w postaci m.in. wielkiej cukrowni „Elżbietów”.
Jak przebiegał historia rodów, które władały Sokołowem Podlaskim i jego okolicami w XIX i XX wieku, w 2 części programu, opowiada Piotr Rybak z Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta w Sokołowie Podlaskim.
09.08.2026
36 min 43 s
Gdy Mikołaj Sepieński (zm. ok. 1432), sekretarz wielkiego księcia litewskiego Witolda, sędzia ziemski poznański i poseł na Sobór w Konstancji 1415 roku, otrzymał dobra sokołowskie, Sokołów był już grodem niejako zagospodarowanym. Przyznane przez księcia Witolda prawa miejskie w 1424 roku, potwierdziły pozycję nowego miasta na Podlasiu. Od czasów Mikołaja Sepieńskiego aż po 1944 rok, Sokołów wraz z folwarkami Kupientyn, Przeździatka i in., był de facto miastem prywatnym. Jego właścicielami były rody możne i znane: Sepieńscy, Sokołowscy, Kiszkowie, Radziwiłłowie, Krasińscy, Ogińscy, a potem Kobylińscy, Hirchmannowie, Sobańscy i Malewiczowie.
O historycznych właścicielach podlaskiego Sokołowa (potem Sokołowa Podlaskiego) w części 1 programu mówi Piotr Rybak, historyk z Pracowni Dokumentacji Dziejów Miasta w Sokołowie Podlaskim.
02.08.2026
37 min 39 s
Historia polskich rodzin jest częścią nie tylko dziejów narodu i kraju, ale jej znaczenie można szczególnie zauważyć w społecznościach lokalnych. Pamięć o nich buduje bowiem tożsamość małych Ojczyzn. Czasami jest tak, że losami kolejnych pokoleń są zainteresowani członkowie tychże rodzin, ale równie często, pochłonięci bieżącym życiem, nie zajmują się oni tym w ogóle. Może więcej szczęścia więc mają te familie, których działalność zawodowa, artystyczna, społeczna czy wszelka – publiczna, wznosi się ponad przeciętność.
U naukowców, regionalistów czy miłośników – amatorów, można zauważyć też zainteresowanie konkretną, jedną osobą, której osobista historia splata się z tą „wielką” historią, co skutkuje tym, że możemy o nich przeczytać w encyklopediach, biogramach itd. Gdy sięga się jednak głębiej, okazuje się, że nie tylko rodzinny luminarz jest ważny, ale niemal w każdej generacji, można znaleźć coś, co zasługuje na uwagę.
Czy rodziną Wodiczków byłby ktoś zaciekawiony, gdyby nie jej główny reprezentant, Bohdan Wodiczko (1911-1985), światowej sławy dyrygent? Jego losy i zasługi na polu artystycznym, są częścią narodowej kultury. Przodkowie zaś, choć też należeli do uzdolnionych artystycznie, prawdopodobnie zginęliby w „pomroku dziejów”.
Pierwszy z tej rodziny, Wacław Wodiczko (1857-1942), będąc wykształconym muzycznie Czechem, został zaproszony do Zwierzyńca k. Zamościa przez rodzinę największych w Polsce właścicieli ziemskich – ordynatów Zamoyskich. Był dyrygentem i prowadzącym (w randze oficera) orkiestry wojskowe na Węgrzech i w Rosji i w tym fachu pracował u Zamoyskich.
Był dwukrotnie żonaty: 1° z Anną z Felklów, a po jej śmierci - 2° z Anną z Topczyńskich, którą jako 27-letni wdowiec poślubił już w Zamościu. Z pierwszego małżeństwa miał on syna Franciszka (1882-1950), którego potomstwo (sześcioro dzieci, z których dorosłości dożyło pięcioro) to bohaterowie tej sagi.
Franciszek należał do nietuzinkowych postaci: ukończył Gimnazjum Państwowe w Suwałkach (w latach 1890-1900) i klasę skrzypiec w warszawskim Instytucie Muzycznym. […] był […]: kolejarzem, działaczem społecznym, członkiem zarządu w Lidze Morskiej i Kolonialnej, sołtysem w Jabłonnie, opiekunem społecznym i organizatorem życia publicznego, strażakiem i członkiem zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej w Wołominie, kapelmistrzem i nauczycielem muzyki w warszawskich szkołach, komisarzem spisowym i wreszcie urzędnikiem oraz członkiem zarządu miejskiego w Wołominie (pracował w referacie gospodarki komunalnej i USC). Franciszek Wodiczko zmarł 17 grudnia 1950 r. w Wołominie, w wieku 68 lat [D. Michalik, „Rodzina Wodiczków”, źródło: fundacjaoda.pl].
To właśnie Franciszek, mający za sobą różnorodne doświadczenia zawodowe oraz społeczne, w 1935 roku zamieszkał wraz z rodziną w Wołominie. Kupił willę „Stasin”, stanowiącą przykład letniskowej zabudowy Wołominka. Obszar ten, należący do Gustawa Granzowa, był – przykładem Henryka Woyciechowskiego po drugiej stronie torów kolejowych – parcelowany, a na dużych działkach osiedlali się przedstawiciele zazwyczaj inteligencji, szukający pośród wołomińskich sosen spokojnego, z początku tylko porą letnią, rodzinnego życia.
Jednym z dzieci Franciszka i jego żony, Anny z Gosławskich, był ww. Bohdan Wodiczko, który naturalnie umiejętności artystyczne i miłość do muzyki, wyniósł z domu. Osiągając wybitną pozycję w świecie muzyki klasycznej jako dyrygent, nie zapominał o Wołominie, w którym mieszkali na stałe rodzice, a po śmierci ojca Franciszka, przez 21 lat była tu jeszcze matka. Życie zawodowe, związki małżeńskie oraz losy wojenne sprawiły, że wołomiński dom, choć będący w sercach, stał się rzeczywiście (zgodnie z pierwotnym planem) siedliskiem wakacyjnym. Niemniej, sąsiedzi zapamiętali doskonale tę kulturalną rodzinę (wraz z nienagannymi manierami Franciszka), która, gdy się zbierała w swej willi, lubiła grać na różnych instrumentach.
Te wspomnienia sąsiadów weszły też do jednych z pierwszych relacji historycznych, dotyczących Wodiczków w Wołominie, które po 2000. roku, zaczęła gromadzić nowa właścicielka tejże posesji. Zniszczony, potem opuszczony dom bowiem, Wodiczkowie zdecydowali się sprzedać. Nabywczyni, choć początkowo myślała o tym miejscu jako o siedzibie swej firmy, szybko zorientowała się, że kupiła dom z duszą, którego historia powinna zostać zapisana. Z konieczności technicznej zburzona willa, ustąpiła miejsca nowemu budynkowi, w którym znalazły się pomieszczenia na salon, poświęcony nie tylko Bohdanowi, ale całej rodzinie Wodiczków.
Czym jest Izba Muzealna Wodiczków, dlaczego powstała Fundacja „Oda”, ale przede wszystkim o ciekawych dziejach rodu Wodiczków, w programie opowiada założycielka i prowadząca Izbę, Danuta Michalik.
Więcej: http://fundacjaoda.pl
26.07.2026
52 min 34 s
IDEA OSI
Mało kto chyba pamięta, że przy cukrowni w Guzowie był dwuhektarowy park, stworzony przed wojną przez Sobańskich dla mieszkańców wsi. Dzięki temu zachowana została oś widokowa (Guzów – Szymanów), a ponadto, ratowało to park główny (przy pałacu) przed naturalną „ekspansją” ludzi, którzy oczywiście chcieli mieć stały dostęp do jakiegoś miejsca spacerowego.
Szkoda dziewiętnastowiecznych budynków cukrowni, które zostały rozebrane wraz z jej likwidacją przez British Sugar Overseas Polska Sp. z o.o., ale jednocześnie uwolnienie terenu poprzemysłowego otworzyło przestrzeń, która powinna być zagospodarowana w taki sposób, aby tę oś zachować.
CZASY OGIŃSKICH
W XVIII wieku Guzów był ośrodkiem starostwa niegrodowego, którego starostą (lata 80.) był Andrzej Ignacy Ogiński (1739-1787), syn Tadeusza i Izabelli z Radziwiłłów. W swoim życiu piastował wiele urzędów i godności, był kasztelanem trockim, sekretarzem Rady Nieustającej, sekretarzem wielkim litewskim etc., dyplomatą (posłem do Petersburga, Paryża i Berlina). Z małżeństwa z Paulą z Szembeków miał córkę Józefę Ignacową Ogińską oraz syna Michała Kleofasa (1765-1833), polityka (lista urzędów i godności równie długa), pisarza, ale znanego przede wszystkim jako kompozytora, autora słynnego poloneza a - moll „Pożegnanie Ojczyzny”. Do tej postaci Guzów przyznaje się szczególnie – muzyk ma tam swój pomnik.
Ojcu kompozytora, Andrzejowi Ignacemu przypisuje się wybudowanie murowanego późnobarokowego dworu. Mimo, iż po późniejszej przebudowie obiekt zyskał miano pałacu, założenie dworu do dziś jest dobrze widoczne.
CZASY ŁUBIEŃSKICH
Wspomniana Paula z Szembeków (1737-1798, 2° Jan Prosper Potocki, 3° Andrzej Ignacy Ogiński) po raz pierwszy była zamężna za Celestynem Łubieńskim (1729-1759). Ich syn, Feliks (1758-1848) Łubieński należał do grona najwybitniejszych postaci swej epoki. Najpierw jako poseł sieradzki brał czynny udział w pracach Sejmu Wielkiego, był zwolennikiem Konstytucji 3 Maja. Uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, potem wsławił się jako minister sprawiedliwości (1807-1813) Księstwa Warszawskiego. Od cesarza pruskiego Fryderyka Wilhelma II dawne starostwo guzowskie otrzymał na własność, a na stałe osiadł w Guzowie osiadł w 1823 r. Sprowadził do niego rzemiosło i wybudował cukrownię, uprzemysławiając dotychczas rolniczą osadę.
POTOMKOWIE „RÓŻY SYBIRU”
Najmłodszą córką Feliksa Łubieńskiego była Róża (1798-1880), słynna „Róża Sybiru”, z powodu swojej postawy postać niemal legendarna. Wyszła ona za mąż za Ludwika Andrzeja Sobańskiego h. Junosza (1791-1837), marszałka szlachty pow. bracławskiego, działacza Towarzystwa Patriotycznego.
Sobańscy pochodzą z Sobanic na Mazowszu (pow. płoński, Ziemia Wyszogrodzka), ale nie byli na nim zbyt długo. Krok po kroku budowali rodzinną pozycję na Kresach.
W wieku XVIII jako pierwszy z tej rodziny na Wołyniu pojawił się Wojciech Sobański (ur. 1692), syn Józefa z Sobanic i Elżbiety z Mokrzyckich. Przybył z Lubelszczyzny, gdzie był regentem grodzkim lubelskim i wojskim urzędowskim. Na Wołyniu szybko dorobił się na dzierżawach zastawnych (na dobrach Koniecpolskich i Wiśniowieckich).
Syn Wojciecha, Kajetan Sobański (1722-1798) nabył od Potockich Obodówkę wraz z przyległościami. Majątek został kupiony formalnie przez Kajetana, ale de facto był to już zakup jego syna Michała, który podzielił się sumiennie z braćmi, samemu zostając właśnie w Obodówce.
Należy więc uznać Michała Sobańskiego (1755-1832) za autora kolejnego etapu budowy zamożności rodu. Był on podstolim winnickim, konsyliarzem bracławskim konfederacji targowickiej, a następnie prezesem Komisji Sądowo-Edukacyjnej Guberni Wołyńskiej, Podolskiej i Kijowskiej. Ta ostatnia działalność przyniosła mu wielkie uznanie w społeczeństwie. Ekonomiczne sukcesy zaś osiągał m.in. jako współzałożyciel żeglugi czarnomorskiej w Odessie. Z małżeństwa z Wiktorią z Orłowskich miał kilkoro dzieci. Pierwszy jego syn to właśnie Ludwik, mąż ”Róży Sybiru”.
Ludwik zaangażował się w szeroką działalność patriotyczną we wszystkich trzech ww. guberniach, a potem na samym Podolu. Dwukrotnie aresztowany. Za pierwszym razem w latach 20. (żona, aby się z nim zobaczyć, przekupiła strażnika więziennego, udając wieśniaczkę, dostarczającą więźniom warzywa), a potem ponownie w 1830 roku. Trafił więc na zesłanie do Permu. Za nim podążyła Róża, wsławiając się pomocą zesłańcom (1830-1833). Po powrocie z wygnania, jak i wcześniej, wykonywała wiele prac charytatywnych, tworząc m.in. nieformalny Komitet Opieki. Nadal opiekowała się zesłańcami, wysyłając im paczki. Tę działalność paraliżowała policja carska, od 1849 roku obejmując Różę specjalnym nadzorem. Jej postawa zyskała naturalnie wielką sławę, zauważana w wielu pamiętnikach, a potem także w literaturze (M. Brandys).
Po Ludwiku podolską fortunę odziedziczył Feliks Sobański (1833-1913). „Przy wielkim uroku osobistym stryj Feliks był człowiekiem żelaznej woli, którą dręczył synów i synowe. Wszyscy musieli iść posłusznie za jego wskazówkami, które bezwzględnie narzucał, w przekonaniu, że ma zawsze rację – co zresztą nieraz się sprawdzało. Nazywano go „Vir Potentissimus”, a częściej „Patryarchą” – wspominała Maria z Grocholskich Hieronimowa Sobańska.
Ta twarda ręka przydała się, bo to Feliks właśnie zdecydował się na objęcie dóbr w Królestwie Polskim. Guzów przeżywał problemy, a że oczywiste były powiązania rodzinne Sobańskich z Łubieńskimi, przeto w drugiej połowie lat 50. XIX w., będąc ożenionym z Emilią z Łubieńskich, przejął matczyne gniazdo rodzinne wraz z cukrownią. W sytuacji, gdy podolskie dobra „przeminęły z wiatrem” bolszewickiej rewolucji, posiadanie własnego, całkiem pokaźnego majątku w centrum kraju, było zbawieniem.
Gwoli prawdy, trzeba dodać, że Feliks także był aktywny na polu politycznym, ale przede wszystkim społecznym i kulturalnym. Jeszcze na Kresach był marszałkiem szlachty bracławskiej. W 1862 roku uczestniczył w zebraniu sygnatariuszy adresu Polaków do cara Aleksandra II, w którym domagali się oni przyłączenia Wołynia i Podola do Królestwa Polskiego. Głosował przeciw temu adresowi, ale po jego skierowaniu do cara, tak jak wszyscy, został osadzony w Twierdzy Pietropawłowskiej. W Warszawie był członkiem i wiceprezesem Komitetu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, prezesem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Fundował stypendia dla artystów, jak też kościoły, ochronki, przytułki, szkoły.
Około 1880 roku Sobański Feliks przystąpił do przebudowy dworu Ogińskich. Na późnobarokowy dom nałożono tzw. kostium francuski, charakteryzujący się m.in. wysokim, łamanym dachem z wystawkami i lukarnami. Przekształcono również elewacje i dobudowano portyk z czterema parami kolumn. Tak powstały pałac jest dziś unikatowy. Podobny styl, czyli tzw. kostium francuski zastosowano w Kozienicach, ale obiekt ten w tej formie już nie istnieje. Z kolei pałac Radziwiłłów w Jadwisinie jest z okresu późniejszego, nie można go wprost z Guzowem porównywać.
Przy pałacu ściana w ścianę stoi kaplica rodzinna, do której wchodziło się wprost z domu przez specjalne przejście. Po tzw. reformie rolnej po II wojnie św. służyła ona jako kościół parafialny. Po wielu latach i bojach, została odzyskana, znów przynależy do rodziny. Sobańscy starali się o nią, ponieważ architektonicznie była zawsze częścią zespołu pałacowo-parkowego. Kaplica wróciła „na swoje miejsce”, a w jej zamian, współwłaściciele: Michał Sobański wraz z siostrą Izabelą, wystawili nowy i nowoczesny kościół dla wiernych z parafii Guzów.
Ten układ: oś, kaplica, kostium francuski, park, sprawiają, że założenie pałacowo-parkowe w Guzowie jest niepowtarzalne na Mazowszu.
Wracając do dziejów rodziny.
Syn Feliksa, Michał Sobański (1858-1934), urodził się w jednym z majątków podolskiego klucza – Wasylówka. Po śmierci ojca w 1913 roku objął schedę (dobrze sobie radząc jako gospodarz), ale przede wszystkim pozostała po nim pamięć filantropa. Fundował ochronki dla dzieci (np. na warszawskiej Woli i w Kijowie) finansował fundację „Schronienie dla Nieuleczalnych”. Roztaczał opiekę nad chorymi, osobiście ich pielęgnując. „Oboje głęboko wierzący i ściśle wedle prawideł wiary żyjący, wychowali pierwszorzędnie troje dzieci, na Bożą chwałę i chlubę rodziny” – pisała M. Sobańska we „Wspominkach nikłych” o małżonkach Michale i Ludwice z Wodzickich Sobańskich. Michał w podziękowaniu za pierworodnego syna i w intencji zdrowia żony po połogu, poszedł do Częstochowy z pielgrzymką.
To właśnie jego dopadły wichry rewolucji bolszewickiej. Utracił wszystko i przeniósł się na Mazowsze, do Guzowa.
Feliks Sobański (1890-1965), syn ww. Michała i Ludwiki z Wodzickich, ukończył historię filozofii w Belgii. Objął dobra guzowskie (majątek), zaś pałac z parkiem oraz cukrownię – jego brat Antoni (dziedzicząc po stryju Kazimierzu). W 1913 roku Feliks ożenił się z Zofią z Kwileckich (1890-1933), córką Hektora i Jadwigi z Załuskich. Ślub odbył się w Kwilczu i był wydarzeniem, ale nie finansowym, bo – jak wspominała Gabriela z Sobańskich Krasicka – oboje byli zamożni i nikt w nic „wżeniać się” nie musiał. Oprócz Guzowa, Feliksowie Sobańscy władali dobrami leśnymi Oporowo k. Kwilcza w Wielkopolsce (wiano Zofii). G. Krasicka żartowała, że w porównaniu z Podolem, „to była nędza”. Jej ojciec żył w kulcie utraconego Podola, podobnie jak jego brat Antoni, który nawet na Podole, bez wiedzy rodziny udał się śladami dziecięcych wspomnień, na Mazowszu nie czuł się najlepiej. Kontynuował jednak pracę społeczną przodków, działając w instytucji o nazwie [nomen omen] „Nędza Wyjątkowa” w klasztorze na Tamce, opiekował się fundacją dla nieuleczalnie chorych (ul. Wiejska).
Trzy córki urodziły się jeszcze w Obodówce, pozostałe dzieci już na Mazowszu.
Porównanie zamożności mazowieckiej z podolską mogło mieć sens na początku małżeństwa Sobańskich, bo potem to już była szara rzeczywistość. Rodzina liczna, a dobra guzowskie nie prosperowały najlepiej. Wpływ na to miały trzy elementy: działy rodzinne, kryzys ekonomiczny końca lat 20. i do połowy 30. oraz duże obciążenia finansowe, związane z fundacjami filantropijnymi Sobańskich. Stąd też, niestety nieudane, pomysły na szukanie nowych, alternatywnych źródeł dochodów, jak np. salon z luksusowymi samochodami czy kupno cyrku, czyli próba zarobkowania na polu rozrywki. W drugiej połowie lat 30. było lepiej, ale rozwój gospodarczy Guzowa przerwał wybuch II wojny św. Trzeba też przyznać, że atmosfera wokół ziemiaństwa nie sprzyjała. Odczuwała to czasami rodzina Sobańskich, mieszkając obok proletariackiego Żyrardowa. Miasto to rozwinęło się przemysłowo, ale już zapomniało, że pierwsze próby uprzemysłowienia należały do właścicieli Guzowa – Łubieńskich; Żyrardów nazywał się jeszcze Wolą Guzowską… Tak więc, szczególnie 1 maja zdarzało się obrzucanie kamieniami pałacu albo karety podczas przejazdu przez las. Nastroje w społeczności lokalnej (co oczywiście było wynikiem komunistycznej propagandy) nie zmieniły się do wojny. Zdaniem Gabrieli Krasickiej, „służba” była przygotowana do tego, że jak wejdą sowieci, to rodzinę właścicieli Guzowa po prostu zabiją… Bo z Podola płynęły nie tylko sentymentalne wspomnienia i kult kresowych stanic, ale przede wszystkim świadomość bezwzględnego niebezpieczeństwa ze strony sowieckiej.
Nic więc dziwnego, że jeszcze na początku wojny, małżonkowie Krasiccy przenieśli się najpierw do Warszawy, a potem do Zagórza na południe. Do Guzowa, który był w Generalnym Gubernatorstwie, a więc pod okupacją niemiecką, Krasiccy dojeżdżali. Feliksowie Sobańscy w Guzowie pozostali, ale „w towarzystwie Niemców”; w Guzowie A. Hitler świętował akt podpisania kapitulacji Warszawy...
Na początku wojny, 25 września 1939 roku zginął zięć Feliksa, Roman Chłapowski (1906-1939), aktywny w pomocy maltańskiej. A na południu, na Sądecczyźnie w konspiracji działała Natalia Lubomirska, przyszła synowa pana na Guzowie.
W czasie okupacji pomocą w majątku służył szwagier Michała Sobańskiego, Adam Sapieha. W tym okresie dochody zaczęła też przynosić cukrownia, poprawiła się sytuacja finansowa. W obawie przed nadejściem sowietów, idących na Berlin, jeszcze przed 1 sierpnia 1944 roku, część cenniejszych rzeczy wraz z dziełami sztuki, Sobańscy wywieźli do stolicy. W powstaniu wszystko przepadło. Mniejsza o rzeczy jednak, bo w powstaniu zginęły dwie córki: Teresa (1923-1944) i Elżbieta (1925-1944) Sobańskie. Ich siostra Gabriela wraz z mężem Xawerym Krasickim z Leska i córką Magdaleną w grupie 16 osób została zesłana do Krasnogorska na trzy lata.
Przez wiele lat m.in. Xawerowie Krasiccy i Ludwika (Lula) Tyszkiewiczowa byli kustoszami rodzinnej pamięci, chętnie opowiadając o dobrych, jak i złych czasach minionych:
Największe dobra Sobańskich znajdowały się na Podolu. Ale to było jeszcze przed rewolucją październikową. Mój dziadek Michał Sobański „Stary”, tak jak wielu ziemian, należał do Sodalicji Mariańskiej, był szalenie pobożny i skromny. W naszym domu mieliśmy księgę gości, którą mój ojciec rozpoczął słowami: „Bóg dał, Bóg wziął”. Ale przyjechał kiedyś Jezuita ojciec Rostworowski, bardzo miły i nowoczesny człowiek, o wielkiej charyzmie, który nawiązując do słowa wstępnego ojca, podpisał się tak: „Bóg dał, diabli wzięli, niech ich pokręci – wspominała Ludwika z Sobańskich Tyszkiewiczowa.
Czerwoni zabrali Podole, czerwoni zabrali także Guzów. W 1979 roku w pałacu Sobańskich nakręcono film „Klucznik”. Dramatyczną, a jednocześnie groteskową opowieść o końcu świata arystokracji, w którym to filmie rolę hrabiego zagrał Tadeusz Łomnicki, a „wiernego” służącego Wirgiliusz Gryń.
Cukrownia nadal działała, upaństwowiona. Potem, jak wiadomo, została zlikwidowana. Pałac niszczał i choć przykryty dachem, przez niewidoczne szczeliny woda powoli go niszczyła.
MICHAŁ I IZABELA
Są dziećmi Renaty z Łopuszańskich i zmarłego śp. Marka: Michał Sobański i Izabela – obecni gospodarze pałacu w Guzowie.
Urodzeni już grubo po wojnie, pokolenie końca PRL i początku zmian ustrojowych. Nasiąknięci rodzinną tradycją, w 1996 roku zdecydowali się wraz z rodzicami kupić od gminy Wiskitki pałac z parkiem. Upłynęło trochę lat, zanim udało się im uzyskać fundusze na początek rewaloryzacji parku i odbudowę pałacu. Środki pochodzą m.in. z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Ministerstwa Kultury. Gigantyczna praca przed nimi, ale obiekt ma potencjał. Można go będzie wykorzystać do celów hotelowych, konferencyjnych, ale i kulturalnych. Dom ma być otwarty i powinien ożywić osadę, mającą wszak duże walory historyczne.
Nie ma siły. Nawet nad Pisią i u bram „czerwonego” Żyrardowa, mit Podola będzie jeszcze długo żywy. Niemniej… gdybym miał urządzać wnętrze pałacu w Guzowie, na czołowym miejscu zawiesiłbym dwa portrety: „Róży Sybiru” z powodu wartości, jakie w sobie jej historia niesie, a obok niej – wizerunek Feliksa „Starego”, w podzięce za to, że w odpowiednim momencie przejął Guzów dla następnych pokoleń Sobańskich. W końcu są z Mazowsza…
Pytanie tylko: czy ktokolwiek w poprzednich pokoleniach przewidziałby, że nad domem w Guzowie będą przelatywały samoloty, a ich pasy startowe będą prostopadle biec w stronę obiektu zabytkowego?
Ta nowa sytuacja, związana z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), jest kolejnym wyzwaniem dla współwłaścicieli.
I m.in. o tym w audycji dyskutują: Michał Sobański, współwłaściciel pałacu wraz z parkiem w Guzowie oraz dr Marcin K. Schirmer, autor najnowszej publikacji Powrót ziemian. Dwory, pałace i zamki, które odzyskały dawną świetność, red. B. Manińska, Warszawa 2026. Guzów, obok Goszyc, Kopytowej, Korzkwi, Petrykoz, Sułkowic, Zarzecza, jest jednym z bohaterów książki (s. 62-115).
Lit.: M. K. Schirmer, Powrót ziemian. Dwory, pałace i zamki, które odzyskały dawną świetność, red. B. Manińska, Warszawa 2026; R. Aftanazy, Dzieje rezydencji…; T. S. Jaroszewski, W. Baraniewski, Pałace i dwory w okolicach Warszawy; P. i M. Libiccy, Dwory i pałace wiejskie na Mazowszu; A. Augustyniak, Hrabia, literat, dandys. Rzecz o Antonim Sobańskim; A. Sobański, Cywil w Berlinie; M. z Grocholskich Sobańska, Wspominki nikłe; M. Miller, Arystokracja; P. Sz. Łoś, Szkice do portretu ziemian polskich XX wieku (relacje: L. Tyszkiewicz, G. i X. Krasiccy); abp. P. Mańkowski, Pamiętniki; Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego; K. Pułaski, Kronika polskich rodów szlacheckich Podola, Wołynia i Ukrainy; A. Wrzesień („Żyroskop”), wywiad z M. Sobańskim; inf. M. Sobańskiego.
12.07.2026
58 min 40 s
TO, CO JEST
Pan domu dyskretnie podchodzi do żony i mówi: „tam już nie ma wody ani herbaty”. Za moment na stole niczego nie brakuje, zaraz ktoś korzysta, bo na zewnątrz ciepło, miejscami słońce dobrze praży. Licznie zgromadzona młodzież – z własnego wyboru! – poddaje się egzaminowi. Dwie godziny wcześniej kilku chłopaków, także uczestników konkursu, dźwigało stół pingpongowy, aby go rozstawić tuż obok wiekowych drzew, pamiętających Zofię Zawiszankę. Pomiędzy „odpytywaniem”, jest czas na spacery, na zrobienie wianka z roślin, które upiększają soczystą zieloną trawę, ale i czas na odbijanie białej piłeczki, co nam obserwującym przywołuje również własne wspomnienia.
Gdzieś nagle odnajdujemy się ze znanym tylko wirtualnie rockmanem, piszącym od czasu do czasu o mieszkańcach dworów swojego regionu. A nestorka i matka pana domu, zabawia dorosłych, nie tylko miłą i lekką rozmową, ale też opowiada o swojej tytanicznej pracy historyka (choć jest psycholingwistką) nad losami powojennymi Leny Kichler i jej podopiecznych – dzieci żydowskich, które cudem przeżyły Holocaust.
W którymś momencie przy stoliku na tarasie siada jedna z uczestniczek konkursu szkolnego. Widzę, jak uważnie słucha i wzrokiem próbuje „ogarnąć” tych kilka osób, które mogłyby być jej babkami i dziadkami. Ona musi mieć świadomość, że tych rozmów nie znajdzie w Internecie, może nawet w książkach, więc chce wykorzystać okazję, aby z pierwszych rąk czegoś się dowiedzieć. O historii domu, może o ukrywających się w nim Żydach w czasie okupacji; może o Piłsudskim, a może o poetce i emancypantce…
To nie jest dom z samymi „antykami”, choć rodzinnych pamiątek jest sporo. To dwór, w którym dawny klimat ziemiańskiej wiejskiej siedziby przeplata się z nowoczesnością i zwykłymi problemami dnia. Wszyscy patrzą z podziwem na nowy dach, który już nie przecieka. Ale też mowa jest o kolejnych potrzebnych pracach, aby zabytek, świadek historii, a zarazem dom rodzinny, miał się jak najlepiej.
Aby trafić do pokoju gościnnego, muszę przejść przez kuchnię. Na stole płatki dzikiej róży, a obok gar pełen poszarpanej do jedzenia sałaty lodowej. Pani Marta sama sałatę przygotowuje, a od wczoraj czeka pyszne ciasto, także jej rękami zrobione. Przy którymś z kolejnych moich przejść przez kuchnię, widzę ją, trzymającą w ręce plik listów. Dowiaduję się, że jest to korespondencja z okresu wojennego; ktoś bliski z rodziny pisał z oflagu… I pada pytanie, myślę, że nieco retoryczne: „co z nimi zrobić?”. Historyk, dr Stanisław Borowiak podpowiada, że można je złożyć w Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy. „Rozumiem, że wziąłbyś, Stasiu, do siebie wszystko” – z żartem odpowiadam –„to wszak zacna placówka. Ale może lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie do archiwum.” Mówiąc to, myślałem o Narodowym Archiwum w Krakowie lub o Bibliotece Narodowej w Warszawie, bowiem w latach 2012/2013 tam właśnie został przekazany gigantyczny zbiór ponad 2000 teczek dokumentów, tekstów, listów itd., Jerzego Turowicza dziadka pana domu. To on zresztą tę spuściznę polskiej kultury pomagał dziadkowi porządkować, gdy był jego sekretarzem. Książki, poza częścią zachowaną dla siebie przez rodzinę, trafiły do Biblioteki Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II (UPJPII) w Krakowie.
Głowa moja pusta, ale w mig łapię: to zestawienie sałaty, przygotowywanie gościom kolacji, wymiana kolejnej partii naczyń w zmywarce, a zaraz potem stare listy z oflagu i opowieści rodzinne, uświadomiło mi, że to tak jak w Dańkowie u pp. Anny z Branickich i Tadeusza Wolskich. Ich współpracownik mi powiedział: „nie no, nie oszukujmy się, tu się dużo mówi o historii i wspomina się, co jest wartością samą w sobie – taki dom!”
Fotografie, nieliczne portrety, szkice, ale przede wszystkim przedmioty, których używali dawniejsi właściciele dworu, sprawiają wrażenie, że oni, choć dawno nie żyją, ciągle są tu obecni. A mieli niektórzy z nich ciekawe charaktery!
Po wymienionych faktach i nazwiskach, wielu już zapewne wie, że chodzi o Goszyce (pow. krakowski, gm. Kocmyrzów-Luborzyca). Dr Maciej Rydel, który często o Goszycach mówi, bo je lubi, ma też z nimi relacje rodzinne (jest spokrewniony z Turowiczami), uważa, że taki był polski dwór przed komuną; przenikały się w nim światy dawny i współczesny, ludzie zajmowali się bieżącym życiem, ale przeszłość była, rzecz jasna w odpowiednich proporcjach, stale obecna.
Rodzinną opowieść historyczną kończy w programie prof. dr hab. Magdalena z Turowiczów Smoczyńska, zaś o współczesności dworu w Goszycach opowiada jego współgospodarz, Michał Smoczyński, romanista, tłumacz, który dla ratowania rodzinnego dworu, razem z żoną poświęcił dotychczasowe życie zawodowe.
05.07.2026
01 godz 01 min 40 s
PODCASTY
Przez 63 dni, od 1 sierpnia do 2 października, codziennie, będą mogli Państwo odbyć podróż wśród miejsc, domów, ulic, które Powstanie Warszawskie pamiętają.
Audycja skierowana do najmłodszych odbiorców, ale i rodzice znajdą coś dla siebie.
Jak dbać o zdrowie psychiczne dzieci? Jak wspierać uczniów w kryzysie emocjonalnym w szkole, jak oswoić trudne emocje u dzieci w wieku przedszkolnym? O roli dorosłych w zapobieganiu kryzysom i rozwojowi depresji, pierwszej pomocy emocjonalnej w domu, w szkole, w środowisku lokalnym będziemy rozmawiać w każdą środę o 18.30.
CYKL PROGRAMÓW POWSTAŁ PRZY WSPÓŁPRACY Z MAZOWIECKIM KURATORIUM OŚWIATY